#n0F4k
Jestem dzieckiem alkoholika. Teraz już niepijącego od dłuższego czasu, ale alkoholika. W okolicy jest znany z tego, że kiedyś cały czas chodził napierdolony jak Messerschmitt, a potem wyszedł na prostą.
Bajka tutaj się kończy, bo konsekwencję tego odczuwam praktycznie przy każdej styczności z alkoholem.
Bolesne jest postrzeganie mnie przez pryzmat mojego rodzica.
Zakaz picia na imprezach rodzinnych zrozumiem. W końcu często pojawiam się na nich wraz z rodzicami, więc nie będę pokazywać się ze strony, z którą oni cały czas walczą.
Gorzej tylko, że każda jedna okazja do wypicia alkoholu musi być równoznaczna z wytykaniem mi palcami tego, co miało miejsce w mojej rodzinie.
Co z tego, że piję dosłownie 3 piwa na miesiąc i to jeszcze nie zawsze?
Póki robię to samotnie i nikt tego nie widzi, to jest dobrze. Z tym że przez traktowanie mnie przez otoczenie absolutnie mam dość wchodzenia z kimkolwiek w bliższe relacje.
Pierwszy z brzegu przykład to regularne kłótnie z lepszą połówką o to, że w ogóle myślę o zakupie napoju procentowego.
Wszystkie osoby, z którymi kiedykolwiek zdarzyło mi się pić, po usłyszeniu o sytuacji mojej rodziny momentalnie odsuwały ode mnie jakiekolwiek trunki. W niektórych przypadkach doszło wręcz do kategorycznego odmawiania picia i zamiany tego na soczek tylko dlatego, że w najbliższej rodzinie mam kogoś ze ZDIAGNOZOWANĄ chorobą alkoholową.
Pozorne chęci odciągnięcia mnie od nałogu mają wręcz odwrotny efekt. Mając możliwość picia bez docinek od kogokolwiek, często kończę w stanie odległym od przyzwoitego.
I tak się powoli żyje z niezmywalnym, ale jak bolesnym znamieniem.
A gdyby im tak głośno powiedzieć, że niezupełnie rozumiesz ich troski? Uświadomić, że w sumie to co innego gdybyś uchlewal się w sztok, bądź tracił kontakt z bazą. Szczerość w każdej relacji jest ważna, zwłaszcza w związku. Przecież nie ma pewności, że Ciebie rowniez choroba zostanie zdiagnozowana. I każdemu z osobna podziekuj za troskę.
A ile byś pił, gdyby nikt ci tego nie ograniczał? Nie trzeba się nawalać by być alkoholikiem. O alkoholizmie świadczy częstotliwośc i regularność picia alkoholu - ilość nie ma większego znaczenia. Osoba, która sobie "walnie jedno piwko po pracy", czy też kieliszek wina na wieczór, jest tak samo alkoholikiem jak ktoś kto co piątek się nawali do nieprzytomności.
Skłonności do uzależnien bywają dziedziczne, a na początku nikt nie mysli, ze właśnie ładuje się w nałóg. No bo "co złego jest w piwku na wieczór?". Z jednego robią się dwa, pięć, a potem już z górki.
Moi rodzice codziennie piją wieczorem drinka lub piwo. Ja też, tak samo jak mój chłopak.
Według tej logiki, moi rodzice są alkoholikami od kiedy tylko pamiętam. Również ja i mój chłopak jesteśmy alkoholikami. Nie twierdzę, że ta logika jest błędna, widocznie faktycznie jesteśmy. Z tym, że ja nigdy w życiu nie widziałam rodziców pijanych, w moim domu nigdy nie było agresji ani awantur, żadne z nich nigdy nie podniosło na mnie ręki, a krzyczeli może z kilka razy, ale zawsze z poważnych powodów. W moim domu rodzinnym zawsze była miłość i zrozumienie.
Tak samo jest zresztą w moim obecnym domu, z moim facetem. Dobraliśmy się tak super, że przez ostatnie 3 lata, mogę policzyć na palcach jednej ręki, ile razy się kłóciliśmy. Coś więcej poza drinkiem pijemy może z raz w miesiącu, na jakiejś imprezie.
