#olEB0
Zacznę od tego, że w moim rodzinnym domu panowała taka zasada, że wieczorem, gdy z bratem byliśmy w łóżkach, nie mogliśmy swobodnie korzystać z toalety bez odpowiedniego informowania o naszych potrzebach. Mieszkaliśmy z bratem we wspólnym dużym pokoju (który służył też za gościnny), a droga do łazienki prowadziła przez kuchnię, w której spali nasi rodzice, więc odczuwając potrzebę fizjologiczną, musieliśmy głośno krzyczeć: „Mama! Kupę”, „Mama! Siku” i czekać, aż otrzymamy pozwolenie na udanie się do łazienki.
Podstawówka, akademia szkolna z okazji pasowania na przedszkolaka czy coś takiego, oczywiście ja byłam jednym z tych pasowanych dzieciaków. Coś było ze mną nie tak, czułam się słabo, było mi potwornie duszno, gorąco, nie widziałam dokładnie, co się dzieje naokoło, bo śnieżyło mi przed oczami, czułam, że zemdleję i jednocześnie miałam takie poczucie odrealnienia, że nie jestem tam, gdzie jestem, a w domu, i na dodatek nadchodziła okropna biegunka z niesamowitym bólem brzucha, a ja czułam się tak bezradna, zagubiona i sparaliżowana, że pierwszy odruch to był krzyk na cały głos do obecnej na akademii mojej mamy: „Mama, kupę!!!”. Nie muszę chyba wspominać o tym, że wszyscy wybuchnęli śmiechem, a matka zaciągnęła mnie ledwo żywą do łazienki i sprała za karę, bo takiego wstydu jej narobiłam, mimo że byłam po prostu chora i zdezorientowana. Do końca szkoły byłam prześladowana, dzieci biegały za mną i śmiejąc się, krzyczały: „Mama, kupę!”. Nigdzie nie miałam wsparcia. Dochodziło do tego, że kradziono mi buty w szatni i chowano je po różnych miejscach, często zostawałam po lekcjach i ze sprzątaczką szukałam zgub albo uciekałam po lekcjach do domu przez okno w łazience, gdy słyszałam, że na zewnątrz czają się dzieciaki wrzeszczące o kupie. No masakra. Dzięki bogu później w moim życiu zagościły takie zdarzenia, które mnie odbudowały i dały siłę do życia, bo przez to wszystko żyłam po prostu w dziecięcej depresji. Do nikogo się nie odzywałam, czułam się do niczego i jako taki ktoś, kto zasługuje na potępienie.
Teraz wystarczy, że wiem, że na to nie zasłużyłam i że to przeszłość, a dzielę się tym na znak braku wstydu za to, co było i pogodzenia się z przeszłością, jej zaakceptowania.
Wstydzić to się powinni twoi rodzice, zwłaszcza matka. Bić dziecko za coś, czemu samemu (razem z mężem) jest się winnym. Patologia po prostu. To że musieliście prosić o pozwolenie na pójście do łazienki to też chora patologia.
Ogólnie zgadzam się, dziecko zamiast wsparcia dostało wpierdziel, tego nie da się nazwać inaczej niż patola. Naprawdę czułam żal za los tej małej dziewczynki, która przez jedną głupią wpadkę zaliczyła lata gnębienia. Nie zgodzę się natomiast z tym, że krzyczenie o kupę / siku to był aż tak głupi pomysł. Rodzice pewnie chcieli zachować swobodę intymności i kazali dzieciom ostrzegać przed wejściem do sypialnio-kuchnie, bo nie chcieli zostać zaskoczeni przez malucha w czasie seksu.
Karlitoska, to wystarczyło nauczyć dzieci mówić "mama/tata idę" czy jakiekolwiek inne hasło. Kazanie dziecku czekać z potrzebą fizjologiczną na pozwolenie od rodzica jest najczystrzą formą przemocy. Samo to że chore dziecko uznało że nie może samo iść do łazienki tylko automatycznie prosi o pozwolenie tylko to potwierdza.
Moja matka też była zdrowo patologiczna (bicie, picie itp.), ale nawet ona nie była na tyle walnięta, żeby wydawać nam pozwolenie na pójście do kibla... Ogólnie jak się tak czyta anonimowych, to aż przykro, ile w tym kraju jest/było tego typu rodziców, i ile dzieci przechodzi przez takie okropieństwa.
Z perspektywy czasu, można się tylko z tego śmiać, dosłownie kupa śmiechu