#pBWdT
na początku myślałam, że może to lepiej. Bo przecież pracują tu osoby po studiach socjoterapeutycznych, psychologicznych i pedagogicznych i będą potrafili mi pomóc.
Niestety rozczarowałam się.
Wychowawcy potrafią tylko robić nam na złość. Przykre, ale prawdziwe.
Najgorsze było chyba to, że obgadywali nas na każdym kroku. Jeśli jakiś wychowanek im się sprzeciwia, robią wszystko co tylko możliwe w ich mocy, aby umieścić go w MOW-ie (Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy) - inaczej mówiąc więzienie za kratami dla młodych nawet do 21 roku życia. Jak wypowiemy swoje zdanie na jakiś temat zawsze muszą stwierdzić, że my młodzi nie mamy prawa głosu, ponieważ oni są mądrzejsi od nas, bo skończyli studia. Życie tutaj to koszmar jednym słowem.
Moim zdaniem opiekować się nami powinni ludzie z powołania, którzy kochali by tę pracę, a nie tacy, co robią to na przymus.
Nie rozumiem takich osób, aż taką przyjemność im sprawia robienia nam pod górkę?? Jeszcze chyba nikt mnie tak z równowagi nie wyprowadzał, jak te "wielkie panie po studiach". Niby pokończyły psychologię itp. a tak naprawdę nic nie potrafią.
Modle się tylko, by czas do mojej osiemnastki szybko mi zleciał i uciekam z tego piekła jak najdalej :(
Bardzo Ci współczuję, takie zachowanie na pewno mocno wpływa na samoocenę ich wychowanków :/
Babki pewnie same nie chcą tam pracować i robią wam na złość. Bądź silna i wytrzymaj, jeszcze tylko 3 lata!
Tylko co robić? Może to gdzieś zgłosić?
Dzieci z trudnych rodzin vs wykształceni opiekunowie z tytułem?
Dziennikarze lubia takie tematy. #tematdlauwagi
To faktycznie smutne, studia o niczym nie świadczą. Mogę się założyć, że ludzie z powołania, bez studiów, byliby wstanie lepiej pomóc niż te uczone po studiach. Oczywiście nie zawsze tak jest, ale niestety się zdarza- a nie powinno. W końcu od nich zależy to gdzie trafisz, i to czy Ci pomogą czy nie.
Nie mozesz tego gdzies zglosic? :/ Trzymaj sie mocno!
Najlepiej z czymś takim do wychowawcy, albo psychologa szkolnego i niech kombinują.
Ja teraz napiszę historię od strony wychowawcy. Nie raz jest tak, że dzieci trafiają z rodzin patologicznych do domów dziecka. Nie mówię, że wszystkie. Jest wyzywanie wychowawców od k*urw, sz*at itd. Nie raz zostało się uderzonym, nie raz słyszało się jak stąd wyjdę to zabije Cię głupia k*urwo. I tylko dlatego bo wychowawca złapał dziecko na paleniu, braniu narkotyków, kradzieży. Wychowawca nawet nie może podnieść głosu na dziecko. Ale te dzieci mogą wszystko. Można tylko rozmawiać. Ty do nich mówisz, a one śmieją Ci się w twarz i mówią, że g*wno ich to obchodzi. Ale zawsze to wychowawca jest zły, a te dzieci są wspaniałe. I to nie prawda, że wybuchają tylko do MOW-u bo nie mają takiej władzy. Dzieci same się tam pchają bo właśnie mówią, że to ich sprawa. Że są w domu dziecka to wolno im więcej niż dzieciom w normalnych domach bo rodzice nie sprawiają nad nimi władzy. Nie mówię, że w domu dziecka jest lepiej niż w normalnym domu. Napisałam tylko w skrócie jak to wygląda
Oczywiście, ale te dzieci, ta młodzież z jakiegoś powodu się tak zachowuje. Patologiczne rodziny, rozbite rodziny, rodzice znęcający się nad dziećmi, bieda, czasami naprawdę tragiczne historie. Od tego są wychowawcy, psycholodzy, aby takie problemy rozwiązywać. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale raczej od ludzi po studiach z jakąś wiedzą, wymaga się realizmu, życie to nie bajka, i życie takich dzieci to tym bardziej nie bajka.
Ale nie oszukujmy się, jak jakieś dziecko będzie się chciało zmienić to "weźmie" otrzymaną pomoc, a często jest tak, że nie chcą się zmieniać i na siłę nic nie zrobisz.
Skądś to znam, niestety nie jestes jedyna osoba ktora poznala dom dziecka z tej zlej strony nie ma co, ja wytrzymalem to i ty wytrzymasz ;) powodzenia ;)
Hej hej nie wszędzie tak jest. Miałam styczność z panią instruktorka prawa jazdy która również pracowała w domu dziecka. Dla niej najważniejsi byli wychowankowie, bywało że przerwała zajęcia ze mną na kilka minut żeby skontaktować się telefonicznie w sprawie dziecka. Mało tego lepszej kobiety nie spotkałam, łagodna ale stanowcza czasem gdy opowiadała o swojej pracy to ją podziwialam. Wkladala w to całe swoje serce...
Współczuję Ci, ale wydaje mi sie ze nie jest to "regułą" domow dziecka. Moja mama pracowała 12 lat w domu dziecka i było tam zupelnie inaczej... Mama wręcz moge powiedzieć "kochała" dzieci z domu dziecka bardziej niż własne. I nie tylko ona. Poznałam chyba cały zespół pracowników, ktorzy nie zawsze byli po studiach, ale oddawali się temu
Proszę, odpisz na ten komentarz, chciałabym się z Tobą skontaktować! Wiem, że to anonimowe wyznanie, niepotrzebne mi Twoje dane, chcę z Tobą porozmawiać tylko.
Dlaczego ich nie nagrasz ?