Wakacje, tak ze trzy lata temu. Mieliśmy ze znajomymi rozbite namioty na kempingu tuż koło uroczego, mazurskiego jeziorka z ładnym, drewnianym pomostem. Tego dnia, a właściwie wieczora, potwornie się upiłem i wpadłem w jakiś dziwny, nostalgiczny nastrój. Podczas gdy reszta mojej ekipy siedziała przy ogniskach i wywrzaskiwała koślawe wersy z dyskografii Dżemu, ja wziąłem upieczoną kiełbaskę, złapałem ją w przeciętą bułkę i poszedłem na pomost, aby oddać się zadumie, patrząc tępo na taflę wody. Po drodze znalazłem kamień, więc od niechcenia wrzuciłem go do wody. Zrobił miłe dla ucha PLUM!, więc po chwili poczłapałem chwiejnym krokiem po kilka innych głazów.
I tak sobie rzucałem kamieniem, nadgryzałem bułkę, znowu rzucałem kamieniem, dziab bułki, kamień, bułka, znowu kamień... Nawet nie wiem, kiedy to się stało. W pewnej chwili wrzuciłem do wody bułkę i wgryzłem się w kamień, łamiąc sobie jeden z przednich zębów.
Łkając, wróciłem na kemping. Kumplom powiedziałem, że dostałem w twarz od jakichś lokalsów. Czym prędzej poszli szukać agresorów, a ja zadowolony, że nikt nie dowiedział się o mojej kompromitacji, poszedłem spać.
Ubytek naprawiłem po powrocie z urlopu. Do dziś utrzymuję, że zostałem napadnięty przez gromadę mazurskich oprychów.
Dodaj anonimowe wyznanie
Nie wiesz co to honor i odwaga cywilna? Ludzie z tzw. "kręgosłupem" i dobrym zestawem cech składający sie na całokształt charakteru nie mają problemu by stanąć oko w oko z konsekwencjami swojego zachowania. A takie małe, żałosne szczurki, pijoki i obszczymurki uciekają od odpowiedzialności jak ty zrobiłeś.