Głupio się czuję z tym, że prawdopodobnie nie będę pracować w trakcie studiów. Nie wyprowadzam się od rodziców, bo mam dobry dojazd i będę studiować dziennie. Moja mama sama była w takiej sytuacji jak była w moim wieku i powiedziała, że żałuje, że nie dała sobie na wstrzymanie z pracą na pierwszym roku, bo wtedy najbardziej cisną, a ona nie miała praktycznie czasu, żeby się uczyć na bieżąco, więc mi odradza zrobienie tego, co ona. Rozumiem to i z jednej strony wiem, że jest to lepsze wyjście, a z drugiej czuję się przez to jak pasożyt i gówniarz.
Dodaj anonimowe wyznanie
Korzystaj póki możesz, a już na pewno na pierwszym i drugim roku. Będziesz mieć wtedy prawdopodobnie tyle nauki, że o czasie na pracę będziesz mógł tylko pomarzyć, więc jeżeli pójdziesz do jakiejkolwiek pracy, to ze szkodą dla wyników w nauce. Spróbuj dopiero od trzeciego roku, kiedy będzie już trochę łatwiej z nauką.
Zależy od kierunku studiów
Teraz Pana/Pani pracą jest nauka. Dzięki temu osiągnie Pan(i) więcej, a potem zacznie pracować już w wyuczonym zawodzie. Jakkolwiek jest to wspaniałe i godne podziwu, że chce Pan(i) pracować, tak nie ma potrzeby źle się czuć z brakiem pracy w tym momencie. Bo to byłoby jak robić dwa etaty - 8h na studiach + 8h w pracy.... I kiedy zrobić projekty? Kiedy się uczyć? Już Pan(i) pracuje na pełen etat, po prostu Panu/Pani za to nie płacą.
Ale chyba nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś pracował podczas wakacji, w Polsce albo za granicą.
Staram się, jak tylko znajdzie się jakaś praca na zlecenie nawet na chwilę w okolicy to dzwonię/składam cv, już miałam trzy w te wakacje + praca jako służba informacyjna przy eventach, ale to czy jest zależy od tego czy akurat zlecą coś firmie
Rozmawiałam jakiś czas temu z wykładowcą uniwersyteckim, który żalił się na spadek poziomu nauczania spowodowany właśnie tym, że studenci coraz częściej pracują i nie mają czasu na naukę.
Skoro rodzice chcą Cię utrzymywać i umożliwić pełne skupienie na nauce, to na pewno jesteś w stanie jakoś im się odwdzięczyć. A jeśli wciąż Cię będzie męczyć zależność finansowa, będziesz przecież miała trzy miesiące wakacji do zagospodarowania :)
Wiem co czujesz, bo czułam się podobnie jak studiowałam. Ale po czasie jestem mega wdzięczna rodzicom, że nie musiałam pracować. Dzięki temu skupiłam się na studiach, na kole naukowym, miałam czas na fajne praktyki i staże oraz wyjazdy. Ciesz się, że masz takie szczęście i słuchaj mamy. Postaraj się z nauką, może nawet udałoby Ci się załapać na stypendium rektora. Kokosy to nie są, ale wystarczające jak mieszkasz z rodzicami. Jeżeli dalej będziesz mógł nie pracować to spróbuj się załapać na praktyki lub staż związany z zawodem, który Cię interesuje - to da Ci i o niebo więcej w dłuższej perspektywie niż praca w kinie, na kasie lub w gastro. Integruj też się z innymi. Pierwszą poważną robotę dostaniesz prędzej po znajomości lub z polecenia niż dzięki własnym umiejętnościom. Wiem co mówię z doświadczenia swojego, ale i znajomych. Pamiętaj, że na początkowym tierze czasami bardziej liczą się kompetencje miękkie niż twarde.
Więc pomyśl inaczej - Twój obecny brak pracy zarobkowej to inwestycja długoterminowa, dzięki której łatwiej będzie Ci wejść "w branżę" i zarabiać lepsze pieniądze. To olbrzymi boost i przywilej, dlatego postaraj się jak najlepiej wykorzystać tę szansę. Ucz się, rozwijaj w dodatkowych aktywnościach, otwórz się na ludzi. Przejmij może więcej obowiązków domowych, typu pranie, prasowanie, może ogarnianie posiłków w weekend. Zakładam, że Twoi rodzice są wspierający, więc też docenią takie gesty. I serio, ciesz się tym czasem, bo on jest wyjątkowy i możność niepracowania pozwala się nim nacieszyć bardziej. Więc podziękuj rodzicom i losowi, daj z siebie wszystko. W życiu jeszcze zdążysz się napracować.
Uczysz się i masz wsparcie rodziców? To wszystko ok. Z moimi rodzicami miałam umowę, że utrzymują mnie, dopóki nie skończę pierwszego kierunku, żebym miała czas na studiowanie w spokoju. Jestem im za to wdzięczna, Ty też swoim podziękuj za wsparcie ;)
No ale jaki problem? Ja tez studiowałem dziennie - biotechnologie, sporo nauki było.
Po pierwszym semestrze jak juz przywykłem do kolejnego etapu edukacji, poszedłem do roboty w galerii na wyspie. Pracowali sami studenci dzienni/zaoczni. Dogadywaliśmy zmiany i dawało to rade.
Potem na studiach czasem masz jakis dzien wolny, albo blok zajęć tylko rano/tylko popołudniu i znowu miejsce na robotę jest.
Potem nawet drugą robotę miałem na nocki w fabryce przy kontroli jakości części samochodowych. To samo - szefowie rzucali ofertę na grupie, że wtorek nocka robota na 5-6 h za 150 zl, potrzebujemy 4 osoby i kto chciał to szedł. Jak zajęcia byly na 11 rano, a ja od 22 do 4 pracowałem, to i człowiek się nawet wyspał.
Jak Ci źle, że nic nie robisz to idź do roboty. Poza tym z mojego doświadczenia widze, że pracodawcy chętniej po studiach patrzą na kandydatów jeśli pomimo studiów mają coś w CV, nawet niezwiązanego ze studiami - mimo wszystko coś to mówi o osobie.
A nie, ze stare byki po 25 lat i nigdy roboty żadnej nie mieli bo "studia"