Kiedy byłam dzieckiem, pojechałam z rodzicami do cioci i wujka, którzy mają duże gospodarstwo. Akurat jakiś czas wcześniej okociła im się kotka, więc poszłam na dwór pobawić się z kociakami. Upatrzyłam sobie jednego ulubionego i za nim ciągle chodziłam, aż w końcu zaprowadził mnie za szopę. Było tam duże, jak mi się wcześniej wydawało, „błoto”. Kociak bez problemu po nim przebiegł, toteż moja logika dziecka podpowiedziała, że ja też dam radę. No cóż, nie dałam rady, a mało tego, okazało się, że to nie błoto, tylko duży dół wypełniony gnojówką...
I tak właśnie prawie utonęłam w gównie, dobrze, że wujek akurat był na podwórku, usłyszał mój krzyk i wyciągnął mnie z tego gównianego basenu. Przykro mi było, że zgubiłam tam buty, chociaż pewnie nie chciałabym już ich założyć.
Nigdy nie zapomnę tego wstydu i smrodu. Żaden z moich znajomych nie zna tej historii, bo boję się, że mogliby mi wymyślić dziwne ksywki :D
Dodaj anonimowe wyznanie
Szambonurkini 😅
szkoda, że Wybolcowana nie napisze, że ślizgała się w gnojówce jako dziecko. Ona tylko się aktywuje w temacie ru...nia.
Choć tak naprawdę to we łbie ma jedno wielkie szambo.