#nr2sK
Po zaręczynach zaczęłam być zapraszana na "imprezy rodzinne" narzeczonego. Na jednej z nich pojawiła się jakaś dalsza rodzina, Marek nie zna ich zbyt dobrze. No ale pogadać wypada, zwłaszcza że sami chętnie zagadują. Rodzinka w składzie: matka, ojciec, starsza córka (lat na oko 5) i młodszy syn (niespełna roczny). Gadka leci, jest przyjemnie, aż do czasu, kiedy się pytają, co robię w życiu. Gdy dowiedzieli się, że studiuję medycynę, to nastąpiły dwie przeciwne reakcje. Ojciec wyraźnie się ucieszył, matka wykrzywiła twarz w złości. Patrzę na nich zdziwionym wzrokiem, myślę sobie, ki diabeł? Może ktoś im bliski niedawno umarł z powodu błędu lekarskiego?
Okazało się, że nie. Mamuśka wysyczała (wąż mógłby jej pozazdrościć!), że na pewno jestem za tymi truciznami w strzykawkach. Początkowo nie rozumiałam, o co jej chodzi, dopiero po chwili załapałam, że chodzi jej o szczepienia. Z pełnym spokojem, choć czując nadchodzącą burzę odpowiedziałam, że tak, bo chociaż jak po każdym leku mogą pojawić się objawy niepożądane, to zyski zdrowotne są o wiele większe.
Nie będę przytaczać całej rozmowy, możecie się jej jednak domyślić: ona rzuca absurdalnym argumentem, ja odbijam aktualną wiedzą medyczną (temat przewinął się na historii medycyny, higienie, mikrobiologii, immunologii klinicznej, czekam z niecierpliwością na choroby zakaźne). Przez cały czas zachowałam spokój, jej mąż i mój wybranek śmieją się coraz bardziej.
W końcu zaczęło mnie to irytować. Wskazałam na jej dzieci i zapytałam się, czy je też naraża na śmierć. Z dumą powiedziała, że córka niestety została zaszczepiona, jednak udało jej się uchronić synka od tego paskudztwa. Ojciec wtrącił, że jej może tak, ale on zadbał o to, żeby nabyło odporność. Jego żona wyraźnie się tego nie spodziewała. Awanturę, jaką mu zrobiła, zapamiętam na długo. Skończyło się na tym, że okładała go torebką (a mała ona nie była), wyzywając od idiotów. Została odciągnięta przez jakiegoś innego mężczyznę i wyprowadzona na zewnątrz. Jej mąż był w niezbyt dobrym stanie: podbite oko, rozcięty policzek i łuk brwiowy.
Zdecydował, że pójdzie z tym na policję. Powiedział, że paradoksalnie czekał na ten moment - żona już wcześniej była agresywna, teraz ma dowód i świadków. A szczepić będzie dalej. Niestety nie wiem, jak się skończyło.
Niestety znam kilku takich oszołomów. Jeden z nich namawiał mnie na solarium bo nie szkodzi (sic!). A czerniaka którego wycięto mi z ramienia dostałam od używania kremu z filtrem. I od szczepionek, bo wyrósł na ramieniu, tam gdzie tą truciznę się wstrzykuje. Słońce nie ma z tym nic wspólnego. Nie wiedziałam jak to skomentować bo szczerze mnie zatkało.
Niestety solarium nie wpływa na syntezę witaminy D. Mamy tam doczynienia jedynie z UVA które zapewnia nam piękną, czekoladową opalenizną bez rumienia które wywołuje UVB :) A UVB to właśnie to co wpływa na syntezę witaminy D. Stanowi 5% promieniowania słonecznego które dociera do nas a reszta to UVA. Warto wspomnieć, że UVA odpowiada za procesy starzenia się, wysusza itp. A swoją drogą to co do tej pięknej czekoladowej opalenizny - nie u każdego tak to zadziała, zależy od fototypu, jeżeli ktoś źle reaguje na słońce to po solarium też może nie być fajnie. I wbrew wszelkim mitom nie pomoże to też na depresję sezonową no chyba, że to nie depresja sezonowa a pogorszenie humoru a nam się wydaje, że to depresja. Z tą witaminą D to lepiej zimą i jesienią brać tran jeśli nie jest się przekonanym do syntetycznej witaminy D a wiosną i latem nie kombinować i po prostu wyjść na spacer :)
I tak, zwiększy możliwość wystąpienia czerniaka nawet w takiej małej ilości. Nieznacznie ale po co ryzykować :) A filtry jak najbardziej chronią ale polecam te fizyczne z naturalnym składem.
