#q6nZ1
O tym, jaki byłem, przypomina mi sytuacja z pierwszego roku moich studiów w Lublinie.
Poszliśmy na integrację na starówkę. Potem oczywiście zaczęło się liczenie i ściepa drobnych, żeby zapłacić rachunek razem. Jak zwykle coś się nie zgadzało i wyszło mi, że jestem stratny. Niestety, panie zabrały już kartę z napiwkiem. Podszedłem do baru i powiedziałem, że "Jestem studentem i jednak nie zostawiam napiwku".
Pani oddała mi złotówkę z groszami.
Dobrze, że nie pamiętam już spojrzenia tej kelnerki.
Oto ten, który nigdy nie pozwoli kasjerce być dłużnej grosika XD
Na marginesie - w Lublinie nie ma starówki, jest Stare Miasto. Doczytaj o różnicy.
@panama chciałam to napisać :D
Zastanawia mnie mina tej kelnerki, bo nieczęsto się słyszy coś takiego. Śmiem twierdzić, że tamtejszy dzień był dla niej bardzo wesoły.
moim zdaniem to pracodawca powinien płacic wypłatę a nie klient
u mie pani w kawiarni kiedys wrzucila do sloiczka 2 zl i wygrzebala sobie stamtad zlotowke reszty...
No cóż... Widocznie na tyle napiwku, jej zdaniem, zasługiwałaś 😂
Akurat z Lublina znam same skąpiradła, minusujcie ale nic na to nie poradzę xDD
Lublin pozdrawia! ;)
Jedno sobie zapamiętaj: pieniędzy do grobu ze sobą nie zabierzesz.
Dlaczegó bardzo duża część osób powiela stereotyp "student=bieda"? Widzę to nawet po swoich znajomych, a sam jestem aktualnie studentem i nie wiem co to znaczy jeść zupki chińskie przez cały miesiąc czy odżałowywanie sobie czegoś bo trzeba coś opłacić. Czezne, wynajem, życie bieżące opłacam bez niczyjej pomocy i jeszcze sporo grosza zostaje mi dla siebie.
Nie wszyscy są na studiach zaocznych. Sama jestem studentka dzienna i powiem Ci, ze ciężko jest wyrobić tyle godzin aby starczyło na przeżycie. Zwłaszcza na wymagającym kierunku gdzie jest sporo zajec i nauki po nich.
Studiuje dziennie tak btw. Zapomniałem wspomnieć. Także argumenty o tym dzienni maja mało czasu na prace można włożyć między bajki.
Jestem na dziennych zajęcia na 10 do 18 lub 16 od poniedziałku do piątku. Jak to pogodzić z pracą o ile w ogóle jakaś się znajdzie?
Na jakiej to uczelni trzeba opłacić "czezne", jeżeli studiuje się dziennie?
@jestemczarnymkotem na prywatnej
@mordoklejek, kurcze zazdroszczę. Idź postudiuj sobie kierunek typu fizjoterapia, pielęgniarstwo albo nawet samą medycynę, gdzie zajęcia trwają od rana do wieczora (czasem po 12 godzin), a jeszcze trzeba się uczyć. Wtedy możemy porozmawiać o tym czy łączenie pracy ze studiami dziennymi "można włożyć między bajki" :)
Pozdrawiam
Sama miłam to szczęście, móc studiować, gdy utrzymywali mnie rodzice. Do tego dostałam kasę z ubezpieczenia, co sprawiło, że jako typowa studentka - często imprezowałam, no ale przy tym też nie głodowałam :)
Jednak wiem, że mając zajęcia np. O 9:00, okienko, 13:00, okienko, 18:00 - cały dzień jest wyjęty z życiorysu, ni kij nie da się nawet dorobić, choćby się chciało. To już nawet nie chodzi jedynie o ilość nauki, często jest problem z powodu czasowego rozmieszczenia zajęć.
Na dziennych nie muszę płacić za studia, ale za mieszkanie, jedzenie owszem.
Brak słów gościu. Co tam kelnerka, jak ty w lustro patrzysz?