#qcy9M

Nie jestem wegetarianką z powodu ideologii, ale okłamuję znajomych, że tak jest. Nie chcę już dłużej wysłuchiwać złotych rad.

Nie jem mięsa, bo mam odruch wymiotny gdy podczas krojenia lub żucia kawałka mięsa trafi mi się kawałek jakiejś błony, tłuszczu czy czegoś twardego lub po prostu podobnego. Moja rodzicielka chodziła ze mną gdy byłam mała do lekarza, do psychologa i nic. Tak po prostu mam. Raz ciocia chciała pokazać mojej mamie, że da się nauczyć dziecko jeść to co rodzic uważa za słuszne.

Efekt? Zarzygana kanapa, ściana, podłoga, ja, no i ukochana ciocia oczywiście.

Nigdy więcej nie wchodziła w dyskusję z matką na temat odżywiania.
bazienka Odpowiedz

ja mam tak przy twarogu i rpzetworach mlecznych ( no moze poza lodami i jogurtami) bo moja madra babcia wymyslila sobie, ze nauczy mnie jesc twarog ze smietana, pakujac lyzka do ust na sile i zaslaniajac usta bym nie ypluwala. porzygalam sie nosem
do dzis mam odruch wymiotny na sam widok/zapach twarogu, smietany ( w sosach czy zupie smietana mi nie przeszkadza), sernika niezjem, bo sie porzygam... nauczylam sie, ze latwiej jest mowic, iz nie toleruje laktozy ( zwlaszza jakims obcym osobom, z kt nie utryzmuje bliskiego kontaktu) niz tlumaczyc sie ze swoich traum "wiedzacym lepiej" ( "przesadzasz")

Wtorek09

Racja, dobrze, że powoli się od tego odchodzi. Wielu z nas ma takie wspomnienia z dzieciństwa.

Pamiętam, że moja babcia z jakiegoś powodu postawiła sobie za cel życiowy, że nauczy małą mnie jeść pomidory. Chyba obyło się bez wpychania mi ich do buzi, a przynajmniej tego nie pamiętam. Za to regularnie kilka razy dziennie w wakacje próbowała mnie przekupić, ale nigdy i za żadne pieniądze nie chciałam go nawet spróbować - i to się już nie zmieni.
Co to w ogóle za myślenie, że wymuszony kawałek pomidora nagle odmieni moje życie i zdrowie? Tego toku rozumowania nie ogarniam do dziś.

Gdy byłam przeziębiona, babcia koniecznie chciała mnie wyleczyć syropem z cebuli. Miałam kilka lat, a babcia mi powiedziała, że to zwykły syrop z apteki. Na przeziębienie nie pomogło, bo wyplułam, co się dało, ale babci do dziś nie do końca ufam :/

Wydaje mi się, że całe to zmuszanie powodowało tylko jeszcze większą niechęć do jedzenia oraz do osób, które nas zmuszały.

bazienka

Dyznak mnie do tego bito pasem po plecach bo rpzeciez od tego magicznie niejadkowi rozszerza sie zoladek :) i ejst w stanie zmiescic 2 dwudaniowe obiady ( z przedszkola i z domu). magia jakas doprawdy
nie robcie tego dzieciom, nie zmuszajcie do jedzenia
glod jest najlepszym motywatorem, wystarczy poczekac

Angel12345 Odpowiedz

Ja mam podobnie. Z tym że ja jem mięso które sama kupuję i sama przyrzadzam. Wycinam każdy tłuszcz, chrząstki. Nie zjem skóry z kurczaka jeśli nie jest upieczona i chrupiąca. Jak jem na mieście i trafi mi się tłuszcz lub chrząstki albo mięso jest za twarde to zostawiam talerz i nie jem.

U mnie jest ten problem że przy wycinaniu wszystkich zbędnych jak dla mnie elementów, nie raz i 1/3 porcji którą kupiłam pójdzie dla psa. Może to wina tego że nie mam wprawy czy coś, nie wiem na prawdę. W każdym razie - trochę nieopłacalny interes dla mnie.

