#nflFI

Historia sprzed kilku dobrych lat mi się przypomniała.

Znalazłem coś smartfonowatowego na parkingu przed dużą fabryką. Technologia wtedy nowa, więc pewnie i droga, więc przeszperałem książkę telefoniczną – jest jakaś Jadzia czy inna Halina. Pewnie żona, więc dzwonię (z tegoż telefonu)... Bingo!
W myślach już jestem superbohaterem Taki prawy, taki uczciwy, ach! Może jeszcze na browara skapnie ze znaleźnego... Odbiera kobitka, przedstawiam sytuację i... babsztyl zaczyna wrzeszczeć na mnie: „Jestem teraz w pracy w sklepie iks przy ulicy tej a tej,  MASZ NATYCHMIAST przywieźć mi ten telefon!” (tak, na „ty” jechała, a ja szczeniakiem to już dawno nie jestem). Rozłączyłem się, naskrobałem SMS-a: „Nie będziemy rozmawiać w ten sposób, proszę przemyśleć sytuację”. Wyciszyłem badziewie, zostawiłem w schowku w aucie i poczłapałem do domu.
Następnego dnia badam ustrojstwo. Po kilkanaście nieodebranych połączeń i SMS-ów.
Od tego, że to prezent od córki dla ojca i telefon ma wartość sentymentalną (taaa, bo nie materialną przecież) do tego, że jestem bandytą, złodziejem, kieszonkowcem. Ochrona rzeczonej fabryki ma mnie na kamerach, że policja już namierza aparat, że ona ma rodzinę w owej policji! I że mam „anonimowo” zostawić go na portierni firmy, gdzie go znalazłem... Taaa, anonimowo, gdyby nie to, że ja tam też pracowałem, nie? Szczyt, kuffa...
Pojechałem do pracy. Znalezisko w kieszeń i człapię na portiernię. Swoim zwyczajem, przed drzwiami przystanąłem na ostatniego fajka przed robotą. Obejrzałem jeszcze raz zabawkę... naprawdę wyglądała na drogą. Jednym zamaszystym ruchem rozpieprzyłem ją o bruk przed samymi drzwiami. Niestety miny „właściciela” nie było mi dane zobaczyć, za to on na pewno widział swój telefonik...

PS Gdyby pani zachowała się tak jak powinna, czyli powiedziała: „O! Dziękuję, że pan zadzwonił, kiedy i gdzie mogę odebrać zgubę?”, to sprawa by się tam skończyła. Pewnie bym jeszcze odżałował ten czas i benzynę i jej go podrzucił.
nevada36 Odpowiedz

I bardzo dobrze.

Econiks

Co w tym niby dobrego?
Właściciele buraki ale autor nie lepszy. Niszczenie mienia, w odpowiedzi na chamstwo nie jest dobre. Świadczy źle o autorze.

PoraNaPiwo

Econics, też nie popieram niszczenia mienia, ale po takim potraktowaniu, to co autor miał innego zrobić? Bo przy takich akcjach żony właściciela tego telefonu, to ja bym się bała zwrócić, że oskarżą mnie o kradzież, albo będą inne cyrki. Mógł ewentualnie zostawić ten telefon pod jakimś komisariatem z karteczką, że zwrócić do tej pani do sklepu.

jakosbedzie

@Econiks
Może i źle świadczy, ale niektórzy się nie nauczą inaczej.

Iguannna

Econiks gdyby wszyscy zaczęli głaskać po głowie ludzi którzy tak się zachowują to buraki jak ta baba po prostu dostałyby społeczne przyzwolenie na tego typu zachowania. Czas najwyższy zacząć traktować ludzi tak jak oni traktują nas.

Econiks

Chyba po coś wymyślono prawo, by nie dochodziło do samosądów. Dziś rozbicie telefonu za chamstwo, jutro zabójstwo za pobicie.
Mógł od razu na policję zanieść.

Awtroil

Jeżeli ktoś jest chamem i żadne kulturalne argumenty do takiego nie przemawiają, to trzeba być wobec takiego chamskim.
Gdyby każdy zachowywał się wobec kogoś tak, jak ta osoba zachowuje się względem nich, to wielu ludzi bardzo by się zdziwiło.

jakosbedzie

@ Econiks
"Dziś rozbicie telefonu za chamstwo, jutro zabójstwo za pobicie." to równia pochyła (slippery slope fallacy). Dzisiaj dajesz dziecku kabelki do zabawy, a jutro pozwolisz bawić się głównym kablem od elektrowni atomowej.

No chyba nie. W prawie nie ma kary za chamstwo, a może powinna tak być.

nevada36

@Econiks
Bardzo dobrze, bo chamstwo trzeba zwalczać tą samą bronią. Może babka czegoś się nauczy.

Xanx

Nie. Po to mamy własny mózg by umieć reagować inaczej.

hugendubel Odpowiedz

Branie cudzego telefonu zawsze niesie ze sobą jakieś ryzyko , zwłaszcza jeśli się okaże że zaginął także właściciel. Chyba jedyny bezpieczny sposób to nie dotykać tylko zadzwonić na policję i poprosić o instrukcję co robić.

Bolendorf Odpowiedz

Jest to opowiadanie z cyklu - co bym zrobił gdyby... ,bo oczywiście nic takiego nie miało miejsca. Mogłeś oddać telefon właścicielce , zanieść na policję , ostatecznie , jeśli się wściekłes , od razu rozwalić o ziemię. Ale jeśli wiedząc kto jest właścicielem przetrzymales go jeden dzień to w razie namierzenia to ty byłbyś uznany za złodzieja. Na pewno nikt by tak nie ryzykował. A nie wiedziałeś czy hopotetyczny mąż naprawdę nie jest policjantem.

Dodaj anonimowe wyznanie