#p6IsC
Poszliśmy razem na USG w 6 tygodniu. Okazało się, że to nie dziecko, a dzieci. Nasze szczęście było podwójne! Tyle radości z naszej strony... Na drugim USG w 12 tygodniu też było wspaniale. Nasze dzieci rosły cudownie, cudownie się rozwijały, były takie pięknie. Prawdziwy horror rozpoczął się dopiero na trzecim USG w 20 tygodniu. Okazało się, że jedno dziecko prawdopodobnie nie przeżyje doby po urodzeniu się. A nawet jeżeli przeżyje dobę, to będzie bardzo upośledzone, będzie wymagało stałej opieki, stałej kontroli. Byłam przerażona. Przepłakałam cztery noce, nie mogłam spać, jeść, mój kochany mąż musiał wziąć wolne, aby mnie pilnować, w tak złym stanie psychicznym byłam. Jednak postawiłam sprawę jasno. Donoszę ciążę. Nieważne jakie będą moje dzieci, byleby były szczęśliwe. Od połowy ciąży leżałam w domu na L4. Doktor namawiał mnie na aborcję, przynajmniej chorego dziecka. Twierdził, że sobie nie poradzę z warzywem (tak, tak właśnie określił moje dziecko - warzywko), jednak ja tylko kiwałam głową, a w myślach już miałam imiona dla moich skarbów.
W końcu przyszedł upragniony termin. Termin porodu. Cała się trzęsłam ze strachu. Urodziłam moje dzieci przez CC 14 maja 2010 roku w 35 tygodniu ciąży. I okazało się, że dla Marcela (syna, który miał być tak upośledzony, że nie przeżyłby doby) nic nie było! Brakowało mu tylko jednej rączki, która prawdopodobnie zaginęła w akcji (do tej pory śmiejemy się tak z mężem), córcia za to urodziła się całkowicie zdrowiutka, nic jej nie brakowało, ani nie miała żadnej dodatkowej części ciała. Lekarze nawet pomylili się z płcią, gdyż miały być dwie dziewuchy, a wyszli chłopak z dziewczyną.
Nie mam pojęcia dlaczego lekarze orzekli, że moje dziecko ma umrzeć dobę po narodzinach. Nie wiem, czy to przez wadliwy sprzęt USG (krótko przed poczęciem dzieci przeprowadziliśmy się do innego miasta na drugim końcu Polski i chcąc nie chcąc musiałam zmienić ginekologa) czy przez coś innego. Lekarze do tej pory są w szoku, jednak ja postanowiłam, że nie będę nikogo pozywać, nie mam ochoty niszczyć nikomu życia.
Wiem, że teraz jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, bo mam dwójkę zdrowiutkich kochanych dzieci i tego życzę dla każdej mamy, przyszłej czy obecnej.
No jednak jedno nie ma ręki więc nie do końca są zdrowe...
Niekompletne nie oznacza niezdrowe.
Ale co to ma wspólnego z tym co autorka chce powiedzieć? Chodzi o to, że chcieli kobiecie zabić dwójkę dzieciaków, a jak się nie dała to chociaż jednego. Czy brak ręki to powód, aby pozbawić kogoś życia.
Poza tym problem z takimi diagnozami z dupy jest większy. Moją Mamę też namawiali na aborcję jak była w ciąży z moją siostrą bo będzie warzywem. I jakoś ma już ponad 40 lat, 3 dzieci i nie wygląda na marchewkę. Podobnie siostrę mojej Żony namawiali na aborcję bo niby jej córka urodzi się z zespołem Downa. Jakoś dziewczyna ma 15 lat i jest mega zdolną i super sprawną nastolatką.
@Nocturno Dobrze dla ciebie że się tak udało i diagnozy były nie właściwe. U mnie w rodzinie niestety tak się nie stało. Też dziecko miało być chore i niestety tak jest. Aktualnie jest już po kilkunastu operacjach i nigdy nie będzie w pełni sprawne. Czasem warto popatrzeć dalej niż czubek własnego nosa i czy warto sprowadzać na świat dziecko które do końca życia będzie potrzebować stałej opieki kogoś innego. Niestety moja ciotka tego nie rozumie tak samo jak i Ty.
@Nocturno, to ma wspólnego że nie są zdrowiutkie - jedno ma wadę wrodzoną w postaci braku kończyny.