#pCWrN

Zrobiłem coś strasznego, piszę to żebyście nie popełnili mojego błędu.

Jestem emerytowanym żołnierzem, od dziecka miałem wpajane, że mężczyzna powinien być twardy i nie może okazywać słabości. Moje dzieciństwo było takie jak większość w tamtych czasach, miałem się uczyć, pomagać w domu i nie sprawiać problemów. Rodzice dużo pracowali, od wczesnej podstawówki musiałem sobie radzić właściwie sam. Udało mi się jakoś skończyć szkołę, po zasadniczej służbie z braku lepszego pomysłu zostałem w wojsku. Tam jeszcze większy rygor, ale jakoś dałem radę, doszedłem do stopnia sierżanta. W międzyczasie miałem parę dziewczyn, z ostatnią to już było coś poważnego. Jak zaszła w ciążę nie chciałem jej dać kasy na zabieg, więc chcąc nie chcąc urodziła. Dwa tygodnie potem uciekła zostawiając mi syna, podobno wyjechała gdzieś za granicę. Z perspektywy czasu wiem, że źle ją traktowałem, może gdybym nie przynosił nerwów z pracy do domu to byłoby inaczej.

Byłem wtedy przed czterdziestką, więc odszedłem z wojska żeby zająć się synem. Starałem się wychować go na silnego mężczyznę, często jeździliśmy na strzelnicę czy pod namiot. Mówiłem mu od zawsze, że ma nie płakać, musi wzbudzać strach u rówieśników, żeby go szanowali. Ale to przyniosło odwrotny skutek. On nie miał takich predyspozycji jak ja, był bardziej "umysłowy" po matce. Bardzo dobrze się uczył, dostał się do renomowanego liceum, coś tam próbował malować. Mi się to nie mieściło w głowie, żeby mój syn się zajmował jakimiś bzdurami zamiast pójść w moje ślady. Często się kłóciliśmy, on parę razy wykrzyczał mi że w szkole się z niego śmieją, niby przez ten mój rygor. Ale to było sporadycznie, tak to nigdy nic nie mówił, a ja myślałem że to dobrze, no bo to znaczy że nie ma problemów. Nawet to, że bywał agresywny wobec rodziny czy sąsiadów było dla mnie normalne.

Tamtego dnia syn przyszedł do mnie i chciał coś powiedzieć, ale śpieszyłem się na strzelnicę. Powiedziałem, że jak nie chce iść ze mną, to niech idzie w diabły. Jak wróciłem było już za późno. Miał tylko 15 lat, myślałem że jakie niby w tym wieku można mieć problemy. Dziś mija miesiąc, dopiero teraz dociera do mnie, że mogłem temu zapobiec. Gdybym nie był takim "trepem". Od pogrzebu ani przez chwilę nie byłem trzeźwy, mam nadzieję że wątroba nie wytrzyma. Serio ludzie, dbajcie o siebie nawzajem.
KukySeVraci Odpowiedz

Nawet to, że bywał agresywny wobec rodziny czy sąsiadów 🤣

upadlygzyms Odpowiedz

"...nie chciałem jej dać kasy na zabieg, więc chcąc nie chcąc urodziła."
Hmm, typuję na Irlandię. 50 lat temu.

Meanness Odpowiedz

Nawet, jeśli by Pan za dużo pił i Panu by się teraz coś stało, to już nic nie zmieni. Lepiej, jakby Pan o siebie dbał i pomógł w zamian komuś innemu. Pan nadal żyje i może Pan swoim życiem coś osiągnąć.

Dodaj anonimowe wyznanie