Zastanawiam się, czy ze mną jest coś nie tak, czy może z moją żoną. Jesteśmy już ze sobą 12 lat, mamy dwie cudowne córki. Z dnia na dzień czuję, że się oddalamy od siebie, codziennie to samo – zaczyna się dzień od obudzenia się, wypicia kawy, po czym zaczynają się odwieczne pretensje o wszystko. Że szklanka leży tu, a nie tam, że zmywarka nierozpakowana, itp., itd. Wiem, że siedzenie w domu z dwójką dzieci to nie jest szczyt marzeń i wiem, że jest też ciężko, ale czas dla mnie w domu już nie istnieje. Po powrocie z pracy jak tylko zjem obiad, żona siądzie w fotelu lub w pokoju dzieci i ogląda filmy lub siedzi na telefonie. Nie ma czasu dla mnie wcale, o łóżkowych sprawach można tylko pomarzyć, nie ma możliwości, żeby doszło do czegokolwiek, tłumaczenie, że jest zmęczona już jest na porządku dziennym, ciągle niepasujące coś i nic po za tym. Mam już pomału dość i na dodatek nie mam się nawet komu wygadać. Może tu.
Dodaj anonimowe wyznanie
Wyślij żonę do pracy, a po pracy dzielicie się obowiązkami domowymi na pół.
Nie wiem jak męcząca masz pracę i jakie macie dzieci. Ale wiem, że więcej wysiłku mnie kosztowało "siedzenie w domu" z dziećmi niz praca, mimo, że po pracy i tak muszę posprzątać,zrobić pranie, ugotować itp. (mąż ma inne obowiązki), zajmując się wciąż małymi dziećmi.
Zastanów się, co ty robisz po pracy. Czy ze strony żony to nie wygląda tak, że ty siadasz przed telewizorem/komputerem/komórka i czas dla niej nie istnieje? Czy zajmujesz się wtedy dziećmi, sprzątasz? A jeśli żona miałaby mieć czas dla ciebie to kto wtedy zajmuje się dziećmi?
Myślę, że jak ona mówi, że jest zbyt zmęczona to nie jest żadną wymówka, po prostu jest wykończona.
Czy nie powinno to być pół na pół? "Ok kochanie, zjadłeś, to teraz weź na spacer dzieci, pobaw z nimi i zrób kolację zajmie Ci to z 3h ja odpocznę i załaduje zmywarkę, a ja potem je wykąpie, poczytam bajkę i coś tam jeszcze, a Ty odpoczniesz po wyładowaniu zmywarki"?
Dzieci nie mam, się brzmisz jakbyś oskarżała jego o to, co robi jego żona.
Nieważne jaką na pracę, każda męczy
livanir właśnie tak powinno być. Jak mąż wraca niech zabierze potomstwo gdzieś, żeby żona mogła skupić się na jednej rzeczy na raz. Ojciec pół dnia córek nie widział, więc jeszcze nie jest nimi zmęczony. A często jest tak, że facet wraca z pracy i ma milion innych rzeczy do zrobienia; nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wyczerpująca jest ciągła opieka nad dziećmi. A wieczorem kłótnia, bo kobieta ma już dosyć tego, że ciągle ktoś czegoś od niej chce i ma ochotę być sama; mężczyzna natomiast cały dzień zajmował się innymi obowiązkami, samodzielnie, więc ma ochotę na wspólne spędzanie czasu.
Wygląda mi na to, że to Ty ją zaniedbujesz. Przejmij więcej obowiązków domowych na siebie, zabierz ją do restauracji, kina, teatru, czy w inne miejsce. Postaraj się o nią.
A mi się rzuciło "nie ma czasu dla mnie". Ciekawe czy ma czas dla siebie?
No przecież napisał, że po jego powrocie do domu żona siedzi na telefonie albo ogląda seriale.
