#oHd6B
Działo się to w jednym z polskich szpitali.
Do szpitala trafiła kobieta, lat 30, przewieźli ją z innego szpitala, do którego trafiła karetką - zasłabnięcie, odpłynięcie, niewyczuwalny puls i tak dalej.
Kobieta wcześniej już miała problemy z sercem, więc mąż szybko zadzwonił pod 112, niestety w szpitalu do którego trafiła, nikt nie był w stanie jej pomóc.
Znacie takie osoby, których pozytywna energia, ciepło przechodzi na wszystkich dookoła?
Taka była i ona. Rozmawiałam z nią wiele razy, była niesamowicie inteligentna, jej poziom empatii był ponadprzeciętny, do tego była przepiękna. Wiecie, w innej sytuacji każda z nas poczułaby się zazdrosna spotykając taką kobietę.
Czekała na przeszczep. To jedyna możliwość, jedyna szansa dla niej, inaczej po prostu by zmarła.
Jej mąż - 35-letni, bardzo, bardzo bogaty. Tak, pieniędzy im nie brakowało. Jednak z tej pary to ona była tą lepszą. Jego aura była zdecydowanie inna, wzbudzał respekt, a jednocześnie strach.
Czas uciekał, serca nie było.
Dyrektor naszego szpitala znał się dobrze ze mężem pacjentki. Byli przyjaciółmi. Beznadziejna sytuacja - pieniądze ani kontakty nie były w stanie jej pomóc.
Do tego jeszcze dwuletnia dziewczynka czekająca na mamusię i tatusia w domu (tatuś ciągle bywał w szpitalu) nie pomagała im z poradzeniem sobie z nieuniknionym. Dochodziły mnie słuchy, że facet próbował 'załatwić' serce dla żony na boku.
Po jakimś czasie, po kolejnym już odpłynięciu kobiety i po kolejnym 'straceniu' jej, dowiedziałam się, że została przeprowadzona próba krzyżowa. Dawcą miał zostać mąż. Pomyślałam - jak to tak? Jak to możliwe? Wtedy połączyłam ze sobą fakty, tj. pieniądze + znajomości + przyjaźń z dyrektorem.
Szybko połknięte tabletki, odcina od rzeczywistości i jazda na stół.
Nad nieżyjącym przyjacielem stał płaczący dyrektor, który sam musiał przeprowadzić zabieg. Nic, naprawdę nic do tej pory nie wywołało we mnie takiego szoku jak tamte zdarzenia.
Rozmawiałam z nią jeszcze tylko raz, przed samym jej wyjściem, powiedziała mi, że zostawił jej list z wyjaśnieniami i była na skraju załamania, naprawdę - ona chciała umrzeć.
Sprawa została zmieciona pod dywan, papiery również czyste, nikt nie wie, że zrobiono jej przeszczep, że serce jej męża bije w niej.
Do dziś zbiera mi się na płacz gdy o tym myślę.
Czy to ciągle prawdziwa miłość czy już choroba? Co nim kierowało?
Proszę nie próbować namierzyć z jakiego miasta dodałam post, próbowałam się ukryć różnymi bramkami, ale wiem, że to nie wystarczy.
Ciężko mi w to uwierzyć, bo z własnego doświadczenia wiem, jak ciężko być dawcą w przeszczepie krzyżowym i ile z tym papierologii, ile rzeczy musi być ze sobą zgodnych, itp. Natomiast, jeśli to prawda, było to mega poświęcenie z jego strony i owszem - prawdziwa miłość.
A ja mam wątpliwości co do tego ostatniego. Oczywiście zależy od spojrzenia na sprawę - gotowość do oddania życia za drugą osobę jest godna podziwu i z pewnością wynika z głębokiego uczucia. Ale gdybym to ja była na miejscu tej kobiety - tj. zostałabym skazana na dalsze życie bez człowieka, którego kochałam, jako samotna matka, w dodatku nosząc w sobie jego organ... Nie wiem, czy moja psychika by to zniosła. To jest na swój sposób... "miłosno-egoistyczne".
może mężczyzna uznał, że dziecku bardziej przyda się matka, być może nie był na tyle silny by ją stracić a wiedział, że ona da radę? Nie wiadomo, ale fakt- to miłość.
Mnie wstęp zaintrygował. A co z tym ordynatorem, skąd pewność że tego nie przeczyta? Albo ta kobieta? Albo ktokolwiek z tego szpitala kto wiedział co się stało?
