#nkKue
Rzadko mieliśmy warunki do mycia, o porządnym prysznicu nie było mowy.
Raz gdy moja grupa miała nocleg w szkole musiałam koniecznie umyć włosy, jednak mogłam skorzystać tylko z miski z wodą i obmyć się. Jedyne miejsce gdzie mogłam znaleźć trochę prywatności były toalety. Była długa kolejka i każdy się denerwował czekaniem. Dlatego gdy już spieniłam szampon na głowie, zamiast wymieniać w kółko wodę w misce, wychodzić, wchodzić do kabiny postanowiłam... opłukać włosy w muszli klozetowej. Włożyłam głowę do kibla i parę razy nacisnęłam spłuczkę.
Nie wytrwałam do końca pielgrzymki i nigdy nie byłam w tamtym mieście. Z jakiegoś powodu źle mi się kojarzy.
Tak, jakby nie można było miejsc strategicznych szybko umyć w klopku, a głowy - już w ogólnej umywalce, publicznie, bez narażania ludzi na czekanie...
Może nie było bieżącej wody w umywalce bądź był jakiś inny problem. W każdym razie to naprawdę musiała być ostateczność.
@Niezywa skądś tą wodę musiała nalewać. Prosciej byłoby łeb pod ten kran wsadzić, zamiast lać o miski - i tyle
O w mordę jeża
Ja robiłam tak, ze pytalam kogoś, czy mogę skorzystać z kranu na jego podwórku, po uzyskaniu zgody beztrosko mylam sobie włosy. Mycie wlosow bylo jeszcze do ogarnięcia, za to nie zawsze dalo się codziennie umyc całe ciało.
To jest jedna z rzeczy, której nie chciałabym doświadczyć...
Stacje mają prysznice