To od dziś wstajesz 10 minut wcześniej i rozpakowujesz tę zmywarkę. Do tego zacznij to ich śniadanie/kawę i jak żona przyjdzie powiedz, że zaraz będzie. Pomóż jej przygotować dzieci do wyjścia do szkoły lub (nie wiem w jakim są wieku) wyjdź na tyle cicho, żeby ich nie pobudzić i koniecznie daj żonie delikatnego całusa w policzek na pożegnanie lub w inny sposób poprzez nieerotyczny dotyk okaz czułość. Po powrocie z pracy wesprzyj ją w jakiejś pracy domowej. Rozwieś/poskładaj pranie, zapakuj zmywarkę, wynieś śmieci. Niech żona czuje, że ma w tobie wsparcie. Potem zajmij się dziećmi. Poczytaj im książkę czy cokolwiek. Czytanie sprawdza się dziećmi w dosłownie każdym wieku. Daj jej chwilę dla siebie. Jak ją będzie mieć dotrze do niej, że odpoczęła i ma siłę na cokolwiek innego. Zadbaj o to wszystko, a będzie się czuła, że jesteś jej partnerem a nie uciążliwym obowiązkiem, na który nie ma siły i czasu.
Ej, a gdzie czas dla niego? Oboje są zmęczeni...
Ale to co ja napisałem nie zajmuje całego czasu wolnego. To tylko kilka małych rzeczy, które zebrane w jedną całość przerażają i są męczące. Do tej pory spadały wszytskie na Twoją żonę. Wesprzyj ją w tych małych kilku sprawach codziennie, a już będzie lepiej Ale to co ja napisałem nie zajmuje całego czasu wolnego. To tylko kilka małych rzeczy, które zebrane w jedną całość przerażają i są męczące. Do tej pory spadały wszytskie na Twoją żonę. Wesprzyj ją w tych małych kilku sprawach codziennie, a już będzie lepiej
A żona od dziś znajduje pracę na choćby pół etatu i zasuwa. Niech mąż czuje, że ma w niej wsparcie finansowe. Niech zadba o to, a mąż nie będzie czuł, że jest bankomatem.
PaniJeleniowa, z wyznania nijak nie wynika, że czuje się bankomatem. Poza tym nie wiemy jak małe są ich córki. A skoro żona jest zmęczona, to przypuszczam że to małe dzieci, może nawet jeszcze niemowlęta. Poza tym przypuszczam, że zanim zdecydowali się na dzieci, to zgodnie ustalili, że on zarabia na utrzymanie rodziny, a ona zostaje w domu i zajmuje się dziećmi (zakładając że teraz nie jest po prostu tylko na urlopie macierzyńskim i wychowawczym), a to nie znaczy, że on ma teraz nic nie robić w domu i nie zajmować się SWOIMI córkami, bo pracuje. Nie w takim stopniu jak powinien to robić, gdyby oboje pracowali, ale jednak coś powinien robić. A nie narzekać, że żona jest zmęczona i nie ma przez to ochoty na seks, że siądzie siądzie w fotelu lub w pokoju dzieci i ogląda filmy lub siedzi na telefonie. Ma prawo odpocząć po zajmowaniu się pół dnia dziećmi. Zajmowanie się dziećmi to obowiązek obojga rodziców, więc to normalne że jak on wraca z pracy i zje obiad (zrobiony zapewne przez żonę), to powinien zająć się dziećmi, żeby żona mogła odpocząć.
ja mam pytanie, na ile ty ogarniasz dom i zajmujesz sie dziecmi
NIE POMAGASZ, a robisz te rzeczy, bo tak samo w domu mieszkasz, dzieci sa twoje w takim samym stopniu
odpowiedz sobie, czy to jest zbalansowane
jasne czepiactwo o to ze szklanka ma byc 10 cm w lewo jest skrajna sytuacja, ale czy nie rozstawiasz ich np. po calym domu? czy te smywarke rozladowujesz na rowni z zona (wedlug potrzeb oczywiscie, bo nikt nie bedzie czekal 5 godzin az wrocisz z pracy)
jesli wykonujecie swoje obowiazki mniej wiecej po rowno, to zona sie czepia
jesli wiekszosc robi ona, to nie dziwie sie pretensjom
Żona wydaje się być sfrustrowana. Należy poznać przyczyny tego stanu i spróbować im zaradzić, chociażby uczęszczając wspólnie na terapię.
Strasznie oskarżacie człowieka. Człowiek pracuje, potem zajmuje dziećmi, nie na czasu dla siebie, a jeszcze mu dowalacie, że na robić więcej... On nie ma w tym czasu dla siebie, a jego żona sporo, bo odkąd on przyjdzie.