Trochę szkoda, że ten nasz rodzinny "alkoholizm", nikomu nieszkodzący, miałby być stawiany na równi z alkoholikami, którzy upijają się, stają się agresywni, czy popadają w poważne problemy.
@aceofspades Alkoholizm zaczyna się w momencie, kiedy nie panujesz nad piciem alkoholu. Mam na myśli to, że nawet jeśli są to śladowe ilości, ale no wieczorem po prostu musisz wypić lampkę wina, piwo cokolwiek zawierające alkohol, bo inaczej wieczór stracony, to już coś jest na rzeczy. Niestety brak agresji czy awantur jest w tym przypadku słabym wyznacznikiem nałogu, choć w jakimś stopniu też można to tak odbierać.
Cóż, miałam niedawno dwutygodniową przerwę, bo byłam w szpitalu i kompletnie nie czułam potrzeby picia. Po powrocie do domu, wróciłam do swojego nawyku i znowu piję codziennie. Jedni lubią się napić wieczorem herbaty, a ja lubię wypić piwo.
Mój ojciec jest alkoholikiem, a ja nie mam z tym żadnego problemu. Nie widzę powodu dla którego autor miałby sobie całkowicie odmawiać alkoholu, gdy nic w jego zachowaniu nie zapowiada problemów.
Autor pisze, że zdarza mu się wypić trzy piwa na miesiąc, a i to nie zawsze. Nie uważam, by była to ogromna ilość lub ogromna częstotliwość picia. Każdy z nas ma prawo czasem wypić piwo, wino czy nawet trochę wódki przy okazji. Ja też czasem spotykam się że znajomymi na jakieś piwo, bywają okazje, jak np. czyjeś urodziny, gdzie pijemy wódkę. On też ma prawo czasem coś wypić. Rozumiem, że oj iec alkoholik, że i on może mieć jakieś skłonności czy coś, ale nie musi. Alkohol wypity z umiarem raz na jakiś czas mu nie zaszkodzi. Nie trzeba się nad nim aż tak roztrząsać.
@acwofspades Psycholodzy robia ludziom wodę z mózgu. Ociają ludzi ksiazkowo. Tak wg psychologów i definicji alkoholizmu Twoi rodzice są alkoholikami. Wez strzel w łeb debilnym psychologom.
@aceofspades - w przypadku twoich rodziców to nie uzależnienie, lecz hobby. ;)
aceofspades mam pytanie, nigdy nie zdarzyło się by nagle trzeba było gdzieś wieczorem podjechać? Moim zdaniem to jest o tyle nieodpowiedzialne, że już żadne z was nie będzie mogło czy to nagle zasiąść za kierownicą i zawieźć kogoś do szpitala czy nawet w prozaicznej sytuacji. I alkohol niestety, często spożywany, nawet w małych ilościach ma wpływ na nasze zdrowie, choćby zwiększa ryzyko nowotworów przewodu pokarmowego.
2 tygodnie to jest bardzo krótko. Wiedziałaś, że tyle będzie trwała twoja abstynencja. Pytanie ile byś wytrzymała jakby ci ktoś powiedział, że już nigdy masz nie pić alkoholu bez żadnego powodu. Uzależnienie to coś z czego nie jesteśmy w stanie zrezygnować na stałe. Ja jestem uzależniona od cukru, ale 2 tygodnie bez słodyczy bym bez problemu przetrwala, ale tak całe życie to już słabo
@Liljiankatran A skąd wiesz, że oni w ogóle mają samochód? ;)
Zdecyduj się. Wypijasz „trzy piwka na miesiąc” i częstko kończysz „w stanie odległym od przyzwoitego” ? Które z tych twierdzeń jest prawdziwe. Coś mi się widzi, że Ty już masz problem i lecisz na wyparciu.
Chyba że się pomylił i miało być "w stanie dalekim od nieprzyzwoitego". Zdarzają się takie pomyłki.
Napier***ony jak Messerschmidt co oznacza to pojęcie, to mnie właśnie zaciekawiło, wujek google odpowiedź zna. Odpowiedź: Stan upojenia alkoholowego na skraju wytrzymania. Chodź mój ojciec cały czas jest alkoholikiem, jeszcze nikt mnie nie oceniał patrząc na niego.
