#qIkDW

Dopiero teraz jestem tak naprawdę gotowa, żeby to opisać. Wcześniej bałam się o tym nawet myśleć.


Otóż rok 2017 był najgorszym rokiem w moim 24-letnim życiu. W styczniu w wypadku samochodowym zginęła moja mama. Nie mogłam, nie chciałam w to uwierzyć. Przez tydzień po jej śmierci tak naprawdę jeszcze tego do siebie nie dopuszczałam. Nie mogłam spać, jeść, potrafiłam przez kilka dni się nie myć, a jak już poszłam się umyć to polewałam się gorącą, prawie wrzącą wodą, żeby bólem fizycznym zagłuszać ten psychiczny. Przez pierwszy miesiąc praktycznie nic nie jadłam (czasami zjadłam jabłko albo grejpfruta przez cały dzień, a czasami nic). Schudłam 20 kg, włosy wypadały mi garściami.

Po 2 miesiącach zaczęłam w miarę poprawnie funkcjonować, miałam jeszcze pod opieką 16-letniego brata, który też bardzo to przeżył (jednak lepiej sobie z tym radził niż ja). Po 3 miesiącach od śmierci mamy kolejny cios - tragiczny wypadek mojego chłopaka - został potrącony przez pirata drogowego. Zmarł w szpitalu po 2 dniach walki o życie.

W tamtym momencie kompletnie mi odbiło. Zaczęłam mieć zwidy, halucynacje, omamy słuchowe. Cały czas byłam na psychotropach. Budziłam się w środku nocy i słyszałam śmiech mojego chłopaka albo moją mamę, która woła mnie na obiad. Szłam za tym głosem nieświadoma tego, że to tylko wytwór mojej wyobraźni i kiedy sobie to uświadamiałam, kładłam się w pozycji embrionalnej i wyłam. Taki stan utrzymywał się przez prawie pół roku. Kolejne pół roku uczyłam się żyć na nowo. Uczyłam się jeść normalnie. W najgorszym momencie ważyłam 48 kg przy wzroście 178 cm. Zaczęłam wychodzić z domu, spotykać się z ludźmi.

Poznałam faceta, który też dużo przeszedł (był świadkiem zabójstwa, oprócz tego został brutalnie pobity, kiedy stanął w obronie napadniętej dziewczyny i do dzisiaj ma na twarzy pamiątkę w postaci blizny) i dzięki temu doskonale mnie rozumie, znosił moje jazdy, wahania nastrojów, ataki paniki (które już ustąpiły). Można powiedzieć, że liżemy sobie nawzajem rany. On sprawił, że potrafię żyć normalnie.
JestemClique21 Odpowiedz

Grunt to mieć w kimś wsparcie, nie ważne w kim, tylko żeby ta osoba ciebie zrozumiała.

WujekAdolf Odpowiedz

Dasz radę!

karmazynka

najlepszy nick jaki tu zobaczyłam♥️

lilsleep Odpowiedz

Nie wyobrażam sobie takiej straty i bardzo Cię podziwiam za siłę jaką pokazałaś. Mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej, trzymaj się! Mama i chłopak na pewno są z ciebie dumni

bozisk Odpowiedz

wow, czytajac takie wyznania czuje naprawde wielki podziw dla osob ktore potrafia podniesc sie po czyms takim
gj!!

salviohexia Odpowiedz

Jesteś bardzo silna! Trzymam za Ciebie kciuki abyś już nigdy więcej nie musiała przeżywać tak trudnych chwil❤️

X8abd Odpowiedz

Wow, dużo przeżyłaś. Zazdroszczę wytrzymałości w tym wszystkim

matriarchat Odpowiedz

To straszne, co Cię spotkało. Ja nie jestem sobie wyobrazić utraty mamy czy mojego chłopaka, a co dopiero ich obojga jednocześnie. Cieszę się też, że spotkałaś osobę, która Cię wspiera i rozumie, że nie jesteś sama. Dużo szczęścia i spokoju dla Ciebie, Twojego brata i faceta. Grunt, że macie siebie.

hanabi Odpowiedz

Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak się czułaś po tak wielkiej stracie. Silna babka z Ciebie, dasz radę!

Luna2 Odpowiedz

Musisz być silna. Masz w chłopaku oparcie i to jest najważniejsze. Dasz radę

JestemCzarnymKotem Odpowiedz

Podobno każdy dostaje tyle od losu, ile jest w stanie udźwignąć. Jednak, czy dla jednej osoby to nie jest zdecydowanie za dużo? Mogę się jedynie domyślać, co czułaś i co nadal czujesz... Nigdy w życiu nie chcę poczuć nawet namiastki tego, co Ty. I bardzo się cieszę, że poznałaś kogoś, kto jest przy Tobie i Cię wspiera. A naprawdę jest obecnie ciężko o kogoś takiego, kto jest z Tobą niezależnie od sytuacji. Cieszę się, że na siebie trafiliście i pomagacie sobie wzajemnie. I mam głęboką nadzieję, że to, co najgorsze, już za Wami.

Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie