Mając 5 lat - prawie utopiłem się na basenie. Mając 6 lat - zgubiłem się na wycieczce szkolnej. Szukała mnie policja i wszyscy uczestnicy wycieczki. Mając 9 lat - złamałem rękę i nogę na nartach.Tydzień w szpitalu. Mając lat 13 - potrącił mnie samochód. Wstrząs mózgu i lekkie potłuczenia. W wieku 17 lat - schodząc z krawężnika (tak, z krawężnika!) upadłem i rozbiłem całą głowę tracąc przytomność.
A teraz mam 21 lat i uwaga... jeszcze żyję!
Dodaj anonimowe wyznanie
Hmm no ja od kilku lat przeżywam przynajmniej jedno poważne zagrożenie życia na rok (najgorszy jak dotąd był chyba szok anafilaktyczny, choć ciężko bardzo wybrać najgorsze) i nie uważam za nic dziwnego tego, że jeszcze żyję. Po prostu pęd ku przeżyciu, nawet bez żadnych karetek, ratowania, układania w pozycji bezpiecznej czy innych pierdoletów (bo nie ratował mnie raczej nigdy z tych sytuacji nikt, poza jedną gdzie faktycznie oddech mi zupełnie ustał) jest w nas piękny.
Ten wypadek w wieku lat 17 brzmi zabawnie.
Ja się zgubiłam na wycieczce w Biskupinie jak miałam jakieś 3 lata, moi rodzice biegali po muzeum z ochroną, a ja się znalazłam po jakiejś godzinie przy aucie, gdzie poszłam dochodząc do wniosku, że prędzej czy później i oni muszą iść do auta :D Ale prawdziwego stracha to narobiłam jak się kilka lat później zgubiłam na wycieczce w Bośni i Hercegowinie.