#qPLb0

Moi dziadkowie mieszkali na wsi w Bieszczadach, w średniej wielkości gospodarstwie. Stadko różnorodnego drobiu, 2-3 świnie, jedna krowa, koń, kilka królików, kotów i pies Śledzik.

Część z Was być może wie, że w tamtym rejonie wilki potrafią podchodzić pod gospodarstwa, wyjeść wszystkie niezamykane w domach psy we wsi i okolicach - jest to problem cykliczny, powracający do kilkanaście lat. Jest wiele jego źródeł, od konfliktów terytorialnych, konkurencję pokarmową, po pójście na łatwiznę (nawet owczarki mają duże problemy w walce z jednym wilkiem, a co dopiero kilkoma!) czy sporadyczne przypadki wilczej głupoty/choroby. Jednak u moich dziadków NIGDY nie zdarzył się nawet jeden taki incydent, dopóki Śledzik żył, a nawet przez kilka lat po jego śmierci. Czyli w sumie, przez 23 lata (żył 19), bo dziadkowie zmarli 4 lata po nim i gospodarkę zwinęliśmy (zwierzęta znalazły domy w okolicy).

To był mały, ok. 20-kilogramowy kundel marki kundel, jako ślepy jeszcze szczeniak wyłowiony przez dziadka z rowu melioracyjnego dwie wsie dalej. Czarny, zarośnięty jak borostwór, śmierdział niemiłosiernie przez całe swoje życie. Był cudowny, kochany, dobry, ale fetor jaki wydzielał był okropny. Strzyżenie na króciutko, kąpiele, maści, karmy, weterynarze, nie potrafili nic zaradzić przez wiele lat. Dziadkowie kochali swoje zwierzaki, dbali o nie jak tylko mogli, ale w końcu odpuścili. Pies był zdrowy jak ryba, a że śmierdział... cóż, szło się przyzwyczaić. W domu ani nie chciał, ani nie mógł przebywać i to było błogosławieństwem dla reszty inwentarza.

Wszystkie psy we wsi mogły poginąć, owce i krowy być regularnie zagryzane, jego nic nawet pazurem nie ruszyło. Ani lis, ani wilk. Śledzik miał wypasioną budę, drzwiczki do ocieplonej stajni, a mimo to wolał nawet w mróz urzędować pod krzakami na zewnątrz. Kilku znajomych gospodarzy prosiło dziadka o spacery ze Śledzikiem dookoła swoich obejść, gdy był problem z drapieżnikami - trzymały się wtedy z daleka przez jakiś czas.

Cóż, nawet śmierdząc na kilometr można być kochanym i komuś pomóc, tylko trzeba znaleźć swoją niszę :)
keanna Odpowiedz

Urocze i ciepłe wyznanie. Chciałabym takich jeszcze, mimo, że nie jest ono anonimowe za bardzo.

WielkieGie2

To kup sobie chwile dla Ciebie

Arcykaplanka Odpowiedz

Urocze, choć niezbyt anonimowe wyznanie i chyba jedyny ładny, składny i dobrze wyprowadzony morał, jaki na tej stronie widziałam :)

nacomi13

PRZESTANCIE LURWA Z TYMI NIEZBYT ANONIMOWYMI.Czy tu muszą byc tylko historie o gównach i gwaltach?

Wuotan

Nie, muszą być o tematyce anonimowej, czyli o czymś, o czym nie opowiedziałbyś komuś ze wstydu. Debilu ułomny.

hot16siedlce

Są anonimowe bo nikt nie podaje danych, DEBILU ULOMNY

Wuotan

Wyjaśniłem o co z tym chodzi, żeby nie było komentarzy takich jak ten hot16siedlce, ale najwyraźniej zawsze znajdzie się taki mongoloid, który i tak musi swoje dorzucić.

dragonfloyd Odpowiedz

Też jestem ze wsi w Bieszczadach!:) Może kiedyś widziałam śmierdziuszka Śledzika 😊

Remirelka Odpowiedz

Przypomniała mi się piosenka którą śpiewała "Fibi" z Przyjaciół o śmierdzącym kotku. Ktoś powinien napisać piosenkę na cześć smierdzioszka Śledzika 😄

ToTylkoJa90

Smelly Cat, Smelly Cat 🎶

bazienka

What are they feeding you?

PodrapCyce

Smelly cat, smeeelly cat 😻

SzukamFaceta

It's not your fault! 🐈

Jujusan

A nie przypadkiem Foebe?...

Yuka Odpowiedz

Ja tak coś czuję, że śledzik tak śmierdział nie bez powodu. Ten fetor to szamański starożytny eliminator drapieżników.

SzaK4l Odpowiedz

Po pierwszym akapicie zaciekawiło mnie dlaczego nazwali psa śledzik. Teraz po przeczytaniu to wszysko ma sens.

agathe Odpowiedz

Ja bym chciała tylko zwrócić uwagę na to, że imię Śledzik jest przeurocze!

bazienka Odpowiedz

"a wiec nie smiejcie sie z cudzych wad
bo one moga zbawic wasz swiat" :)

NOTHING000 Odpowiedz

Aż mi się kojarzy Harry Król z serii 'Świat Dysku' - człowiek najpierw czuł, że facet nadchodzi, a dopiero potem go widział c:

SonChichi Odpowiedz

A mi się wydaje, że pies miał zapchane kanały okołoodbytowe i stąd śledziowy smród... Tylko dlaczego nikt z tym nic nie zrobił? Zwierzę bez powodu nie śmierdzi

SonChichi

Oczywiście nie pisze tego złośliwie, ale tak mi się skojarzyło, bo mam w domu psiaka i jakiś czas temu też dawało od niego niemiłosiernie rybą i okazało się, że miał problem z gruczołami okołoodbytowymi. Lekarz wycisnął, dał zastrzyk i jak na razie problem się nie pojawia :D

Jujusan

Nie. Autorka pisze, że pies bywał regularnie u co najmniej kilku weterynarzy cyt. "Strzyżenie na króciutko, kąpiele, maści, karmy, weterynarze, nie potrafili nic zaradzić przez wiele lat". Być może miał podobną wadę genetyczną co niektórzy ludzie, albo przewlekle na coś chorował choćby przez to, że jako szczeniak cholera wie ile gnił w rowie pełnym wody.

Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie