Parę lat temu po raz pierwszy w życiu wypiłem sporą ilość alkoholu. Miałem może 15 lat, pojechałem do znajomego i napruliśmy się bimbrem. Szybko mnie dopadło, zaczęło mi się kręcić w głowie i po jakimś czasie urwał mi się film. Obudziłem się w domu, okazało się, że nie mogli mnie dobudzić, cały byłem w wymiocinach, a do domu (czego dowiedziałem się później) przywiózł mnie sąsiad, bo akurat był w okolicy. Jak było do przewidzenia, dostałem szlaban na wychodzenie itp. Kumpel lepiej to zniósł, nie wypił tyle co ja, więc tylko ja zaliczyłem zgon. Nie mam się czym chwalić, byłem młody, głupi i naiwny, bo przecież „po jednym nic ci nie będzie”.
Było jeszcze wiele takich historii w moim życiu, ale na szczęście nauczyłem się odmawiać i już nie piję od dobrych kilku lat ani kropli. Większość ludzi patrzy się jak na debila, jak odmawiam, ale olewam to, wolę być trzeźwy. I niech tak już zostanie.
Dodaj anonimowe wyznanie
Najważniejsze że impreza się zwróciła
Według mnie to zależy od osoby, ja w tym wieku piłam i paliłam w dosyć dużych ilościach. Palenie rzuciłam, ale wypić czasem lubię (oczywiście za pieniądze frajerów, którzy stawiają mi drinki). I jak widać nie wpłynęło to na moją psychikę
Alkohol to najtańszy i najpopularniejszy dostępny narkotyk (no, może oprócz słodyczy), bardzo szkodliwy i niestety bardzo popularny.
Zgadza się, natomiast ja piję z umiarem. Raz w tygodniu kilka drinków w klubie (specjalnie wybieram najdroższe, no bo przecież nie ja płacę)
Super że nie pijesz. Szacunek.