#qaeHe
Wracałam sobie zimą autobusem do domu. Było już ciemno i chłodno, ale moje miasto jest dość duże i dobrze oświetlone, więc to nic takiego. Usiadłam pod oknem, by nie zajmować niepotrzebnie dwóch miejsc i po chwili dosiadł się do mnie jakiś otyły starszy mężczyzna. Zapaliła się jakaś lampka, gdyż przed nami były wolne podwójne siedzenia, ale nie przejęłam się tym zbytnio.
Od stania na chłodnym przystanku lekko mi zmarzły nogi i nie najlepiej je czułam, właściwie to zaczynały dziwnie mrowić. Okazało się, że to gość co obok usiadł gładzi sobie moją nogę nad kolanem. Zdezorientowało mnie to bardzo, ale nie przestraszyło, bo przecież nie jestem najpiękniejsza, dlaczego on miałby dotykać moje nogi, i to przez grube dżinsy. Spojrzałam na niego i nawiązałam kontakt wzrokowy, by pokazać mu swoją twarz. Głupio się tylko uśmiechnął, ale wyglądał dość sympatycznie, więc od razu zwaliłam to na jego tuszę. Może zwyczajnie jest zbyt gruby, by położyć rękę na własnym kolanie, a trzymanie ręki w powietrzu musi być niewygodne? Generalnie spędziliśmy całą drogę z jego ręką wodzącą po moim kolanie. Rozejrzałam się po autobusie, ale nikt nie widział co się dzieje, więc w swoim geniuszu stwierdziłam, że nie będę robić afery. Liczyłam na to, że po prostu się znudzi i przestanie.
Gdy nadszedł mój przystanek, powiedziałam głośno coś w stylu: Przepraszam, wysiadam. Wstał z dziwnym uśmieszkiem i zrobił mi tyle miejsca, że przeszłabym ocierając się o niego, więc stałam i patrzyłam na niego tępo, aż się bardziej nie przesunął. Na szczęście ne wysiadł za mną, wróciłam bezpiecznie do domu i nie powiedziałam nikomu.
Wciąż jest mi okrutnie głupio, że nie zareagowałam, ale szczerze nie byłam w tamtym momencie pewna, czy cała sytuacja nie była przypadkiem do końcówki jazdy, gdy jednak doszłam do tego, że robi głupie miny do mnie i wodzi tą ręką po mojej nodze. Nic się nie działo, więc czemu miałabym dramatyzować (taka była w tamtym momencie moja logika).
Nie miałam traumy, ale chcę się niedługo wybrać do jakiegoś psychologa, by sobie porozmawiać o asertywności i pewności siebie. Wciąż sama nie wiem co myśleć o tej całej sytuacji.
Był gruby więc gładził cię po kolanie, bo nie było miejsca. Jak to brzmi.
Jeszcze, żeby ją nogą sporadycznie dotykał, to wytłumaczenie miałoby jakiś sens. Ale ręką? Bo jest za gruby, żeby położyć na swoim kolanie? CO?
Z grubymi to tak jest że nigdy nie wiadomo
Brzmi jak wymówka dla sądu przy rozprawie o molestowanie.
moglby nawet przez swoja tusze usiasc tak, by stykac sie bokiem, choc to juz krepujace
ale smyranie obcej osoby po kolanie, bo "niewygodnie by mu bylo tryzmac reke w powietrzu"? ale tak serio?
Niska samoocena nie pozwoliła jej przypuscic, że dla kogoś może być atrakcyjna.
Ciężko przewidzieć swoją reakcję. Gdy byłam nastolatką spotkała mnie bardzo niebezpieczna sytuacja i w ogóle nie krzyczałam, chociaż było to wskazane. Jedynie szarpałam sie. Jakiś szok, sama nie wiem :)
Ale wszystko skończyło się dobrze? Udało Ci się wyszarpac czy po prostu przyszedł ktoś z pomocą? Wybacz pytanie, zwykła ciekawość.
Tak, na szczęście jakiś chłopak ich spłoszył a ja dostałam nauczkę, żeby nie podchodzić do samochodu, jak ktoś pyta o drogę.
Ech, no właśnie. Ludzie często się wymądrzają, że trzeba zrobić to, to i to, jak jest się molestowanym/atakowanym, a prawda jest taka, że nigdy nie wiesz, jak zareagujesz.
Ohlala to fakt. Ja raz wystraszyłam się niesłusznie gościa, który wyszedł nagle z bramy. Było ciemno, uliczka pusta więc spanikowalam. Potem najbardziej nie mogłam wybaczyć sobie tego, że mimo iż trzymałam rękę na gazie pieprzowym to tak mnie sparalizowalo, że pewnie w momencie realnego zagrożenia nie byłabym w stanie go użyć.
Ja czasami żałuję, że nie mam odruchu, żeby krzyczeć, przekląć lub zareagować żywiołowo. Jak się uderzę, jak ktoś zajedzie mi drogę, klepnie po tyłku albo się czegoś przestraszę. Całkowita cisza z mojej strony i dopiero po chwili przychodzi refleksja, że powinnam coś zrobić, ale już w sumie za późno. Jak na razie nauczyłam się naciskać klakson w samochodzie w niebezpiecznych sytuacjach.
Do takich sytuacji się potem wraca po latach, jak już człowiekowi mija nieśmiałość, staje się bardziej obrotny i się sobie potem wyobraża jak bardzo by się takiego typowi wygarneło jakby to się znowu stało
i dlatego wlasnie stawiam naedukacje seksualna oraz nauke szanowania wlasnych granic
i reagowania w takich przypadkach GLOSNYM sprzeciwem
ty jako ofiara nie mialas sie absolutnie czego wstydzic
Owszem, edukacja seksualna powinna być obowiązkowa i wyglądać zupełnie inaczej niż to się odbywa w polskich szkołach, ale niestety nawet najlepsza edukacja nie pomoże ludziom nieśmiałym czy wstydliwym.
Mogą być wyedukowani najlepiej jak się tylko da, oni będą wiedzieć, że to co się dzieje nie powinno mieć miejsca i powinni głośno o tym mówić, krzyczeć, sprzeciwiać się, ale zwyczajnie nie są w stanie, przez wstyd, zakompleksienie, nieśmiałość.
Mam koleżankę, która nie potrafi upominać się o własne pieniądze. Jeśli komuś pożyczy i ta osoba nie odda jej sama, to ta dziewczyna prędzej umrze, niż pójdzie i poprosi o zwrot. Wie, że to jej pieniądze, które jej się należą, wie, że nie ma nic złego w upominaniu się o swoje, ale nie da rady tego zrobić. No i cóż, dziewczyna ta z wykształcenia jest psychologiem, świetnym zresztą ;)
eh... przeżyłem kiedyś coś podobnego. To był ranek. Miałem do pokonania 40 minutową trasę przez 3 miasta - pierwszy raz w życiu tam jechałem, więc mimo wszystko lekki stresik był czy dotrę na miejsce i na czas. Usiadłem na "4" pod oknem - 2 siedzenia przodem do jazdy i 2 odwrotnie - tworzą w sumie taką 4. Autobus z każdym przystankiem się napełniał. Na zewnętrznych siedzeniach "4" usiadły dwie pielęgniarki, które cały czas gadały o robocie i nocnej zmianie, a na przeciwko mnie usiadł jakiś koleś. Zwykły koleś, w ciemnych jeansach, czarnym t-shircie, ciemne krótkie włosy - nic szczególnego. Usiadł tak, że zetknął swoje kolano z moim - myślę: ok, "4" ciasna, gdzieś musi podziać kolana. Tylko, że on zaczął mnie "miziać" po kolanie. Bezczelnie patrzył się w okno i "miział" mnie po kolanie. Pielęgniarki nie zwróciły uwagi. Ludzie w przejściu też nie zwrócili uwagi. A mnie sparaliżowało. Kompletnie nie wiedziałem co zrobić. Nie chciałem robić afery, ale kolo był dość natarczywy ze swoją łapą. Ogarnęło mnie coś kompletnie odwrotnego do podniecenia seksualnego - paraliżujący strach i jakiś niefizyczny ból - trudno to opisać. Liczyłem tylko przystanki do końca i na jeden przed wyskoczyłęm z autobusu jak poparzony, modląc się, żeby ten koleś nie poszedł za mną. Kilku moich znajomych o tym wie. A ja już nie jestem taki pewny czy potrafię sobie poradzić w sytuacji bezpośredniego molestowania...
Miałam podobną sytuację w tramwaju, tylko z pewnym staruchem. Przez dwa przystanki wmawiałam sobie, że może mieć Parkinsona. Albo po prostu ze starości mu się trzęsie ręka. Dopiero jak wysiadlam i wsiadłam innymi drzwiami, a po chwili okazało sie, że poszedł za mną, uświadomiłam sobie co się właściwie dzieje. Na następnym przystanku wysiadałam, zrobił to samo co facet z Twojego wyznania. Tylko że był ścisk, przez co przepchnąć się musiałam, a on tak ustawił rękę, że przejechał nią po moim biuście. Nie wiem co mu to dało, bo mialam zimowy płaszcz na sobie... I też nic nie zrobiłam. Jestem raczej typem agresywnej osoby, a w tym przypadku kompletnie mnie zablokowało. Jedna z koleżanek, która potrafi też dosyć solidnie przyłożyć, miała tak samo jak ty. Tylko oprawca wysiadł pierwszy. Mi później wyznała, że do swojego końcowego przystanku całą drogę przepłakała. Generalnie takie sytuacje to rzecz ekstremalna i nie da się przewidzieć swojego zachowania.