Angel12345

@Maz0, ja obróbkę mięsa przerabiałam w szkole, to fakt że pewnie dlatego idzie mi to dobrze. Ale jakość mięsa też ma duże znaczenie. Może kupuj mięso u rzeźnika i poproś go o obróbkę mięsa dla Ciebie.

Tayla

Moj ojciec ktory o ironio jest wege od 40 lat jest rownoczesnie jedyna osoba ktora umie wycinac tluszcz z miesa. Nie kazdy jest do tego stworzony ale mozna sie tego nauczyc. Ja sama pewnie wycielabym polowe miesa bo nie umiem. Moze sa jakies poradniki na yt?

aga85

Mam podobnie, wycinam wszystko co uważam za zbędne a skóry z kurczaka w ogóle nie zjem. A na mieście jak mi się coś trafi to czasami nie jem ale czasami tylko zostawiam ta część w której coś mi nie pasowało.
Maz0 kwestia mięsa np. jak schab jest "ładny" to wcale tak z niego nie wycinam dużo, ale z szynku już to sporo i szynka dość słaba na kotlety bo twarda ale w sosie już ok bo jak się pogotuje to zmięknie. Karkówki nie jadam w ogóle bo tam to chyba wszystko bym musiała wyciąć, no i uważam że np pierś z kurczaka jest ok, mało do odcinania.

Serwatka31

Spróbujcie piersi z kurczaka, tam jest wyjątkowo mało do wycinania.

Ankaaa

Ja też tak mam. Uwielbiam np. schabowe, ale jem tylko te przyrządzone przeze mnie, bo ludzie nic z tym mięsem nie robią, tylko radośnie ładują z całym tym syfem w panierkę. To jest dla mnie jedna z najbardziej bezsensownych rzeczy na świecie :D To samo ze skrzydełkami. Mogłabym je jeść codziennie, ale na mieście już nigdy nie zamawiam przez ogromną ilość skóry, która nawet nie jest chrupiąca... Ale ja mam to szczęście, że mam 4 koty, więc ile bym nie wycieła, to zostanie zjedzone. Obróbka mięsa wychodzi mi bardzo dobrze (i przy okazji jest świetną zabawą), ale specjalnie robię to trochę mniej dokładnie, żeby to nie był sam tłuszcz ;) No i dodatkowy plus jest taki, że nie muszę dzielić się z nimi "moim" mięsem, czy specjalnie kupować więcej, tylko dostają to, co i tak bym wyrzuciła. No dla mnie sytuacja idealna :D

xxyyzz

Moja teściowa wyrzucą dużą część mięsa, którą kupuje. Wycina dosłownie wszystko z tego mięsa, co nie jest piękne i różowe. Każdą żyłkę i tłuszcz musi wyciąć. Mój mąż nie zje nawet chrupiącej skóry z kurczaka. Nawet nie spróbował nigdy bo go to obrzydza. Zawsze mi oddaje, z czego ja się bardzo cieszę bo uwielbiam. Sama nie lubie, gdy ktoś nie usunie z mięsa niepotrzebnych rzeczy, ale sama zawsze zostawiam troszkę tłuszczu by nadać smaku potrawie, ale tylko wtedy gdy mam pewność, że on się wytopi.

Nunn

Ja mam tak, że nie mogę obrabiac żadnego mięsa, mam odruch wymioty jak go dotykam.. Zawsze muszę prosić kogoś o obrobienie, a jak jem i coś mi się trafi to jest to samo 😭

Oczyjakatrament

Spróbujcie filetow z indyka, to jest chyba "najczystsze" pod względem wszelkich niespodzianek mięso, a dodatkowo jest bardzo delikatne

niebieskiatrament Odpowiedz

Ludziom prościej zaakceptować, że nie je się mięsa bo biedne zwierzątka niż to, że komuś może to szkodzić lub zwyczajnie nie lubi.
Dziwni jesteśmy....

JanekSnieg

Jak dla mnie oba tłumaczenia brzmią bardzo logicznie i nikt nie powinien się wtorek wpieprzac

aceofspades Odpowiedz

Ja mam tak z pomidorami. Nienawidzę od dziecka, babcia próbowała mnie nauczyć, przemycając pomidora w bułce i skończyło się tak samo - rzygałam jak kot.
Teraz już i sam zapach, a nawet i wygląd, mnie odrzucają.

Alheria Odpowiedz

Ja jestem wegetarianką tylko dlatego, że się drastycznie odchudzałam i zrezygnowałam z mięsa. Tak mi po jakimś czasie zostało i nawet jeśli mięsko lubię, nie czuję potrzeby go jeść.

sexylablador Odpowiedz

Powiedz po prostu, że Ci nie smakuje i tyle. Łatwiej się moim zdaniem tłumaczyć z tego niż ideologii

Jawiem1210

Też tak mówię, przynajmniej nie muszę wdawać się w dyskusję z osobami, które wiedzą lepiej, a wręcz najlepiej co dla mnie dobre. Albo mówię też, że lekrz mi nakazał odstawić na jakiś czas, wtedy to już w ogóle mam święty spokój.

Sagad Odpowiedz

Hah, ciekawy zbieg okoliczności. Sam ostatnio udałem się na psychoterapię w celu uporządkowania paru spraw. W każdym razie na pierwszej sesji temat zszedł na nawyki żywieniowe oraz jak to wyglądało w czasach szkolnych.

Byłem wybrednym dzieckiem. Zero mięsa. Potrafiłem jeść kanapki z samą sałatą. Dopiero później zaakceptowałem ser, a mięso może z 5 lat temu (29 lat na karku) tak że faktycznie mam ochotę jeść mięso. Choć wciąż np. wszelkiego rodzaju ścięgna, chrząstki czy włókna stają mi w gardle i nie potrafię ich przełknąć.

Najbardziej prawdopodobna przyczyna to fakt dostania twardego mięsa lub takiego w którym właśnie były jakieś żyłki czy włókna za dziecka. Mózg zapamiętuje nasze pierwsze doświadczenie i wykorzystuje to jako wzorzec przyszłych doświadczeń. Podobnie mam z kremowymi rzeczami typu śmietana. Konsystencja mnie odrzuca.

Tutaj terapeuta również przytoczył swoje doświadczenie gdzie jego matka postawiła przed nim kostkę drożdży która do złudzenia przypominała chałwę. On jako dziecko oczywiście to zjadł. Matka wybuchła śmiechem z koleżanką co u niego wywołało jak to się potocznie mówi traumę. Wychodzi na to że część naszych nawyków żywieniowych to co lubimy a czego nie, może wynikać z tego jak zaprezentowali to nam rodzice.

paproszekfai Odpowiedz

A ja tam uwielbiam te wszystkie chrząstki! Serio!

Daminguska

Z kolei mnie na myśl o chrząstkach aż mdli. Szczerze ich nienawidzę.

LokiNadalZyje Odpowiedz

Ja z kolei mówię zawsze, że nie mogę jeść mięsa z powodów medycznych (do nie jest do końca kłamstwem). Nie cierpię smaku i zapachu mięsa, jego faktura mnie obrzydza. Raz koleżanka próbowała mnie przekonać, że mięso nie jest takie złe. Zrobiła nuggetsy i powiedziała, że to coś innego (jakiś ser w panierce). Myślała, że się nie zorientuję i będę ze smakiem jeść. Zrobiłam jeden gryz i pogranałam do toalety wymiotować.
U mnie kwestia niejedzenia mięsa ma jakieś podłoże psychiczne bo jak byłam mała rodzice zmuszali mnie do jedzenia nielubianych przeze mnie rzeczy. Mięsa wszelkiej maści, serki ziarniste, kasze i pomidory przyprawiają mnie o odruch wymiotny...

Nobody123 Odpowiedz

Wmuszanie, w dziecka jedzenia, to najgorsze co może być. Jako dziecko, mnie na siłę chcieli przekonać, do zjedzenia kapuśniaka, nie mogłem tego przełknąć, aż w końcu po prostu, się porzygałem...więcej takich historii nie było, a zupy nie cierpię do dziś, ale już nikt nie zmusza mnie do zjedzenia ;p

Zobacz więcej komentarzy (19)
Dodaj anonimowe wyznanie