#pkm1H
Mam o cztery lata starszego brata Eryka, dla którego od dziecka byłam malutką księżniczką. Kiedy nie wiedziałam co robić, pierwszą osobą, do której się odzywałam był Eryś. Pierwsze upojenie alkoholowe? Telefon do brata, żeby po mnie przyjechał. Dowiedziałam się, że mój chłopak mnie zdradza z koleżanką? Przyjście do brata i wylanie setek łez (no i złamanie nosa byłemu "na pamiątkę, żeby więcej na mnie nawet nie spojrzał"). Kłótnia z rodzicami o pierwszy samodzielny wyjazd z przyjaciółmi? Brat bez wahania się za mną wstawia i przypomina, że w porównaniu z nim jestem aniołkiem (a on jeździł jeszcze jako niepełnoletni ze starszymi kumplami). Był najwspanialszym bratem, jakiego mogłabym wymarzyć.
Niestety Eryk miał jedną wadę. Lubił imprezować. Ale równie mocno kochał swój samochód. Nie wiem kiedy zorientowałam się po raz pierwszy, że prowadzi po alkoholu. Prawdopodobnie zbyt późno. Prosiłam, groziłam, znów prosiłam. Wszystko na nic. Nasze relacje się trochę oziębiły, ale dalej byliśmy blisko.
Wszystko zmieniło się jakieś pół roku temu, kiedy Eryk wjechał w drzewo wracając z imprezy. Wiózł ze sobą swoją dziewczynę i trzech kumpli. Nikt nie zginął, kilka złamań, nic wielkiego. Samochód się wyklepało. Kumpel lubował się w blacharce, więc nawet rodzice się nie zorientowali. Nikt nic nie wiedział, bo zwiali zanim ktoś ich zauważył. Jakiś czas później znów wziął auto na imprezę. I wtedy zrobiłam coś, czego sobie nie umiem wybaczyć. Brat zawsze wracał koło trzeciej do domu. Ot, taki nawyk, żeby rodzice się nie czepiali, że śpi do południa i nic nie robi w weekend. Kiedy więc zbliżała się odpowiednią godzina, zadzwoniłam na policję. Brata zatrzymali, miał około promila w wydychanym powietrzu. Nie dowiedział się, że to ja. Nikt się nie dowiedział. Tylko że mnie poczucie winy dobija.
Suma summarum, brat już nie prowadzi, rodzice zabrali mu samochód i dopóki się nie wyprowadzi, ma zakaz wracania po 22. Czy można to nazwać szczęśliwym zakończeniem? Nie mnie oceniać.
Bardzo szczęśliwym, szczególnie dla Bogu ducha winnych innych użytkowników drogi. Oraz jego współpasażerów, którzy może nieświadomi podwójnego gazu kierowcy, wsiadają do jego auta.
Nie wiem czemu masz wyrzuty sumienia, że zadzwoniłaś. Lepiej chyba, że dostał mandat i szlaban od rodziców niż jakby miał się następnym razem zabić, w dodatku jeszcze pasażerów i być może kogoś jeszcze: pieszego, albo innego kierowcę. Prawdopodobnie uratowałaś mu życie. Niestety ludzie zwykle tego nie rozumieją i pewnie uznaliby że jesteś konfidentem. Lepiej się nikomu nie przyznawaj. Ale ja jestem z ciebie dumna :)
Zgłosiłaś gościa który mógł zabić przypadkowe osoby. Nie rozumiem czemu ludzie mają po czymś takim wyrzuty sumienia.
To najszczęśliwsze z możliwych rozwiązań, a Twój brat jest zwyczajnie głupi i leniwy a nie kocha swój samochód, gdyby kochał motoryzację to by nie narażał swojego cacka na rozbicie po pijaku
Oczywiście że happy end, nikogo nie zabił, nie jest warzywem i może dorośnie do tego jak chusteczkowe było jego zachowanie
Zaczęłam czytać to wyznanie i już na początku myślałam, że na końcu zostanie opisany jego śmiertelny wypadek spowodowany pod wpływem alkoholu.
Jestem zaskoczona, że tak nie było - więc tak, zakończenie jest szczęśliwe.
Absolutnie się nie obwiniaj. Postąpiłaś słusznie. Niedawno w moich okolicach pijany młody kierowca wiózł ze sobą 2 pasażerów - 19-letniego chłopaka i jego 18-letnią dziewczynę. Spowodował wypadek, a którym chłopak zginął na miejscu, a dziewczyna kilka dni później w szpitalu. Spędzi kilka ładnych lat w więzieniu. Wierzę, że ani Ty, ani Twój brat nie chcielibyście takiego zakończenia. Naprawdę lepsza jest kara od rodziców, mandat i prawko zabrane na jakiś czas.
Poczucie winy, bo być może uratowałaś życie idioty brata i niewinnych osób, które mogły jechać z nim samochodem? Nie. Możesz być z siebie dumna, bo wielu jest takich, co pomyślą: "a to przecież rodzina, a rodziny się nie wsypuje na policję", a potem na pogrzebie plują sobie w brodę.
To dziwne uczucie gdy nie wiesz, czys mu przyjaciolka byla, czy tez wrogiem okrutnym.
To był zdecydowanie happy dnd