Mam 35 lat, zaraz po maturze wyjechałem za granicę do pracy w stoczni. Miałem wtedy narzeczoną, niestety po 8 latach razem w Niemczech mnie zostawiła dla bogatszego gościa, wtedy postanowiłem, że zmieniam środowisko i kraj. Pojechałem do Szwecji, też nieźle zarabiałem, ale miałem tylko weekendy dla siebie. Poznałem dziewczynę, było nam całkiem dobrze, ona ma troje dzieci, ale mi to nie przeszkadzało. Musiałem pojechać do Polski parę spraw załatwić, bo kupowałem wtedy mieszkanie nad morzem, i się okazało, że mnie zdradzała przez te trzy tygodnie, jak mnie nie było. No nic, odpuściłem. Pomyślałem, że znajdę sobie dziewczynę w Polsce, ale nie chcę tu pracować, to znalazłem rozwiązanie – zrobiłem sobie potrzebne kursy i zostałem marynarzem, pracuję na barce w systemie 4 na 4 tygodnie (płacą mi i na statku, i jak siedzę w domu) wszystko po to, aby mieć więcej czasu, żeby kogoś poznać. I tu jest problem – poznaję kogoś; wszystko jest super, jest dobry Vibe, spacery itp., ale jak się dowiadują, gdzie pracuję, to wszystko się psuje i ghostowanie potem; to samo na portalach typu badoo (chyba używałem już wszystkich) – jak się dowiadują, jak pracuję, to albo usuwają parę, albo blokują. Kurde, jestem pół roku w domu i mi za to płacą, to chyba lepiej niż robić w korpo i się zarzynać? Mam świetną pracę, dobrze płacą, głupi też nie jestem, znam pięć języków obcych, dobrze gotuję, sprzątam, sam wszystko robię w domu. Może problem w tym, że jestem miłym gościem, pomocnym? Nie jestem typem bad boya. Już nie wiem, jak i gdzie szukać, na ulicy czasami też próbowałem zagadywać, nie jestem nieśmiały – wszystko się kończy, jak się dowiadują o mojej pracy. Nie mam pojęcia czemu.
Dodaj anonimowe wyznanie
"jestem pół roku w domu i mi za to płacą" - a drugie pół roku na barce, nie każdy chce partnera na pół etatu.
To jest w sumie najgorszy tryb pracy - pomyśl. Pół roku Cię nie ma, nie ma za bardzo kontaktu, nie ma możliwości przeżywania chwil razem. Partnerka żyje sama w zasadzie. Potem przyjeżdżasz i trzeba przeorganizować życie bo teraz non stop jesteś. Ona pracuje i ma zwykłe obowiązki a Ty nagle jesteś non stop. Ma rzucić wszystko bo nagle jesteś.
A potem wyjeżdżasz. Jeszcze większa tęsknota, nagle Cię nie ma w ogóle. Znowu trzeba przeorganizować życie.
No koszmar logistyczno uczuciowy. Nigdy w życiu bym się nie zdecydowała na rozwijanie takiej relacji.
Przecież autor pracuje w systemie 4 tygodnie na 4 tygodnie.
Faktycznie, nie doczytałam.
Ale to tylko troszkę mniejszy problem.
Chodzi o to, że większość ludzi ma mniej więcej stałe godziny i dni pracy. Pracujesz, masz obowiązki każdego dnia, jakąś rutynę. A jak raz ktoś jest a raz nie to jest to ciężkie do rozwinięcia. Zwlaszcza w dłuższej perspektywie. Randki to jeszcze jakoś ale zaplanuj tak życie - ślub, dzieci (bo jednak większość ludzi do tego dąży).
Bo bardzo trudno jest być w związku z kimś, kto miesiąc jest, a miesiąc go nie ma. Zwłaszcza trudno założyć rodzinę i wychowywać dzieci. Ja wiem jak jak jest mi ciężko, kiedy mąż wyjeżdża w delegację, a one trwają po kilka dni, nie 4 tygodnie pod rząd.
Istnieją jednak kobiety, które się w takim układzie odnajdą. Znam nawet takie małżeństwa. Szukaj wśród kobiet, które mają nienormowany czas pracy. Może wśród artystek? Musisz trafić. Powodzenia.
Opisz swój tryb pracy od razu w opisie na apce randkowej - to przestaniesz marnować czas na te, którym to nie pasuje i może łatwiej będzie kogoś znaleźć
Mieszkam w Szwecji od 2016. Też przeszłam przez związki z osobami z Polski i nigdy to sie nie udawało bo ja siebie w polsce nie widzę. Tu gdzie mieszkam nie ma polakow w moim wieku. Skoro umiesz języki, czemu nie znajdziesz sobie kogoś z innego kraju? Z moim obecnym partnerem poznaliśmy sie przez znajomych. Jest litwinem. Nie przeszkadza mi to ani trochę, a w końcu czuje ze moge sobie ułożyć życie tak jak chce, tam gdzie chce, a nie jak desperat szukać wyjścia z sytuacji zeby tylko akurat mieć polke. Znajdź sobie kogoś kto pracuje tak jak ty, może jakas tirowka bo wątpię ze ktoś z pracą 8/5 bedzie siedział 4 weekendy samotnie zeby czekać na swojego partnera. Jesteś tez w takim wieku ze większość kobiet 25-35 myśli o dzieciach, a takich sobie nie zrobią jak ojciec ma być nieobecny. Z takich sytuacji sa wyjścia, ale trzeba sie mocno zastanowić czy robisz to co chcesz robić czy robisz to bo desperacko szukasz partnerki.
takie uroki pracy. Przerzuć się na rzeczne, albo oceaniczne, tam romanse, aż kwitną.
Też mam 35 lat. Ciężko znaleźć kogoś sensownego, zwłaszcza gdy chce się mieć dzieci... Miałam aplikacje randkowe, ale tam trudno znaleźć kogoś sensownego, kto wie co chce od życia, więc je odinstalowałam. Problemem nie jest Twoja praca. Po prostu w większości ludzie na apkach randkowych nie chcą wchodzić w związki na poważnie, wolą mieć z kim się spotkać by gdzieś wspólnie wyjść czy spędzić czas w łóżku. Teraz nawet większość boi się użyć słowa randka, bo ich przerasta odpowiedzialność, wolą chodzić na spotkania... Ludzie szukają atencji a nie zobowiązania. Chcą brać wszystko, a od siebie mało co dać. Twoja praca to po prostu wymówka dla tych kobiet, bo wiedzą, że nie będziesz robił za ich dostarczyciela rozrywki 24/7...
🙄uch uch uch
Każdy mój były miał pracę biurową, gdzie po 8 godzinach wracał do domu, a w podczas pracy zawsze miał możliwość napisać. Z drugiej strony codziennie miałam czas dla siebie, kiedy oni wychodzili do pracy (ja mam nienormowane godziny). Nie wytrzymałabym bym z nimi w domu przez pół roku. Twoje zarobki prawdopodobnie są wysokie, ale liczy się też czas, który jesteś w stanie poświęcić partnerce