#qBE4N

Pochodzę z rodziny średniej klasy. Jestem jedynaczką. Niczego nie brakowało. Kiedy wszystkie dzieci bawiły się korzystając z wakacji, ja siedziałam przy stoliku z kubkiem soku i tabliczką mnożenia. Właśnie skończyłam zerówkę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że na stoliku leżał też pas ojca, gruby i ciężki. Chwilę wcześniej matka kazała mi uczyć się tabliczki mnożenia „żebym w 2 klasie miała łatwiej, bo wtedy dojdzie katechizm komunijny”, dodała, że „wiem czym pachnie ten pasek, mam się nauczyć tych słupków, inaczej mi wpier*oli”.

Przez całą podstawówkę prawie nie wychodziłam na przerwę, przepisywałam wszystko starannie z tablicy, żeby mama w domu nie wyrywała kartek z zeszytu i nie kazała mi przepisywać raz jeszcze, bo „brzydko” albo „błąd”. Nie mogłam używać korektora, ani przekreślać błędów. Za to groziło manto i wyrywanie kartek. Najgorzej było kiedy tata wracał pijany, awantura nabierała siły, i już zamiast dostać kilka klapsów tym pasem - czołgałam się po dywanie, szlochając i tracąc oddech, a mama dorzucała swoje „popraw jej, nie chciała jeść obiadu”.

W 6 klasie po raz pierwszy dostałam 1 z kartkówki, nie przygotowałam się. Kiedy pani poinformowała o ocenie, szlochałam się na całą klasę, prosząc, żeby nie wstawiała jej, bo dostanę lanie. Nie zaprowadziła mnie do pedagoga, nikt się tym nie zainteresował. Przecież byłam jedynaczką, na pewno rozpieszczoną, przecież niczego mi nie brakowało, miałam kanapki do szkoły i czyste, schludne ubranie.

Dzisiaj mam 25 lat, nie umiem ułożyć sobie życia, brakuje mi wiary w siebie, motywacji, nie umiem stworzyć zdrowego związku, nie umiem przyjmować krytyki, nie akceptuję tego, że popełniam błędy, bo z życia nie da się wyrwać kartek. Zdiagnozowano u mnie stany lękowe związane ze stresem i pod postacią somatyczną oraz syndrom DDA. Zabrałam moją mamę do psychiatry, który mnie prowadzi, żeby zrozumiała co mi dolega. W gabinecie powiedziała „przecież miała szczęśliwe dzieciństwo, miała co jeść, w co się ubrać, a że czasem dostała, bo była niegrzeczna…”. Psychiatra wyprosił matkę, a mi polecił ograniczyć kontakty do życzeń na święta.

Drodzy nauczyciele, sąsiedzi, opieko społeczna, PATOLOGICZNA rodzina to nie rodzina BIEDNA. Jeśli widzicie niepokojące sygnały, to nie jest ważne, że dziecko jest jedynakiem i nie chodzi głodne, to żaden wyznacznik.

Drodzy rodzice, wasze dziecko potrzebuje waszego wsparcia, to w dzieciństwie kształtuje się charakter człowieka, ważne, by takie zachowania korygować w odpowiedni sposób.

Dziś czekam na przyjęcie do ośrodka psychiatrycznego. Wiem, że to nie powód do dumy, nie jest to coś powszechnie akceptowanego przez społeczeństwo, ale pora zrobić coś z własnym życiem.

Jeśli widzicie obok siebie podobne dziecko, pomóżcie mu, zanim rodzice zniszczą mu życie.
karlitoska Odpowiedz

Autorko, pobyt w ośrodku psychiatrycznym to nie powód do dumy, ale też nie powód do wstydu. Czy ofiara napaści z połamanymi kościami ma się wstydzić pobytu w szpitalu ortopedycznym? Tobie rodzice połamali psychikę i potrzebujesz ją poskładać - to żaden wstyd. Życzę dużo miłości dla siebie i szczęśliwej przyszłości, bo to możesz sobie podarować, przeszłości już nie zmienisz.

ogienek Odpowiedz

Na miejscu autorki prawdopodobnie nie ograniczyłbym kontaktu z rodzicami tylko do świątecznych życzeń. Raczej bym je zerwał całkowicie...

GardenTiger Odpowiedz

w takich "dobrych" rodzinach najtrudniej jest pomóc dziecku. Nikt przecież nie będzie przychodził do ośrodka pomocy społecznej, bo przecież bogata czy szanowana rodzina nie może być patologią, przecież wstyd po gopsach/mopsach chodzić. Najbardziej cierpią ci, gdzie dom potrafi sprawiać wrażenie i pozory.

SportToZdrowie Odpowiedz

Życzę Ci poskładania się. Trzymam za Ciebie kciuki!

Grzybiarka Odpowiedz

Takie szumowiny, zwane dumnie rodzicami powiesiłabym za nogi, z gołymi du*ani, na widok publiczny. Popier*oleńcy🤬

Smutnabula Odpowiedz

Powiem ci że tego często nie widać. Ja też jestem dda i na zewnątrz byłam normalnym dzieckiem. Do nie dawna nawet nie wiedziałam że moje wychowanie było bardzo toksyczne - tak można o tym nie wiedzieć, bo tak działa wychowanie. Przez lata chodziłam po lekarzach i nikt nie skojarzył nerwicy i stresu z reakcjami somatycznymi. A bicie, wieczne kary, przemoc psychiczna (u mnie w szczególności) była na porządku dziennym.
Takich osób jak my jest pełno i jesteśmy że tak ujmę "niewidzialni". A na koniec ubiegłego wieku wpierdol pasem często był "normalnym" wychowaniem.

Mandragora13 Odpowiedz

Boże jak ja Ci współczuję. Dobrze zrobiłaś, że zerwałaś kontakt z "matką". Gardzę każdym kto stosuje przemoc

HerbataZCynamonem Odpowiedz

Łączę się w bólu. Ja dopiero po 33 latach życia zdecydowałam się zerwać kontakt i to była chyba najlepsza decyzja w moim życiu.

Dodaj anonimowe wyznanie