#Nu9GM
Moi rodzice wiecznie próbują robić ze mnie swój bufor w małżeńskich konfliktach. Teraz mówię już wprost, żeby załatwiali to między sobą, ale ciągła walka, by nie dać się znów wepchnąć między młot a kowadło, też męczy. Tak samo ciągle jestem wpychana w rolę opiekunki wszystkich innych. Najbardziej mam opiekować się straszą siostrą. Wyręczać ją we wszystkim, czego jej się nie chce robić. Nie robię tego już, odkąd mieszkam osobno, ale naciski wciąż są.
Najgorzej działa na mnie konflikt mojego męża z siostrą. Oboje mają ciężki charakter i wiecznie doszukują się w wypowiedzi tego drugiego powodu do konfliktu. A potem przychodzą do mnie i mówią, żebym to załatwiła, bo to drugie zrobiło coś nie tak. A ja się tym zajmuję, bo znam oboje i nie chcę, żeby doszło do otwartej wojny.
No i sam mój mąż. Wierzcie mi, że ma ogrom zalet, ale ma też ciężki charakter. Ciągle popada w konflikty ze wszystkimi wokoło i oczekuje, że to ja wszystko załatwię. Nie podoba mu się, że ktoś zaparkował źle – próbuje mnie zmusić, bym to ja dzwoniła po straż miejską. Kłóci się z rodzicami – ja powinnam do nich zadzwonić i załatwić sprawę. Sąsiad zastawia drogę pożarową – ja mam dzwonić. Dzwonię, załatwiam, ale mam wciąż dzwonić, bo wciąż jest jakiś pojedynczy kwiatek. Wścieka się na mnie, że go nie wspieram, gdy odmawiam załatwiania jego konfliktów ze wszystkimi wokoło. Jest pokłócony z prawie wszystkim sąsiadami, w pracy też ma konflikt z 3/4 zespołu. Nazywa mnie niedobrą, bo opiekuję się, poradzę, jak potrzebuje, ale nie chronię go przed konsekwencjami jego wyborów.
Jestem zmęczona wymaganiami wobec mnie.
Ale dlaczego masz załatwiać za dorosłych ludzi? Twój mąż jest Twoim dzieckiem, że masz go chronić. Zastanów się czemu w ogóle go wybrałaś na partnera. Bo tak szczerze mówiąc wygląda jakbyś powielała z mężem schemat z domu: rodzice Cię używali jako bufora i dokładnie to samo robi Twój mąż chcąc żebyś za niego załatwiała sprawy.
Mąż często myli, mam wrażenie, wsparcie z załatwianiem jego spraw. Narzeka, że go nie wspieram, gdy nie chcę załatwiać jego konfliktów.
A jeśli chodzi o załatwianie za innych ludzi, to moja rodzina obfituje w despotów, marudy, krytykantów. A pośród tego jestem ja. Jedyna, która ma spokojny charakter. I wydaje mi się, że dużo łatwiej jest zrzucić ciężar emocjonalny na spokojną osobę, bo ona nie będzie się wściekłe rzucać, niż zająć się swoimi emocjami i potrzebami samemu.
Czytając o Twoim mężu zastanawiam się jakież to on musi mieć zalety żeby rekompensować Ci takie akcje... Poćwicz asertywność i następnym razem stanowczo odmów bycia jego rzecznikiem, adwokatem, mediatorem i call center. Jak lubi mieć konflikty, to niech ma, ale Ciebie niech nie wciąga.
Często mu odmawiam o często go to złości.
A zalet ma rzeczywiście dużo - jest człowiekiem skłonnym do pracy nad sobą, uczciwym, inteligentnym, o dom dba razem ze mną, a nie mi "pomaga". Ogarnia mnóstwo spraw, których ja nie umiem. Zadba o mnie gdy źle się czuję, lub mam doła. Długo by wymieniać. Ogólnie nie jest złym człowiekiem, tylko cholernie impulsywnym i niecierpliwym.
