Mam 25 lat, jestem w związku od kilku lat, ale czuję się bardzo nieszczęśliwy, a jestem zbyt głupi lub nie wiem, jak to inaczej wytłumaczyć. Utrzymuję nas sam, ciężko pracuję, żeby sprostać wymaganiom drugiej osoby. Oczekuje ona ode mnie zarobków rzędu 20/30 k miesięcznie i raczej udaje mi się tyle zarabiać. Problem polega w tym, że druga osoba nie ma zamiaru iść do pracy, a 80% tych pieniędzy idzie na nią, ja nic z tego nie mam, a co najgorsze, nawet szacunku czy ugotowanego obiadu, miłego słowa. Czuję się jak bankomat, a druga osoba tego zbyt nie ukrywa. Najgorsze jest to, że nie potrafię z tego wyjść, pojawiają się szantaże, grozi, że odbierze sobie życie, a ja nie chcę mieć tej osoby na sumieniu, z drugiej strony usprawiedliwiam to jej ciężkim dzieciństwem, ale wiem, że nie chcę tak żyć. I tak sobie żyję od kilku lat, mając złudną nadzieję, że coś się zmieni, chociaż już coraz mniej w to wierzę.
Nie wchodźcie w takie związki, nawet na chwilę, unikajcie ich jak ognia, potem strasznie ciężko z tego wyjść, a możecie sobie zmarnować życie i psychikę.
Po prostu chciałem się gdzieś wygadać, a nie mam do kogo.
Dodaj anonimowe wyznanie
jak to nie jest low_Q_bait to nie wiem co to... ale jak chcesz adoptować syna darmozjada, to jestem chętny...
Chłopie ratuj się! Zasługujesz na szczęście i normalny, zdrowy związek i na osobę, która będzie Cię kochać, szanować i wspierać. Każ tej świrusce się wyprowadzić- a jak będzie Cię straszyć samobójstwem to powiedz, że dzwonisz na 112 i zabiorą ją do psychiatryka. Nie daj się jej szantażować, manipulować i sobą pomiatać.. Masz tylko jedno życie, a marnujesz je z nią, ktoś na Ciebie czeka!
Dokładnie to samo chciałam napisać! To dopiero działa jak kubeł zimnej wody.
Ta osoba się nie zmieni - po co miałaby to robić, skoro ma takie wygodne warunki życiowe: sponsor, zapewniony komfort życia, nie musi pracować - również w domu. Jedyne co musi, to czasem Tobą pomanipulować i odstawić dramę z samobójstwem (pewnie nie zbyt męczące zajęcie, szczególnie jak ma się już wprawę). Nawet jeśli próbowałaby się zabić (w co nie wierzę), to nie będzie to Twoja wina - masz prawo odejść w każdym momencie.
To Ty masz przynosić 20-30 tys. zł co miesiąc, a ona co robi? Nawet jej się nie chce ugotować? Na co ona tyle kasy wydaje? Szczerze, to taniej by Ci było wynajmować wyzwolonąą na weekendy a zamiast gotowania, jak nie masz czasu, ogarnąć jakąś zdrową dietę pudełkową chociażby. Wyzwolonaa też nie jest co prawda zdrowa psychicznie, ale weekend spędzisz na bolcowaaniu jej i nie będzie miała czasu truć ci o swoich problemach.
Ona to mu może najwyżej sprzedać zafajdane gacie 8)
śmiechłam xD
Jak ktoś grozi samobójstwem to od razu dzwon po karetkę. Oni mają procedury na to.
"Oczekuje ona ode mnie zarobków rzędu 20/30 k miesięcznie i raczej udaje mi się tyle zarabiać."
Sugeruję, żeby przez parę miesięcy nie udawało ci się tyle zarabiać, i obserwuj reakcję tej drugiej osoby. Jeżeli po wymuszonej rezygnacji z droższych rzeczy i usług nie stwierdzi "to może ja lepiej znajdę jakąś pracę", to WIEJ!
"pojawiają się szantaże, grozi, że odbierze sobie życie, a ja nie chcę mieć tej osoby na sumieniu"
Jeszcze trochę i to ona będzie miała ciebie na sumieniu (o ile takowe posiada).
Nie jesteś odpowiedzialny za innego dorosłego człowieka - więc „zrobienie sobie krzywdy” w ramach szantażu Twojej osoby to jej wybór, nie Twoja odpowiedzialność to po pierwsze. Idź do psychologa, bo tkwisz w niezdrowej relacji i pogłębiasz to zamiast działać - to nie jest dobre. Jeśli to nie bait, życzę ułożenia sobie życia z kimś kto będzie sprawiał, że jesteś szczęśliwy.
Nie odbierze sobie życia, blefuje. A nawet jakby to zrobiła, to nie byłaby Twoja wina. Zwijaj się stamtąd
Wyjdz. Z tego zwiazku. Prawdopodobnie sie nie zabije. A nawet jesli to nie twoja wina, nie jestes niczyim niewolnikiem.
Daj sobie spokój. Ewidentnie ten związek nie daje ci szczęścia, nie kochacie się. Weź poszukaj sobie miłej i ambitnej dziewczyny, która zarabia podobnie do Ciebie i nie jest roszczeniowa. Młody jesteś, szkoda twojego życia na takie gówno. A szantażuje cię tak, bo widzi, że to działa. Nie trać życia na to, wyślij ją na wakacje, w tym czasie się wyprowadź. Pogadajcie gdzieś wśród ludzi. Ewentualnie poinformuj rodzinę czy przyjaciółkę, żeby miała na nią oko, jak się boisz. I już nie wchodź potem więcej z nią w dyskusje, czy długie SMS-y.
też mi to przyszło do głowy, żeby wysłał ją na wakacje (najlepiej na 2 tyg. za granice), i albo sam się wyprowadził i wypowiedział umowę, a jej rzeczy zostawił w jakimś magazynie, albo wyprowadził ją do rodziców, zmienił zamki jeżeli to jego mieszkanie.