Ostatnio, gdy wracaliśmy z synem z zakupów, stojąc na stacji zobaczyłam człowieka leżącego na żwirze, przy samych torach. Widać było, że próbuje wstać, ale był zbyt pijany i widocznie zrezygnował i leżał dalej. Z racji tego, że byłam z małym dzieckiem (3 lata), a inni ludzie, którzy również stali na stacji, nie reagowali, zadzwoniłam pod 112. Powiedziałam jak wygląda sytuacja, żeby przysłali kogoś, aby zabrać tego pana, bo może dojść do tragedii. Dyspozytorka kazała mi podejść do niego i zapytać, czy potrzebuje pomocy, kiedy odmówiłam (byłam z dzieckiem, a żeby podejść do tego pana, musiałabym zeskoczyć z peronu i przejść po torach) i wytłumaczyłam, że jestem z dzieckiem, zaczęła się na mnie wydzierać, że ona nie wie, czy ma wzywać policję czy pogotowie. Powiedziałam, że nie mam pojęcia, że chciałam tylko zgłosić tę sytuację, bo ja nie jestem w stanie nic zrobić. Powiedziała, że przyśle patrol.
Do pociągu mieliśmy jakieś 20 minut, nikt nie przyjechał. Na szczęście jakiś młody chłopak zszedł do tego pana, pomógł mu wstać i przeprowadził do ławki. Nie rozumiem tylko tej znieczulicy, że przez tyle czasu nikt się nie zainteresował - nieważne, czy był pijany czy trzeźwy, jakby jechał pociąg, a on w tym momencie próbowałby wstać, doszłoby do tragedii. Dyspozytorka też jakaś niepoważna, wysyła mnie, żebym ja skakała z dzieckiem po torach, bo ona nie wie kogo wezwać. Tragedia.
Dodaj anonimowe wyznanie
A to nie jest przypadkiem tak (poprawcie mnie, jeśli się mylę), że osoba wzywająca pomoc (i każda inna będąca na miejscu) sama tej pomocy udzielić nie może, jeśli zagrażałoby to jej życiu? Wchodzenie na tory jest bardzo ryzykowne i zagraża życiu, więc jeśli jest tak, jak mi się wydaje, to dyspozytorka chyba nie powinna była nawet wpaść na tak głupi pomysł, by wysyłać autorkę na torowisko?
Miałam pierwszą pomoc w medyku i właśnie tak nam powiedziano, nie pomagasz sam, jeśli może Ci to zagrozić. Jeśli tak właśnie jest, to może dyspozytorka jest niewłaściwą osobą na tym stanowisku?
Dokładnie tak, bo wtedy zamiast jednej ofiary możemy mieć dwie. Nam zawsze mówili, że najlepszy ratownik, to ten żywy, także nie wiem jakim cudem osoba mocno związana z tematem pierwszej pomocy mogła wygadywać takie głupoty.
Też mnie to zastanawia, wg mnie taka wiedza to podstawa. Dlatego zastanawiam się, czy dyspozytorka naprawdę była tak durna (i, swoją drogą, kto taką osobę zatrudnił na tak odpowiedzialnym stanowisku), czy to wyznanie jest zmyślone, by wywołać gorącą dyskusję i trafić na główną.
Wiem, że czasem służba zdrowia zawodzi, ale nie mogę dopuścić do siebie myśli, że ktoś może popełnić taki rażący błąd, by wysyłać autokę na tory i jeszcze się na nią wydzierać, kiedy odmówiła narażania swojego życia.
"Dobry ratownik to żywy ratownik" :)
jako wieloletni wolontariusz powiem wam tak- dobry ratownik to ZYWY ratownik, bezpieczenstwo wlasne ponad bezpieczenstwo poszkodowanego
Niestety, jeżeli chodzi o operatorów nr alarmowych to niewiele mogą tutaj zrobić i ta Pani co odebrała nie powinna krzyczeć, to prawda, ale nie ma mocy by za dużo zdziałać, a patrol jeżeli nawet wysłała jadą długo jak zawsze.. Wiele rzeczy w tym państwie kuleje przez głupie ustawy, wytyczne, bo ktoś kto pracuje na najwyższym stanowisku nigdy nie pracował na najniższym i sobie czasami nawet nie wyobraża istniejących absurdów
I jeszcze coś, to prawda co mówicie, że dobry ratownik to żywy ratownik, ale operatorzy też mają swoje schematy postępowań, których muszę się trzymać czy mają sens czy nie
1 zasada udzielania pomocy, najpierw sprawdzasz czy sytuacja i miejsce sa bezpueczne dla ciebie bo nie ma sensu ratowac kogos skoro potem mofa byc 2 osoby do ratowania
Kiedyś dostałem radę od osób pracujących w ratownictwie: unikać 112. Dzwonić od razu na policję lub pogotowie - tam są lepiej przygotowani dyspozytorzy.
Jak dzwonisz na 997/8/9 to i tak łączysz się z tymi od 112. Info od policjanta.