Wiem, opieka nad dziećmi jest ciężka, się do cholery- z wyznania wygoda, że on prawie tak samo dużo się nimi zajmuje(licząc dojazdy i sen w łącznej liczbie 18h, to jeszcze 6 na dzieciaki na głowie, połowę tego co ona).
Czemu nie mówicie"powiedz żonie, że na sobie znaleźć pracę na pół etatu, kiedy Ty zajmujesz się domem, też pracujesz! Ona też by mogła". Chociaż to ostre i nie w pełni się zgadzam
Widzimy tylko jedną stronę. Autor nie mówi, jak długo on zajmuje się dziennie dziećmi, a tylko, że robi to od razu po pracy jak zje obiad. Szczerze samodzielne zjedzenie posiłku to dla mnie coś, o czym mogę jedynie pomarzyć (mam dwójkę maluchów). Nawet nie można w spokoju usiąść i zjeść, bo albo jedzą obok i się obleją, chcą dokładkę, chcą coś innego, chcą z mojego talerza / talerza rodzeństwa i tak dalej, albo nie są głodne i się bawią i akurat wtedy coś się stanie wymagającego niezwłocznej interwencji. I tak codziennie, od kilku lat, w nocy również. Do tego obowiązki domowe, bo skoro "siedzę w domu z dziećmi", to przecież mam wszystko ogarnąć.
Ten czas dla siebie od razu jak mąż wraca z pracy to zbawienie. Najlepiej, jakby gdzieś dzieci zabierał, bo wtedy nawet ich nie słychać. I mogę wtedy gotować i sprzątać, ale SAMA. A tego nie doceniają osoby, które nie są same z dziećmi codziennie. Jak wracają, to jakoś się wtedy przypomina, że to nie są małe złośliwe diabły tylko kochane istotki, do których cierpliwość jakby wróciła. I do męża też jakoś lepiej się odzywa.
Zawsze widzimy jedna stronę, nie widzę sensu dopowiadania. Równie dobrze możemy dodać, że że strony wygląda to tak, że jest księżniczką i on powinien być szczęśliwy, że chociaż obiad mu zrobiła.
Tylko czy to ma sens? Skoro możemy uznać że ona jest zmęczona i wszystko ogarnia w domu, to możemy też uznać, że na telefonie siedzi gdy mąż jest, a dzieci "dajcie mi spokój, bądźcie duże i zajmijcie się sobą".
Serio, jak są wyznania, gdzie kobieta napisze "mąż pomaga," to nie ma tam komentarzy- nie pomaga a równie dużo robi w domu. Są- powinien robić w domu tyle samo i sprzątać, a nie pomagać.
Nie wiemy też jak wyglądają ich weekendy - może jest podobnie, może nie- nie mamy żadnych informacji, więc się do nich nie odnosimy
livanir ja się właśnie odniosłam do tego, co mówi żona. Narzeka na szklankę nie w tym miejscu czy nierozpakowaną zmywarkę. Na zmęczenie. Dlaczego mam zakładać, że kłamie? Męczy ją to domowe życie, a Autor ma dosyć narzekania. Ale co z tym robi? Rozpakuje tą zmywarkę, czy odbije piłeczkę?
Od dzieci nie da się wziąć urlopu, a czasem by się przydał. Zwłaszcza małych
porozmawiajcie spokojnie. wysłuchaj jej, sam się wypowiedz, wysłuchajcie siebie. mozę wystarczy jakaś drobna zmiana na początek
A małymi dziećmi jest mega męczące to, że wszystko trzeba robić jednocześnie zajmując się nimi. Cały czas coś, nawet nie można usiąść w spokoju i kawy wypić, bo któreś coś chce. A jak nie chce, to i tak trzeba mniej więcej wiedzieć co robią, bo mają niebezpieczne pomysły, i to nawet nie złośliwie, tylko są małe i poznają świat. A jak do tego dochodzi wykonywanie drobnych prac za męża, typu odniesienie szklanki czy wypakowanie zmywarki, to jest to jeszcze frustrujące, zwłaszcza jeśli żona powtarza co jej nie pasuje, a Ty Autorze uznajesz to za nieuzasadnione pretensje i następym razem znów zrobisz to samo.