Wypowiedź brzmi jakbyś był / była pracownikiem solarium. Wiem, że niestety często wprowadzają klientów w błąd.
@pinkblondi: sorki, ale ja już mam raka. Od tego komentarza dostanę drugiego XD.
@JutroTezJestDzien: dzięki za wyjaśnienie kwestii solarium i witaminy D. Myślałam że to raczej powszechna wiedza.
A ja nie rozumiem za bardzo czemu tylko ze szczepionkami jest taka histeria. Leki w wièks,ości też mają skutki uboczne, często bardzo poważne. Tak to już jest, coś za coś.
I dlatego ja sam mimo ( a może dlatego) bycia przyszłym lekarzem nie biorę leków jak cukierków... W sumie w ogóle nie biorę, bo nie choruję (nawet jak mam katar i przeziębienie to jednak wystarczają mi naturalne sposoby w stylu czosnku czy przeczekania, bo na przeziębienie najlepszy jest po prostu czas) Przeciętna osoba nie oszukujmy się jest zdrowa, wbrew temu co nam wmawiają reklamy. Nie potrzeba nikomu " lewoskrętnych( ani prawoskrętnych) witamin w tabletkach, makro i mikroelementów w spreju, suplementów w syropie czy innych g*wien". Takie rzeczy są tylko dla chorych ( albo osoby starsze, które mają zmniejszone wchłanianie, albo kobiety w ciąży, albo osoby z jakąś chorobą czy złamaniem itp.) Ale to lekarz decyduje, nie jaśnie oświeceni osiedlowi eksperci... hiperwitaminoza jest szkodliwa, tak samo jak awitaminoza. A normalnej osobie wystarczy leciutka zmiana diety w razie czego. Do tego niektórzy najchętniej prześcigaliby się w ćpaniu leków, i wcale nie mam na myśli narko czy lekomanów, a emerytki... Dla nich jak nie wypiszesz 3 antybiotyków więcej niż ma koleżanka Bożenka, czegoś na serce jak u Halinki i najlepiej jeszcze morfiny na bóle, coby wszystkim oczy zbielały z zazdrości, to jesteś g*wno nie lekarz i one pójdą do innego. Np. według badań amerykanie to jako społeczeństwo lekomani totalni, zażywają niebotyczne ilości środków uspokajających i przeciwbólowych, 70% osób ich tam nadużywa. Sam znam ludzi co aspirynę lub witminę C biorą po 5/6 tabletek. Mamy czas, gdzie ludzie sami się lekami nakręcają... Biorą jeden, on szkodzi biorą drugi, on szkodzi na coś innego i nakręcają machinę.
Pominę już komentarz o twoim byciu lekarzem, szkoda słów.
Zgodzę się i nie zgodzę. Oczywiście zdrowy człowiek prowadzący zdrowy tryb życia nie potrzebuje suplementów, ale nie oszukujmy się- mało kto teraz prowadzi zdrowy tryb życia. Czasem, bo nie chce, czasem, bo nie może (praca, stres, brak czasu, inne życiowe powody).
Ja np. mając dużo stresu w pracy zazwyczaj cierpię na bezsenność i niektóre suplementy bardzo mi pomagają (wolę to niż leki nasenne).
Inna sprawa to że witaminy to nie leki, nadmiar niektórych może być szkodliwy, ale akurat twój przykład jest kiepski, bo organizm wydala nadmiar witaminy C i jest właściwie niemożliwe jej przedawkowanie.
Prawdą jest, że leki uspokajające to właściwie plaga. To tak naprawdę narkotyki, a bardzo łatwo je dostać. W Hiszpanii procent osób biorących to jest tak wysoki, że chcą ich w ogóle zabronić (już w tej chwili nie mogą ci ich dać np. na pogotowiu, wcześniej tak nie było).
Z tymi emerytkami to bez przesady, są takie, ale wcale nie większość.
@SheDevil - Problem ze szczepieniami jest taki, że w Polsce jest przymus szczepień. Nie masz wyboru. By nie narazić się na zamordyzm państwowy (kary administracyjne) musisz zaszczepić dziecko preparatem który zaordynuje lekarz. Na dodatek przymuszający do szczepienia nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. W przypadku powikłań, które niestety się zdarzają, rodzic zostaje z problemem sam. Z lekarstwem zaś masz zawsze wybór. Możesz przeczytać ulotkę i zdecydować na podstawie przeciwwskazań, że nie weźmiesz danego leku.
Zaś ja jestem jak William Wallace - wolność (do wyboru) jest najdroższa sercu.
Moja znajoma jest przeciw szczepieniom. Ogólnie dziewczyna jest fajna, nie głosi tego na lewo i prawo. Ja nie mam dzieci, ale kiedyś w rozmowie wspomniałam, że jak będę mieć to zaszczepię, to się oburzyla, że wtedy jej nieszczepione może się zarazić tymi bakteriami od mojego. Hipokryzją jest, że tak twierdzi, a dziecko chodzi do przedszkola. Nie była taka od początku, zaliczyła kilka pierwszych szczepień ale później zapisała się do grupy matek na Facebooku i tam jej tak mózg sprały, że przestała szczepić.
Swoje dzieci zaszczepię, w cudze życie się nie wtrącam. Ale... pracuje w szpitalu pediatrycznym. Wracają wszystkie krztuśce, odry, ospy i inne - oczywiście u dzieci nieszczepionych. Bardzo dużo dzieci które trafiają do nas z innymi, ciezkimi infekcjami, często kończącymi się na OIOMie i tez są to dzieci niezaszczepione.
Za to dziecka z NOPem już dawno nie było. W ciągu mojej kilkuletniej kariery kojarzę zaledwie 2-3. Także tego.
Dlaczego mam minusy? Dlatego ze uczciwie napisałam jak to wyglada w szpitalach pediatrycznych a nie o subiektywnych odczuciach? Boli to kogoś?
Tylko się nie rozpłacz. Ja daję plusa.
Bo osławione NOPy to w 99% jednodniowa gorączka i przedłużony płacz, czyli objawy słabsze od lekkiego przeziębienia. Ale wg antyszczepów lepiej mieć zapalenie mózgu po odrze i paraliż po polio niż 38 stopni przez 12 godzin.
@Etanolansodu na ospe sa szczepionki? myslalam ze tylko na odre xD
@MissWilczusiaPl- tak są szczepionki na ospę.
Jestem za szczepieniem i moja córka jest szczepiona, ale czy to nie jest trochę tak, że lekarze nie chcą zgłaszać ciężkich NOP albo w ogóle przyznać, że relacja dziecka jest związana ze szczepieniem? Niestety czasem występują ciężkie przypadki, a nawet śmiertelne. Mój ojciec zna osobiście taki właśnie przykład i chłopiec mimo ze ma kilka lat to już zapewne nigdy nie wróci do sprawności.
@Miss są szczepionki na ospę i uwaga -DZIAŁAJĄ. Mój syn będąc chory (o czym dowiedzialam się wieczorem) bawił się z zaszczepioną dziewczynką przez pół dnia. Ona nie zachorowała i nie podejrzewam tutaj cudu
@etolan zdziwilabym się gdybyś nie zachorowała. Sądząc po ilości Twoich przeżyć opowiadanych w komentarzach powinnaś mieć jakieś 135 lat
Etolan jesteś bardzo zakompleksiona. Polecam się z tym uporać, a także czytać ze zrozumieniem. Temat uważam za skończony. Pozdrawiam, cześć
A mnie antyszczepieniowcy bawią.
3000 lat rozwijania wiedzy medycznej (już w starożytnym egipcie medycyną zajmowano się na serio, nie tylko "zjedz ten korzeń i pomódl się do boga") vs jeden idiota który napisał artykuł który zapoczątkował ten ruch, został skazany za fałszowanie danych statystycznych i sam przyznał że to ściema była + 30 minut przeglądania internetów. W co ludzie wierzą ? Jak dla mnie parodia.