Jako inteligentny człowiek powinien wiedzieć, że lepiej załatwia się sprawy rozmową a nie darciem japy, skarżeniem i obrażaniem się. Jak wie kto źle zaparkował, to się idzie do tego kogoś i się mówi, że zaparkowane źle. Że będzie przechodził jakiś buc i zadzwoni na pały, i żeby skorygował. Pokłócony ze wszystkimi - to człowiek, który nie umie się zachować w towarzystwie. Skłonny do pracy nad sobą - ogarnianie spraw finansowych i zarabianie kasy to dobra cecha. Ale mógłby też popracować nad zarządzaniem stresem, bo jak na razie jest zakałą tak w pracy, jak i w sąsiedztwie zamieszkania.
Ja nie jestem jakiś bardzo fajny, ale ten twój mąż to ciul z samego opisu.
Piszesz, że mąż jest skłonny również do pracy nad sobą. A co zrobił, żeby zmienić swoje zachowanie? Jakie podjął kroki? Trzeba się trochę napracować, żeby pokłócić się z większością sąsiadów. Starcza mu jeszcze siły i czasu na cokolwiek innego? Bierze pod uwagę to, że jego zachowanie ma wpływ na twoje relacje z innymi ludźmi?
Będziesz zapamiętana jako "żona tego poyeba".
napisałaś że mąż jest skłonny pracy nad sobą, ale w jaki sposób? bo jeżeli byłyby skłonny to by to robił i nie reagował na Twoje odmowy w ten sposób, osoba inteligentna i skłonna do pracy nad sobą nie potrzebuje drugiej osoby żeby dostrzec co ma do poprawy w swoim zachowaniu, albo żeby stawać sie lepszą wersją siebie.
Może jest inteligentny, ale raczej umie w manipulacje skoro zrzuca takie rzeczy na Ciebie i jeszcze ma pretensje, że go nie wspierasz. Mów mu następnym razem, że Ty masz to w dupie i Tobie to nie przeszkadza, jeżeli jemu tak to przeszkadza to niech sam dzwoni przecież jest dorosły.
Dwa pierwsze akapity to myślałam, że pisze to nastolatka, dopiero informacja o mężu mnie zaskoczyła. Weź popracuj nad asertywnością, bo aż się nie chce wierzyć jak tobą grają. Co znaczy że masz się opiekować starszą siostrą, jest niepełnosprawna? Jeśli nie, to możesz jej w czymś pomóc, o ile poprosi cię o to odpowiednio wcześnie i będziesz miała możliwość jej pomóc. A zachowanie męża mnie wewnętrznie skręciło. Przestań za niego dzwonić i załatwiać sprawy, niech sam bierze na siebie odpowiedzialność za swoje wybuchy złości na innych i niech sam będzie sprawczy. Jak chce wsparcia, to stój obok niego i najwyżej powiedź "aleś mu nagadał, aż mu w pięty poszło". Przecież jego zachowanie jest niczym z podstawówki "ja pukam, ty mówisz". Na marginesie, jak sam zacznie załatwiać to może mu to uświadomi ile ma konfliktów ze wszystkimi. A ty się zastanów, bo im dalej z wiekiem tym będzie z takimi zachowaniami gorzej, i skończysz ze starym dziadem co to łazi po osiedlu i mierzy źdzbła trawy czy nie za długie a potem pisze do urzędu miasta o interwencje. Może czas uciąć te zachowania?
Napisałam, że już nie zajmuję się starszą siostrą odkąd się wyprowadziłam. Wciąż próbują mnie do tego zmusić, ale nieskutecznie. Po prostu meczy mnie ta konieczność ciągłego oporu.
Większości konfliktów męża też nie załatwiam. Tylko z moją siostrą, czasem jego rodziną. Te zewnętrzne sprawy tylko jak uznam, że ma rację.
Szczerze, przestałam rozumieć o co Ci chodzi. Ludzie Ci dają podpowiedzi co dalej, a Ty w komenatrzach zmieniasz treść wyznania. "Męczy mnie konieczność ciągłego oporu". Napisałam Ci, postaw granice raz a porządnie, to piszesz że ich nie trzeba bo siostra w sumie już nie prosi o pomoc, a mąż jest spoko. To czego oczekujesz? Plus w jednym komentrzu napisałaś, że "myli wsparcie z załatwianiem jego spraw", a za chwilę że "ogarnia mnóstwo spraw których ja nie umiem". To może on ma racje i ogarnia dużo i po prostu chce byś go w czymś odciążyła i zrobiła coś za niego?