Moja narzeczona w każdą niedzielę zapewnia nam rodzinny obiad. Wiecie, jak w typowym polskim domu: przychodzą rodzice, w telewizji leci Familiada, a my zajadamy się… nuggetsami z McDonald’s.
I jakoś nikomu nie przeszkadza, że Asia nie potrafi gotować. Kocham ją za pomysłowość i dobre serce, a nie umiejętność ugotowania rosołu.
Dodaj anonimowe wyznanie
Moja żona to ma czarny pas w gotowaniu :)
Potrafi zabić jednym kotletem :P
Uśmiałam się 😂 ja zawsze mówię, że moje umiejętności gotowania sprawiają, że nawet wodę w czajniku elektrycznym potrafię przypalić 😂
Serio to jest według Ciebie idealny temat na anonimowe? Kochasz ją to jej to powiedz bo nam ta informacja do szczęścia nie jest potrzebna.
ja bym raczej podejrzewała że chcę Cię zabić, skoro daje Ci jedzenie z maka co tydzień, prosta droga do zawału :D
A dlaczego miałoby to komuś przeszkadzać? To nie jest jakiś obowiązek.
Ale gotowanie - prosta zupa, sałatka czy kurczak, nie poziom Master Chefa - to umiejętność na poziomie, bo ja wiem, posprzątania w domu czy obsługi smartfona. Raz z instrukcją, potem przychodzi naturalnie. Jasne, można do końca życia stołować się w fastfoodach (pytanie jak długiego życia) albo komuś płacić za ogarnianie domu, ale mi by było po prostu jakoś głupio, nie umieć tak prostej rzeczy.
Fajnie, ale całe życie będziecie wydawać pieniądze na gotowe żarcie... Super... Chociaż Ty umiesz gotować? Bo za jakiś czas znudzi się wam takie jedzenie.
"Jemy śmieciowe żarcie, bo Asia nie chce się nauczyć gotować choćby najprostszych rzeczy"
On też nie ;p
Prawda
Ja tam np. lepiej całuję, niż gotuję i żona też nie narzeka:)