Może ludzie już osiągnęli szczyt cywilizacyjnu i teraz cofają się w rozwoju? Czasami odneszę takie wrażenie.
daaa dewolucja
natura sie broni, prawo Darwina dziala
Jak to mawiają ze szczytu można już tylko spaść ;)
Nie jestem antyszczepionkowcem i dzieci szczepić na pewno będę ale tylko dlatego że nie ma nic lepszego niż szczepionki co by zapobiegało tym chorobom.
Ale to moim zdaniem nie zmienia faktu że medycyna to jest mafia której zależy tylko na pieniądzach a nie na naszym zdrowiu, bo wyleczony pacjent to stracony pacjent czyli kasa przestaje lecieć... Więc i do szczepionek ładują najtańsze substancje jakie się da i sprzedają jak najdrożej.
Wiedza medyczna wiedzą ale zarabianie kosztem naszego zdrowia jest złe
Przynajmniej ojciec jakiś ogarnięty... Przynajmniej.
Dzisiaj to przede wszystkim obawy przed szczepieniami są powodowane ludzkim brakiem wiedzy w tej dziedzinie oraz niezrozumiałym dla mnie uporem i odpornością na argumenty, które są oparte na badaniach naukowych.
Coraz popularniejsze stają się jakieś fora czy grupy na facebooku gdzie ci ludzie gromadzą się i zasypują coraz głupszymi i coraz bardziej bezsensownymi teoriami dot. szczepień, jak np: słynne twierdzenie dzbana, jakoby szczepionki powodowały autyzm czy pojawienie się zespołu aspergera, podczas gdy ich występowanie opiera się na pewnych defektach neurologicznych.
Jedno z realnych zagrożeń jakie mogą nieść ze sobą szczepienia to powikłania mogące powstać z różnych przyczyn, np: złego przechowywania czy utraty terminu ważności. Można na ten temat dyskutować godzinami.
Jest spowodowany irracjonalnym strachem przed "chemią" i "bezduszną medycyną" pełną skłóconych, psioczących na siebie nawzajem lekarzy, trudnościami w otrzymaniu świadczenia medycznego i latami podkopywanego zaufania do zawodu lekarza. U pana Zięby wszystko jest miłe, naturalne, uśmiechnięte, a recepta na pewne i gwarantowane zdrowie jest prosta i jest nią zdrowa i naturalna witaminka c. Gdyby antyszczepy chciały poszerzyć wiedzę, to wystarczy przeszukać google. Ich lęk ma źródło w podświadomości, nie jakichkolwiek racjonalnych źródłach bądź ich braku.
@Szakal - wiesz że w polskim systemie przerwanie łańcucha chłodniczego nie jest problemem dla Ministerstwa Zdrowia i Sanepidu? Nieincydentalnym jest też szczepienie produktem po terminie - gdyż jest to prostsze niż utylizacja zgodnie z procedurami. Wiesz, że w Polsce, szczepi się noworodki nie mając żadnych szans nawet oszacować czy nie istnieją jakieś przeciwwskazania związane z ich systemem immunologicznym - procedura nie do pomyślenia w cywilizowanym kraju. Szczepienie, jak każda interwencja medyczna jest obarczona ryzykiem i wolny człowiek powinien mieć prawo do samodzielnej decyzji, jak przy każdej innej interwencji medycznej. Co innego z bydłem. Bydła nie trzeba pytać. Przynajmniej teraz wiesz, kim dla polskiej "Służby Zdrowia" jesteś ;)
Szkoda, że ze względu na sacrum otaczające szczepienia, tak ciężko jest piętnować wiele patologi z nimi związanych.
@majer z racji tego że ten komentarz został napisany przez Ciebie, to nie jestem do końca pewna, czy mówisz to ironicznie i przesmiewczo, czy też nie.
