#BTVdb
Na początku mogłam dziecko tylko oglądać, potem na chwilę dotknąć, po kilku tygodniach dawano mi ją na chwilę na ręce. Oczywiście nie karmiłam piersią, odciągałam mleko, którego prawie w ogóle nie było. Na początku czułam ogromną złość, potem przywykłam, wpadłam w rutynę. Ograniczony kontakt z córeczką bolał coraz mniej. Jej postępy w drodze do wyjścia ze szpitala oczywiście cieszyły.
Aż nadszedł ten wielki i wyczekiwany dzień. Powrót do domu. Jakoś to po mnie spłynęło. Patrzyłam na to małe zawiniątko śpiące w łóżeczku jak na kogoś obcego. Nie czułam więzi. Opiekowałam się, karmiłam, przewijałam, ale robiłam to na automacie. Jej płacz doprowadzał mnie do wewnętrznego szału. Nie raz miałam nadzieje, że przestanie oddychać, gdy będę spała. Czułam się najgorszym człowiekiem na świecie. Gardziłam sobą. Jednocześnie czułam się okradziona z tego pięknego macierzyństwa, ogromu miłości i bliskości, karmienia piersią, które za nic nam nie wychodziło - z tej lukrowej wizji macierzyństwa pokazywanej wszędzie.
Jednak to nie moje emocje były najgorsze. Najbardziej bolały komentarze i uwagi innych matek, teściowej, rodziny. Jak mogę karmić mlekiem modyfikowanym, dlaczego odbijam ją tak, a nie inaczej, to robię źle, tamto źle, czemu jej nie śpiewam do snu, pieluszki to powinny być naturalne, a nie taki syf, "teraz to matki są leniwe". Powodowały, że czułam się jeszcze większym potworem wobec mojego dziecka. Chciałam oddać małą, lub odejść. Uratowała mnie daleka znajoma, która któregoś razu wspomniała o tym jak okropnie czuła się po porodzie, jak nie radziła sobie z emocjami.
Dzięki jednej rozmowie przestałam czuć się tak okropnym człowiekiem, zaakceptowałam swoje emocje, i mimo, ze było ciężko powoli oswajałam się ze swoją rolą, ciężkim początkiem, uczyłam się kochać swoje dziecko. Żałuję, że dałam się nabrać na przesłodzony obraz macierzyństwa, mimo, że wiedziałam, że będzie ciężko nie spodziewałam się tego co działo się potem, tego co czułam i wiele czasu zajęło mi wychodzenie ze stanu "jestem potworem, moja córką zasługuje na lepszą matkę", który najbardziej blokował mnie w budowaniu relacji z dzieckiem.
Już kiedyś pisałam o tym komentarz.
Ok. 80% kobiet po porodzie doświadcza obniżenia nastroju, tzw. baby blues- jest to najpewniej spowodowane zmianami hormonalnymi zachodzącymi w tym czasie w organizmie kobiety. Prawie się o tym nie mówi, a powinno. Niechęć do dziecka, lęk, obojętność, czasem agresywne myśli wobec dziecka, są naturalną częścią wracania do normalności po ciąży. Niestety, wiele ciężarnych nie wie, że coś takiego najpewniej będzie miało miejsce i potem zły nastrój potęgowany jest przez ogromne poczucie winy, że nie spełniają się w roli matki, a macierzyństwo to tak naprawdę koszmar, a nie lukrowana bajka.
Trzeba o tym mówić i podnosić świadomość ludzi, aby ten okres przechodzony był ze zrozumieniem oraz akceptacją samej siebie/matki. To po prostu biologia i tyle, nie można mieć o to pretensji do nikogo. Baby blues mija samoistnie, gdy hormony się ustabilizują.
Inną kwestią jest depresja poporodowa, która "normalna" nie jest i wymaga pomocy psychiatry oraz psychologa. Na szczęście dotyka ona jedynie niewielki procent rodzących, jednak trzeba mieć na uwadze, że takie sytuacje mają miejsce.