Zwłaszcza, że wtedy dzwonisz do najbliższej jednostki, a nie gdzie do miasta wojewódzkiego, gdzie nigdy nie słyszeli o twojej miejscowości.
@grzechu 112, a 999 na 100% mają inne dyspozytornie, w związku z tym podejrzewam, że pozostałe też są oddzielone od alarmowego numeru.
Dodatkowo na panelu 112 prócz 3 głównych instytucji alarmowych są też takie jednostki, jak straż miejska, pogotowie gazowe, elektryczne itd.
Potwierdzone info, miałam tam praktyki i jestem ratownikiem medycznym.
Mają inne jednostki, ale już teraz wszystkie "dziewiatki" są przekierowywane na 112 i dopiero oni łączą z odpowiednimi.. Gdzie niegdzie 997 jeszcze tylko funkcjonuje
A może ktoś inny już dzwonił na 112? Ja nawet będąc bez dziecka bym się na tory nie pakowała. Ja raz wzywałam pogotowie 3 razy zanim przyjechało do faceta nieprzytomnego z pianą na ustach. Czekałam 50minut.
Czytanie ze zrozumieniem się kłania (:
@Mutylator
Nie zwracajmy uwagi, @mutylator to nowy troll.
Ostatnio też miałam niefajną sytuację z dyspozytorem 112. Awantura u mojego faceta, jego siostra (która tam nie mieszka) grozi mi śmiercią, szczuje psem i biega z trzepaczką po osiedlu... A dyspozytor stwierdza, że nie widzi podstaw do przysłania patrolu, bo ona nie jest pijana...
No nie, nie jest. Jest tylko psychiczna i nie da się z nią komunikować jak z człowiekiem tylko jak małpą z wiejskiej patoli. Najgorsze jest to, że ona uznaje się za "katoliczkę" i pracuje w przedszkolu.
Dyspozytor mistrz! Ciekawe co by zrobił gdyby ta wariatka coś jednak komuś zrobiła. Jego tłumaczenie, że jest trzeźwa to policji nie trzeba.
Właśnie sęk w tym, że zrobiliby cokolwiek dopiero wtedy, gdy Tobie coś by się stało. Działania prewencyjne to dla nich mit 😉
No sorry człowiek leży przy torach i moglo mu się coś stać to dziecko na bok żeby stało w bezpiecznym miejscu i chociaż próbować odsunąć tego gościa lub poprosić kogoś o pomoc bo moglo dojść do tragedii
Taaak, a wiesz kto był na tym peronie i co mógł zrobić jej dziecku? Poza tym kto normalny pcha się na tory wiedząc że w każdej chwili może nadjechać pociąg?
no właśnie - ryzykowałaby swoje życie, poza tym zostawiłaby dziecko bez opieki. Ktoś mógłby je porwać lub samo mogło za mamą wejść na tory. Znieczulica znieczulicą, ale myślę, że każdy pewnie obawiał się o swoje życie, przechodzenie przez tory w takim miejscu nie jest bezpieczne
Nie mogłaś po prostu poprosić innej osoby, żeby poszła zapytać go, czy potrzebuje pomocy?
Nikt nie powinien wchodzić na tory, bo zaraz mógłby być potrzebne 2 karetki
*mogłyby
Jak już się upewniłam- błąd, karygodny błąd dyspozytorki. Wchodzenie na tory to narażanie życia. W takim wypadku nikt nie powinien na nie wchodzić, by sprawdzić, czy z mężczyzną jest wszystko ok. Powinni zrobić to ludzie, mający doświadczenie w ratowaniu innych z takich sytuacji, osoby znające się na rzeczy, przeszklone, a nie osoba dzwoniąca po takich ludzi. Tak jak wspomniał TrudnaNazwa: zamiast jednej ofiary, możemy mieć dwie.
Tyle że gość nie leżał bezpośrednio na torach żeby na nie wchodzić.
Evoiletta, nie wiem czy wiesz, jak wygląda torowisko na stacjach. Tory są umieszczone znacznie niżej, niż sam peron, na którym się stoi. Czasem jest to około pół metra,a widziałam wyższe. Schodzenie tam jest bardzo ryzykowne, bo widząc nadjezdzajacy pociąg nie mozesz sobie po prostu odejść od torów, musisz się wdrapać na to podwyższenie, a skąd pewność, że dasz radę, że zdążysz? Odejść, odbiec jest łatwo, ale wdrapać się, kiedy dodatkowo zjada Cię stres, związany z nadjezdzajacym pociągiem, to drugie. Mogłabyś spróbować odbiec na drugie tory, ale na perony często pociągi podjeżdżają z dwóch stron w tym samym lub zbliżonym czasie.
@AmziToIzma no właśnie. To zbytnie narażanie życia. Osoby ze służby są przeszkolone, na szkoleniach uczą się, jak na takie podwyższenia szybko wchodzić, poza tym mają sprzęt odpowiedni, a w kilka osób łatwiej by im było przetransportować też pijanego faceta niż słabszej kobiecie