Jak żona siada w fotelu i odpoczywa, to daj jej ten czas. Chociaż chwilę, ale codziennie, bez nieustannego patrzenia na dzieci. Wychodzisz z nimi sam? A może niech żona zacznie wychodzić sama, chociaż z raz w tygodniu? Ale regularnie, bo jednorazowy wypad tylko frustruje.
Gościu zapierdziela w pracy, babka do pracy nie chodzi, siedzi sobie w strefie komfortu z dziećmi i jeszcze pretensje do niego.
dio no ja nie wiem czy w takiej strefie komfortu jak dzieci sa male, biegaja, syfia i wrzeszcza, wolalabym pracowac z dorozlymi, cywilizowanymi ludzmi
no ale rodzice sami sobie zgotowali ten los, bylo sie nie rozmnazac
@DioBrando
Aleś pojechał z tą strefą komfortu.....
Każdy, ale to każdy młody ojciec, którego znam ( a w mojej dużej rodzinie mam kilku młodych ojców) wymięka po dwóch-trzech godzinach i spitala do pracy/do sąsiada lub mamusi pomóc w czymś tam/ cokolwiek, byle nie w domu z małymi dziećmi. Ewentualnie tysiąc telefonów - gdzie jest to, tamto, kiedy wrócisz, ono chce ciebie i ryczy.
Opowiem przepiękną historię sprzed lat. Kto był tam, wtedy, ze mną, potwierdzi :)
Zamiast corocznego festiwalu twórczości studenckiej FAMA, w Świnoujściu, jakieśtam władze wymyśliły festiwal FAKT w Bolesławcu. Między innymi warsztaty piosenkarskie - prowadzenie Elżbieta Wojnowska. Również warsztaty dziennikarskie - prowadzenie Andrzej Ibis-Wróblewski. Prywatnie - tych dwoje było już małżeństwem, a do Bolesławca przyjechali z niemowlakiem (nie wiem, ile miesięcy - tego już nie pamiętam, ale dziecko na pewno w pieluchach i jeszcze niechodzące).
No więc, warsztaty piosenkarskie trwają w najlepsze, Elżbieta Wojnowska - cudowna, ciepła, a jednocześnie konkretna kobieta, cierpliwie tłumaczy różne aspekty wokalu. Nagle otwierają się drzwi, w których staje jej mąż, z dzieciakiem na ręku, i mówi:
- Elu, kupa !!!.....
Tak więc - sami widzicie - żadne fakultety ani niesamowicie bogata osobowość każdego z rodziców, nie ratują nikogo od sytuacji (nazwijmy to) zaskakujących ;)
" bo mają niebezpieczne pomysły"
Nigdy nie cieszmy się z ciszy w pokoju małych dzieci ;)))
- Synku, co robisz?
- Wycinam, mamusiu.
- Wycinaj, wycinaj.
Bratowa, przekonana, że jej czterolatek wycina kawałki kolorowego papieru na swój nowy obrazek, nawet nie zajrzała do sąsiedniego pokoju, zajęta niemowlakiem / szykowaniem obiadu / praniem. A synek wycinał..... wzorki w nowym obrusie i w firankach.
Ani praca etatowa ani opieka nad dziećmi nie jest mi obca. Zdecydowanie odpoczywam przy opiece nad dziećmi.
@TrzyPingwiny racja, że mężczyźni zajmują się tylko dziećmi i nic ponad to. Mąż potrafi wstać z maluchami i dać mi pospać, a potem mnie obudzić, bo nie ma co im dać jeść. Nie wiedziałam, że śpię na lodówce.
A jak marudzę koleżankom, że on weźmie dzieci na spacer raz na tydzień albo dwa, to one w szoku: sam wychodzi z dwójką takich małych? I on sobie daje radę? Ja wychodzę codziennie i nikt tego za dziwne nie uznaje.
@DioBrando jak opiekujesz się dziećmi, a potem możesz sobie w spokoju odpocząć, to jest fajne. I zupełnie inne od sytuacji żony Autora wyznania.
Ogólnie to lubię dzieci, za to dorośli ludzie, z którymi muszę pracować mocno mnie wku*wiają. Dlatego może mam do tego podejście takie a nie inne.