Mówmy o tym, ten temat jest niezwykle ważny- szczególnie dla kobiet, które niedawno urodziły i być może właśnie przez to przechodzą... Akurat jestem w drodze w odwiedziny do znajomych- świeżo upieczonych rodziców i kwestia ta zostanie przeze mnie na pewno poruszona. Dla Was to może być minuta rozmowy, dla kogoś szansa na lepsze życie.
Zgadzam się. Przechodziłam przez to, ale wcześniej nie wiedziałam, że coś takiego w ogóle jest. Ryczałam o wszystko. Nie mogłam nic powiedzieć, bo zaraz wybuchałam płaczem. I do tego to poczucie winy, że chyba jestem jakaś dziwna i w ogóle złą matką dla swojego dziecka. Położne "fachury", co to już niejedną taką matkę widziały. Nie mogłam się wyrobić, zwrócić uwagi, że z moim dzieckiem coś jest nie tak (była zbyt spokojna wg mnie. Potem się okazało, że po cc nie mogła się rozkręcić i utrzymać ciepła). Dopiero kiedy mała nie płakała przy szczepieniu, to jedyna mądra położna stwierdziła, że cis tu nie gra i wzięli małą na neonatologię.
Zgadzam się. Przechodziłam przez to, ale wcześniej nie wiedziałam, że coś takiego w ogóle jest. Ryczałam o wszystko. Nie mogłam nic powiedzieć, bo zaraz wybuchałam płaczem. I do tego to poczucie winy, że chyba jestem jakaś dziwna i w ogóle złą matką dla swojego dziecka. Położne "fachury", co to już niejedną taką matkę widziały. Nie mogłam się wyrobić, zwrócić uwagi, że z moim dzieckiem coś jest nie tak (była zbyt spokojna wg mnie. Potem się okazało, że po cc nie mogła się rozkręcić i utrzymać ciepła). Dopiero kiedy mała nie płakała przy szczepieniu, to jedyna mądra położna stwierdziła, że cis tu nie gra i wzięli małą na neonatologię.
A do tego czasu, jak tylko coś próbowałam zgłosić, wyrazić obawy, od razu ryczałam. Stres, zmęczenie, hormony i znudzenie personelu kolejną histeryzującą pierworódką - dla mnie dramat, który wspominam do dzisiaj.
Syn ma 8 miesięcy, całymi dniami jestem z nim sama. Sypia fatalnie, dużo marudzi. Jest mi ciężko. Bardzo ciężko. Izolacja, samotność, ogrom odpowiedzialności i obowiązków. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale nie sądziłam, że będzie aż tak trudno...
Ja miałam super poród, karmiłam piersią, śpiewałam czytałam bajki itp. Robiłam wszystko to co idealna mama powinna robić.ale czułam pustke, pamietam ze kiedy sie urodzila i położyli mi ją na brzuch pomyślałam : serio ? I to jest ten cud ? wydaje mi się że zaczęłam córkę kochać tak naprawde mocno kochać dopiero gdzieś tak po pół roku, kiedy ona zaczęła bardziej reagować na mnie i wg bardziej przypominała małego człowieka. Wiele kobiet tak czuję tylko wstydzą się mówić.
Wszystkie te pierdy-szmerdy w kolorowych
magazynach o cudownym i radosnym początku macierzyństwa powinny być zakazane i karane. Szkoły rodzenia też rzadko kiedy poruszają temat trudów pierwszych tygodni. Niby się wspomina o połogu, ale tak naprawdę tylko w kontekście fizycznych zmian w organizmie. Mało kto mówi młodej matce, że to, że nie kocha dziecka, że chce ,aby wróciło tam skąd wyszło (a najlepiej niech je ktoś w ogóle zabierze do Chin), to tylko (przeważnie) HORMONY. A taka biedna młoda matka później odchodzi od zmysłów, nazywając siebie samą złym i podłym człowiekiem.
Wow.... Niezły przekaz. Szkoda, że tu utknie i nie rozprzestrzeni się. Może opisz to gdzieś jeszcze, cenna lekcja.