*Choć
Nie wiem jakich masz znajomych, ale mnie to nigdy nie spotkało. Moi znajomi i przyjaciele wiedzą, że u mnie w rodzinie był taki przypadek z mamą i nigdy nie spotkało mnie coś takiego, jak opisane w wyznaniu sytuacje. Nawet na spotkaniach rodzinnych czasem napiję się wina czy piwa i nikt nie ma z tym problemu 🤷🏽♀️ Nikt nie zakłada, że powielę problem rodzicielki. To moja sprawa.
Z komentarzy wynika, że każdy kto spożywa alkohol jest alkoholikiem. Nie ważne, czy napijesz się codzień po trochu, czy też upijesz się do nieprzytomnosci co "piątek". Czyli alkoholikami nie są tylko całkowici abstynenci. Absurd.
Ludzie którzy osobiście nie mieli styczności z uzależnieniem rzadko kiedy rozumieją jak działają te mechanizmy. Już X razy natknęłam się na przeróżne, mega głupie sposoby na "zapobieganie" czy "leczenie" uzależnień i naprawdę mam wrażenie że 99% świata jest w tej kwestii jak dzieci we mgle. Co możemy z tym robić? Tłumaczyć. W kółko, i w kółko, i w kółko. Aż może za którymś razem załapią, że ich "pomoc" i troska wyrażana np. przez wspomniane tu traktowanie używek jak tabu albo zabranianie wszystkiego na siłę jest właśnie jednym z częstych powodów, przez które osoby uzależnione/podatne na uzależnienie wpadają w kłopoty. Nikt nie lubi być traktowany jak idiota, prawda? A właśnie tym jest obchodzenie się z dorosłą osobą jak z jajkiem lub bezpodstawne nakładanie ograniczeń.
Powodzenia :) Jeśli czujesz potrzebę, to pilnuj się, ale z pomocą psychologa, a nie "pomocnych" bliskich.
Dziękuję Ci za te wyznanie. Mój partner też jest synem alkoholika. Dodatkowo kiedyś straciłam bliską osobę, do jej śmierci przyczynił się m.in. alkohol. To wszystko złożyło się na to, że podobnie jak Twoja partnerka, "pilnuję" swojego faceta w kwestii alkoholu, zdarzały się o to kłótnie, inicjowane głównie przeze mnie, pomimo że on pije alkohol tylko czasami i nie są to duże ilości.
Twoje wyznanie otworzyło mi oczy, teraz wiem, że wbrew temu, co sądziłam, nie pomagam swojemu partnerowi, lecz go krzywdzę.
Moją postawę determinował strach przed utratą najważniejszej osoby w moim życiu. Kocham mojego partnera i chcę dla niego jak najlepiej. Być może Twoja dziewczyna czuje podobnie. Myślę, że powinieneś z nią szczerze porozmawiać, pokaż jej te wyznanie, może wtedy zrozumie, jak duży popełnia błąd.
Przez dwa lata byłam dziewczyną chłopaka, którego ojciec był niepijącym alkoholikiem. Podczas naszego związku, gdy dowiedziałam się, że jego ojciec powrócił do nałogu, z troski pilnowałam drugiej połówki. Oczywiście przynosiło to odwrotny efekt, bo ojciec zamiast zabraniać i walczyć o lepsze życie dla swojego syna, który de facto jest narażony popadnięciem w nałóg, to jeszcze mu chętnie kasę dawał na alkohol z kumplami. Związek zakończyłam po kolejnej takiej libacji, gdzie mi wykrzyczał, że woli chlać z kolegami niż mnie widywać.
Autorze, nie jesteś w złej sytuacji, rodzina i druga połówka próbują Ci pomóc. Z jednego piwka potem może się zrobić dziesięć. Powinieneś to zrozumieć, że chcą jak najlepiej dla Ciebie.
Zmień znajomych. Ja cie rozumiem. Narzyczoną tez zmień skoro nie patrzy na ciebie jak na ciebie a na twoją rodzine. Nie wiem z kim ona sie zwiazała? Z Toba czy z Twoją rodziną?? Skoro jestes inny i to widać to co ona ma do tego. A znajomych zmień bo napisałes ze to, ze zabraniaja ci czegos powoduje ze jeszcze wiecej pijesz. Zrobisz sobie sam krzywde bo słuchasz tych kretynów.