Świat jest mały, strona popularna. Skąd wiesz, że zainteresowani nie dowiedzą się, że historia "wypłynęła" nawet bez konkretniejszych danych?
Na potrzeby komentarza zakładam prawdziwość historii.
Dokładnie -świat jest mały. Pewnie nikt nie pamięta wyznania, w którym kobieta autobusem odwoziła chyba 6 dzieci i jedno zostało w autobusie, że jakiś facet wysiadł z tym dzieckiem na kolejnym przystanku i czekał na tą kobietę- mama mi to opowiadała może tydzień temu. Ta kobieta to była jej koleżanka z pracy :D
Ja pamiętam 😃
Pewnie nie żyją :P
A moim zdaniem to była głupota. Przeszczep mógł się nie przyjąć i małe dziecko zostałoby zupełnie same...
Ciężko w to uwierzyć tym bardziej, że dawca organu zdaje się musi być zdrowy i nie brać leków. On wziął tabletki nasenne i tak po prostu przeszczepili jej jego serce? Bez komisji lekarskiej ds. przeszczepów? Ludzie czekają na takie rzeczy w kolejkach... Po drugie nie w każdym szpitalu robią takie przeszczepy, tylko w odpowiednich klinikach. Autorka albo całą historię zmyśliła, albo uwierzyła w jakąś niedorzeczną, miejską legendę.
No właśnie w dodatku taka dawka leków mogła uszkodzić serce. Widać, że wymyślone.
Nigdy nie możesz być pewna, że nikt się nie dowie.
Anonimowość w Internecie jest tylko złudzeniem.
Była kiedyś taka historia, że dziewczyna po wypadku obudziła się z listem od chłopaka, w którym przepraszał ją że nie może być przy niej. Okazało się, ze on był dawcą narządów dla niej. Historyjka w całości wymyślona, taki wyciskacz łez. Mam wrażenie, że autorka tego wyznania "zainspirowała" się nią i trochę ubarwiła ;)
a to nie bylo tak na koncu ze
ojciec dziewczyny siedzial obok niej gdy ona sie przebudzila i zapytala gdzie jej ukochany, o ojciec
"a jak myslisz kto byl dawca?"
.
.
.
"nie no zartuje, poszedl sie odlac"
xd
Kolejna żałosna gimbazjalistka pisze takie pierdoły? Ludzie, wy nie macie już czego wymyślać? Przecież ta historia nie trzyma się zupełnie kupy... Sam jeden chirurg robił przeszczep? A gdzie inne osoby, które pomagają przy tym? Leki nie uszkodziły serca? Błagam... Ci komentujący na dole też niech może wezmą poprawkę na takie debilizmy wypisywane w internecie, zanim zaczną wylewać milion łez w imię zmyślonych wypocin.
Jak chcecie zmyślać, to chociaż ogarnijcie temat i jak mniej więcej to wygląda.
Też mi się nie chce wierzyć. Fabula prawie jak w filmie PRZEBUDZENIE tylko postaci podmienione.
Też przypomniał mi się ten film jak to czytałam :/
Ok, po raz kolejny - czytałam tę historię. Swego czasu była słynną pastą po angielskiej stronie Internetu, jakiś czas temu widziałam ją również w wersji polskiej. Chyba zacznę na wszelki wypadek zapisywać wszystkie idiotyczne historyjki, bo jak widać - to istna kopalnia dla tych "och jakże prawdziwych, nie szukajcie mnie, ukryłam się tu anonimowo" wyznań...
Nie łykajcie wszystkiego jak pelikany, na samą logikę pomyślcie - jaka jest szansa, że MĄŻ - czyli osoba niespokrewniona - mógłby zostać dawcą? Że przeszczep by się akurat przyjął? Bez jaj.
Musze to napisać, traktujcie z przymrużeniem oka i wyobraźcie sobie piskliwy, nadęty głosik:
"No a co, nie mógłby zostać??? Ty się nie znasz! To jest romantyczne! Bo oni byli DWOMA POŁÓWKAMI JABŁKA! PO-ŁÓW-KA-MI!"
heheh. heh :(Tak na serio to masz rację.
Poczytajcie co to przeszczep krzyżowy :P
Nie wiem co bierzesz, ale bajki po tym piszesz słabe :) taki przeszczep- zarówno pobranie jak i wszczepienie, to jest skomplikowana wielogodzinna operacja wymagająca całego zespołu specjalistów, i nie ma szans, aby odbyło się to w sposób, o jakim piszesz.