#pf2xs
Mieszkała razem z nami. Trzeba było ją pilnować i dbać o to, aby przy kolejnym „odpale” nie przyszło jej do głowy np. podgrzewać wody w wannie za pomocą suszarki czy wyrównywać fałdy na dywanie za pomocą rozgrzanego żelazka.
Mimo że babcia była szalona, to wszyscy bardzo ją kochaliśmy i prawdę mówiąc to mieliśmy z nią dużo śmiechu. Ona sama, zdając sobie sprawę ze swoich ułomności i wiedząc, że jest z nami bezpieczna, czuła się z swobodnie w rodzinnym domu, wśród najbliższych jej osób.
Umówiliśmy się, że nie będziemy dawać jej do zrozumienia, że jest starą wariatką – to mogłoby jej sprawić przykrość. Znosiliśmy więc jej „wybryki” dzielnie. Pamiętam, że od moich najmłodszych lat babcia podkradała mi zabawki, które następnie pod koniec roku pakowała w papier śniadaniowy i kładła pod choinką w formie prezentu dla mnie. I tak też do perfekcji opanowałem sztukę teatralnego cieszenia się z otrzymanych od babci samochodzików, ludzików GI Joe, czy kartridżów do Pegasusa, które starowinka bezczelnie zajumała mi parę miesięcy wcześniej...
To bardzo miłe z waszej strony. Wielu ludzi jest odtrącanych pod koniec swojego życia jeżeli tak się zachowują. Fajnie, że mogła się czuć mimo wszystko normalnie.
Mieli szczęście, że te rzeczy były raczej zabawne i w miarę nieszkodliwe.
Znajoma mojej mamy przez 20 lat męczyła się ze swoją matką. Ok 60 zachorowała ona na bodajże alzheimera i nienawidziła wszystko i wszystkich wokół. Wyzywanie, awantury, groźby nożem, niszczenie (zdemolowała doszczętnie ogródek znajomej, nad którym ta pracowała od lat), wszystko to ze złośliwym uśmiechem. Chciała pozabijać zwierzęta domowe, była agresywna do wszystkich i często też chorowała. Kupy i rzygi lądowały wszędzie, tylko nie w sedesie/wiadrze, znów ze złośliwości. Ja wiem, że to choroba, psychika i wiem, że to matka, ale tę panią oddałabym do jakiegokolwiek ośrodka. Znajoma mamy teraz sama ma nerwicę i multum chorób spowodowanych stresem. Wrak człowieka. Nie jestem za m swojego życia na chorobę kogoś innego. Owa znajoma przecież też miała dzieci, męża, inne osoby, które na nią liczyły. I wcale nie była bardzo związana ze swoją matką. Po prostu wpojone poczucie obowiązku bez względu na okoliczności.
Kocham moją mamę najbardziej na świecie, ale jeśli zmieni się w potwora staczającego mnie na dno, to nie będę miała oporów oddać jej do ośrodka.
Właśnie o to chodzi mi, że mimo takich nieszkodliwych czynów ludzie i tak są odtrącani. To już inna sprawa jakby ich babcia była po prostu groźna. Wtedy sama bym raczej wolała ją oddać do domu starców i odwiedzać tylko niż zniszczyć sobie wszystko.
Hehe, skoro zawijała ci zabawki kilka miesięcy wcześniej to znaczy że myślała przyszłościowo, nie było z nią tak źle.
A tu taki psikus: babcia była zupełnie zdrowa, tylko udawała chorą dla zysków płynących z bycia "szalonym", dzięki czemu np. zaoszczędziła kupę kasy na prezentach dla rodziny z różnych okazji i mogła je im oddać w niebotycznym spadku, jednocześnie mogąc bez ograniczeń wprowadzać w życie szalone pomysły, których dotąd nie mogła z różnych przyczyn wykonać i tym samym przesiać tych, którzy prawdziwie ją kochali i znosili jej wybryki od tych tylko udających, łasych na kasiorę po jej śmierci. Geniusz! Chyba na starość zostanę wariatką z wyboru. :D ... no, chyba że faktycznie zbzikuję, wtedy cały misterny plan na nic.
Moje dzieci rosną, czas płynie coraz szybciej, muszę sobie dobrze zapamiętać babcię z wyznania😜
Czytałam raz jeszcze swój komentarz i z ciekawości policzyłam ilość słów w pierwszym zdaniu. Wyszło mi 78. Teraz dopiero pojęłam o co chodziło moim nauczycielom, kiedy poraz któryś z kolei nie nadążali za mną na kartkówkach, czy sprawdzianach i czemu nauczycielka z zawodowych stwierdziła, że nigdy jeszcze nie widziała drugiego takiego poety, który napisałby całą litanię zamiast spróbować przypomnieć sobie to jedno, cholerne słowo, którego mi się zapomniało i napisać tylko jedno zdanie w odpowiedzi... ;_;
@IrisvonEverec, drugi komentarz, trzecie zdanie - ponad 50 słów 😜
@ogoniasta: Nie ma już dla mnie ratunku. 😢 😂
Musicie być bardzo pozytywnymi ludźmi. Taka rodzinka to skarb
Fajnie się zachowywałaś, byłaś mądrze wychowywanym dzieckiem, a nie jak bachory z wyznania o Dniu Dziecka... Pozdrawiam :)
Jakiego wyznania i dniu dziecka? :o
PotworSpodLozka #vNPsC
kto jest za tym, by aplikacja też potrafiła ogarnąć linki? Na stronie internetowej bym po prostu kliknęła a w aplikacji....
Niby pozytywna historia, ale miałem sporo doświadczeń z ludźmi z Alzheimerem. I albo autorka miała akurat do czynienia z wyjątkowo łagodnym przypadkiem, czego nie wykluczam, albo coś w tej historii nie gra. Ludzie z tą chorobą to naprawdę zazwyczaj nie są śmieszni, nieszkodliwi staruszkowie, którzy prasują dywany. Zazwyczaj są bardzo, ale to bardzo męczący i kłopotliwi, nieważne jak cudownymi osobami byli, kiedy jeszcze byli zdrowi
Dokładnie tak. Mam w bardzo bliskiej rodzinie osobę chorą na Alzheimera i nie jest to "wesoła staruszka". Jest mnóstwo emocji, ale akurat śmiechu jest mało. Prędzej nerwy, płacz i bezsilność.
Może babcia autorki ma "zwykłą" demencję lub lekkie problemy z pamięcią.
przepraszam, chodziło mi oczywiście o "babcię autora" .
Niestety, ale chciałbym się podzielić równie miłymi wspomnieniami po babci z Alzheimerem. To była głównie męczarnia, opieka 24/7, nie mówiąc o stadium przejściowym, gdy nie pamiętała nikogo oprócz swojej, również zmarłej, przyjaciółki z dzieciństwa, a robiła rzeczy typu wyrwanie (!) kranu z umywalki, uciekanie z domu. Przeżyła z tym szajsem 17 lat, bodajże poniżej 1% osób z tą chorobą żyje tak długo po zdiagnozowaniu
Przynajmniej ją nadal kochacie i znosicie jej wybryki, to jest również ważne.