A żeby nie było, ja jestem stworzona wręcz do macierzyństwa. Żadnych upadków, same wzloty, ale wiem, że często zdarzają się sytuacje, kiedy dziecko przerasta nasze matczyne możliwości
Nie pocieszę się, ale jestem ojcem dwóch nastolatek (11 i 14) i uwierz mi okres macierzyństwa, gdy Twoje dziecko jedynie płacze gdy czegoś mu potrzeba, jest naprawdę fajnym czasem. Jak potem będzie pyszczyć do Ciebie jak nakręcone to w pełni zrozumiesz stwierdzenie, że wnuki są nagrodą od Pana Boga za niezamordowanie własnych dzieci.
Polecam obejrzeć film Tully. Wzruszający obraz macierzyństwa i poświęcenia z nim związanego, które jednak nie jest pozbawione piękna.
Jakbym czytała o sobie... też rzucawka, też problemy z karmieniem piersią, też neonatologia, stres i te "cudowne" komentarze "życzliwych" i "lepiej wiedzących". Do tego hormony szaleją i poczucie kompletnego braku zrozumienia. Na szczęście to już za mną i kocham mojego bąbla nad życie, ale traumę mam.
Baaardzo polecam Ci bloga "Mataja", autorka fajnie opisuje emocje jakie mogą występować po porodzie, pomaga zrozumieć ten wewnętrzny chaos, a dodatkowo luz z jakim to robi bardzo się udziela. Powodzenia ! ;)
A ja Ci zazdroszczę jednego tego, ze nie karmilas piersia. Ja już karmię 7 miesiąc i mam dość. W nocy śpię z córką bo inaczej chyba bym w ogóle nie spała. Mała wisi na cycku cala noc. Śpię w jednej pozycji przekładam ja tylko z jednego boku na drugi, gdy tylko nie ma cycka w buzi zaczyna się krzyk, oszustwa w postaci wciskania smoczka w ogóle nie pomagaja. Mleka modyfikowanego nie chce tknac. Z synem było zupełnie inaczej choć też był karmiony piersią. Mam już dość, noce to dla mnie koszmar i gdybym wiedziała, ze tak będzie to bym od początku karmiła mm.
Rozumiem Cię ale powiem Ci, że moim zdaniem Kpi, o którym autorka wspomina, czyli odciaganie i podanie pokarmu jest równie męczące, a i zabiera mase czasu (bo najpierw trzeba odciągnąć a potem podać)
Na mm zawsze możesz przejść, w każdej chwili, zaczynając od podawania np przez sns by dziecko się przyzwyczaiło. Jeśli nie akceptuje smoczka polecam gdy podrosnie podawanie z kubka doidy (nawet 4 miesieczne dzieci są w stanie nauczyć się z niego pić) przy mm polecam podawanie laktoferyny bo mm nie ma elementów żywych, przeciwciał, które ma pokarm matki ;)
MothInFire dziekuje za rade, ale już próbowałam naprawdę wszystkiego, ale nic nie pomaga.
Warto mimo wszystko poczytać o alternatywnych sposobach karmienia bo troszkę ich jest, szczególnie, że to już dość duże niemowlę albo poprosić o pomoc doradczynie laktacyjna (ona i przy innych metodach karmienia niż kp może pomóc). Jeśli to problem ze smakiem mleka warto próbować różnych (my trafiliśmy dopiero za 4 razem), jeśli niechęci do smoczka od siebie polecam smoczki marki MAM- ma kształt jak spłaszczony sutek w buzi i łatwo go trzymać dziecku ( a mój malec ma wadę jamy ustnej przy okazji). Dla Twojego własnego spokoju bo macierzyństwo nie ma być męką ;)
Oczywiście mleko mamy jest lepsze dla dziecka, ale moim zdaniem czasem nie warto gdy koszt jest za duży (ja byłam kpi- w pewnym momencie na zmianę tylko odciągałam i karmiłam- zrezygnowałam by mieć czas dla małego)
Po pierwsze znajdź butelkę najbardziej przypominającą pierś, do butelki wlej swoje mleko i pamiętaj, żeby smoczek był ciepły. Butelkę włóż pod pachę i spróbuj nakarmić maleństwo. A co do spania z cyckiem w buzi to musisz postąpić podobnie są smoczki przypominające cycek i tu niestety musisz być konsekwentna.