#qZaqj
Jako małolat (przed 18) popijałem z kolegami w parku/na ogródkach działkowych itp. Podobnie jak większość nastolatków. Po przekroczeniu magicznej bariery pełnoletności zacząłem pić trochę więcej i częściej. Zawsze byłem dość ambitny jeśli chodzi o pracę, więc od 16. roku życia zawsze w jakiś sposób zarabiałem swoje pieniądze, dzięki czemu mogłem moje picie finansować. Od około 22. roku życia zacząłem pić przy każdej możliwej okazji (weekend prawie obowiązkowo, a i w tygodniu się zdarzało), piłem na tyle dużo, że moja tolerancja wzrosła do tego stopnia, że potrafiłem wypić 0,7 wódki czy whiskey bez zerwanego filmu czy tzw "zgona". Po 25. roku życia kac był coraz bardziej morderczy, w związku z czym ograniczyłem picie do weekendów, ale wciąż każdy weekend i wciąż spore ilości. Jako że już wtedy nieźle zarabiałem, to mogłem sobie pozwolić na różne alkohole z wyższej półki i lubiłem próbować nowych (dla mnie) alkoholi i różnych rzadkich czy też limitowanych edycji różnych trunków. Cały czas pracując, utrzymując normalne relacje z ludźmi itd.
Po 30. roku życia przestało mnie to bawić. Najpierw zacząłem pić mniejsze ilości (żeby nie dopuścić do kaca), choć wciąż regularnie w każdy weekend, aż w końcu doszedłem do stanu, gdzie można na palcach jednej ręki (no może dwóch) policzyć, ile razy piję w ciągu roku. I nie przekraczam ilości 3-4 jednostek alkoholu (3-4 piwa czy też 3-4 lampki wina itd). I nie powiedziałbym, że byłem alkoholikiem, ale zrozumiałem to czytając komentarze na anonimowych właśnie. Dzięki :)
Ja zaczęłam pić od 16 roku życia... Ale skonczylam, jak wskoczyła mi 18, stwierdziłam, że zdobywane legalnie alko nie smakuje tak samo i na tym skończyła się moja alkoholicka przygoda xD
@badar3 przepraszam bardzo, gdzie tu jest kłamstwo? Nie znamy się osobiście, więc możesz sobie darować takie komentarze ;)
Ja również tak robiłam. Z tym, że nie z alkoholem, a z fajkami. Bez adrenalinki jednak za nudno.
Miałam dokładnie tak samo, tylko zaczęłam w wieku 15. Po 18stkach alkohol przestał smakować i nasze imprezy ograniczają się do wina do rozmowy haha (mamy po 20 lat)
Podpisuję się✋. Zaczęłam pić bardzo wcześnie. Skończyłam w wieku 18 lat, tyle że z innego powodu. Chciałam się dostać na studia i nie miałam czasu na imprezy. Od tamtej pory nigdy nie piłam go w dużych ilościach :p
Kiedyś słuchałem rozmowy z jakimś księdzem, wyprowadzającym ludzi z alkoholizmu.
Powiedział dwie ciekawe rzeczy:
1. 80% ludzi nie ma problemu z piciem, może w każdej chwili, tak jak Ty, skończyć i tyle. Nie są alkoholikami, mimo że mogą pić dużo;
2, alkoholikiem jesteś gdy musisz. Na poparcie tego opowiedział historię taksówkarza, który kiedyś zadzwonił do niego mówiąc, że po nocce, żeby zasnąć musi wypić piwo. No przecież tylko jedno piwo przed snem i to nie codziennie, więc pewnie nie jest alko. Słowo klucz: muszę, rozwiało wątpliwości.
Oczywiście, to nie prawda objawiona, ale ja się z tym zgadzam.
Byłeś osobą która pije alkohol, ale czy na pewno byłeś alkoholikiem? Z wypowiedzi wynika, że alkohol odstawiłeś, bo Ci się 'przejadł'. Miałeś problemy z odstawieniem? Nie mogłeś się przemóc, chciałeś pić dalej itd? Bo definicją alkoholizmu jest uzależnienie od alkoholu, a nie samo picie go w dużych ilościach.
Pił regularnie.
Można pić regularnie, ale to nie znaczy, że człowiek się uzależni. Mogę nie jeść tydzień, miesiąc, ale to nie znaczy, że mam anoreksję, bo skoro było mi łatwo, bezproblemowo samej wrócić do jedzenia, to znaczy, że nigdy nie byłam chora.
1 piwo to 2 jednostki alko
Mogłeś wypić 0,7 whiskey i nie zgonować, ale tylko irlandzkiej, a po szkockiej lub amerykańskiej, czyli whisky, już zgonowałeś? ;)
Nie mędrkuj.