Jednak biorąc pod uwagę ta druga opcje - muszę Ci przyznać rację
Mnie najbardziej jako studenta medycyny boli to, że szczepionki niczym pewna religia pokoju i niektóre orientacje seksualne są niekrytykowalne, to znaczy koniec tematu nie ma dyskusji! A to jest sprzeczne z nauką jaką taką. Wszyscy znamy talidomid. Cudowny lek dla kobiet w ciąży polecany w latach 60 okazał się równie zabójczy co cyklon B, tylko że talidomid sprzedawano bez recepty i zalecano na bóle w czasie ciąży, co skończyło się dziesiątkami tysięcy poronień, deformacji płodów itp. Albo niesamowity materiał budowlany na dachy azbest, o którym wszyscy naukowcy wiedzieli, że jest szkodliwy, ale zajęci liczeniem łapówek przez kilka dekad zapomnieli poinformować ludzi... Albo "ekologiczny" nawóz DDT, tak szkodliwy jak jedzenie uranu łyżeczką, który odkłada się w podłożu i gromadzi w wyższych poziomach troficznych ( znaczy to tyle, że im wyżej gatunek w łańcuchu troficznym tym bardziej jego organizm jest narażony, a my jesteśmy na
samym szczycie...)
Nie ufam koncernom medialnym, elektronicznym, spożywczym ( pyszne produkty z trującym olejem palmowym na Polski rynek, zamiast normalnych olei jak na zachodzie, nie dawno obyła afera z chipsami na D...) więc czemu mam ufać farmaceutycznym? Skoro nawet chipsy i proszek mamy gorsze to dlaczego mieliby się ograniczać w innych sprawach....
Czy jestem za szczepieniami? Tak jestem, bo to genialny wynalazek, ale genialny w formie Pasteura, coś co pochodzi z czasów Semmelweisa i Listera,( oni dwaj nie zajmowali się szczepieniami, ale mam nadzieję, że pojmiecie skrót myślowy) pionierów medycyny, którzy robili coś dla dobra ludzi.. A nie w dobie obecnej indokrynacji, szemranych biznesów itp. Tak samo jak edukacja, polityka i inne dziedziny są dzisiaj wypaczone. Nic co publiczne nie będzie nigdy dobre, to nie znaczy, że np. przez polską edukację jestem przeciwny nauce, tak samo przez koncerny i nieudolną służbę zdrowia nie jestem przeciwny szczepionkom. Ale trzeba pilnować wszystkich nawet naukowców, a zwłaszcza ich.
Są niekrytykowalne, bo dla antyszczepów każda wątpliwość to woda na młyn. Są badania wykluczające związek szczepień z autyzmem i badania potwierdzające ich skuteczność, a jeśli pójdziemy dalej i zaczniemy wątpić w badania prowadzone przez szpitale, to równie dobrze możemy wyrzucić do śmieci połowę ebm, bo idąc tą logiką każde badanie może być przekupione i zmanipulowane.
@Dark - nie sądziłem że to napiszę, ale sam bym tego lepiej nie ujął. Szkoda, że szczepienia nie są dobrowolne, dostępnie jedynie na wolnym rynku, w formie refundowanej recepty, gdzie poszczególni producenci musieliby konkurować jakością produktu o indywidualnego klienta. Miałoby to zbawienny skutek na ich jakość i bezpieczeństwo.
@majer No chyba żartujesz, majer. Ludzie w ogóle nie dbają o profilaktykę. Żywią się byle czym, nie ćwiczą, jak ćwiczą to niepoprawną techniką robiąc sobie krzywdę. Do lekarza chodzą jak muszą albo i wcale (fakt, że nasz NFZ nie zachęca do korzystania ze służby zdrowia i sam napędza to koło leczenia przypadków w ciężkim stadium zamiast zapobiegać). Dla mnie obowiązek szczepień to większe poczucie bezpieczeństwa. Ja w tym kraju się leczyć nie chcę, jeśli nie jest to konieczne.
duzy plus dla pana meza za policje, niech zbiera swiadkow i ucieka od tego babska
jesli rozpruje sie w sadzie z tematem szczepionek, to on ma nawet pewne szanse na dzieci
Ech. 20 minut czytania antyszczepionkowych głupot w internecie vs 200 lat rozwoju medycyny.... To przerażające, że tylu ludzi nie potrafi wybrać mądrze.