#mfvCb
Niestety - pstrykanie na pilocie w celu otworzenia drzwi nie przynosiło żadnych efektów. Myślę sobie: "może wyładowała mi się bateria?". No więc wkładam klucz do drzwi. Kręcę w jedną, w drugą stronę. Nic. Obchodzę samochód i próbuję od strony pasażera, dalej nic. W międzyczasie, cały czas naciskając przycisk otwierania, dzwonię do mamy, żeby przywiozła mi zapasowy klucz. Niestety, tata zabrał auto. No więc dzwonię do taty, akurat wrócił z wycieczki. Okej, przywiezie mi za chwilę klucz. Aby umilić sobie czas oczekiwania na tatę, oczywiście cały czas próbując otworzyć drzwi, bo przecież nie takie rzeczy się z tym autem działy, dzwonię do chłopaka i rozmawiamy sobie o różnych sprawach.
I nagle widzę jego. Miłego pana z pieskiem, wiek około 35 lat. Mój wybawiciel kieruje do mnie pytanie: "Przepraszam, czy pani otwiera to auto?", ja pełna nadziei na pomoc odpowiadam: "Tak, ale chyba wyładowała mi się bateria!". Na co on odwraca się, wyciąga palec wskazujący i spokojnym tonem: "Bo tam, dwa samochody dalej takie samo auto cały czas się otwiera i zamyka!" Tak. Próbowałam się komuś włamać do auta. Rodzina do końca tygodnia się ze mnie śmiała, że takiej rudej blondynki, to jeszcze nie znali.
Serio tyle wypocin o tym że nie potrafisz znaleźć swojego auta na parkingu?
Apropos, za czasów słusznie minionych popularnym środkiem transportu był cud NRD-owskiej myśli technicznej, Trabantem zwany. Miał tę właściwość, że co siódmy zamek był taki sam. I zdarzało się, że ktoś, pomyliwszy auto, bez problemu je otwierał i jechał do domu.
Mojemu tacie to się zdarzyło z cinquecento w latach 90'tych. Zorientował się, że coś nie gra jak już cała rodzina się wpakowała do środka, a tam jakieś zawieszki, których u nas w aucie nie było :D
Moja mama kiedyś przez pomyłkę wsiadła i odpaliła nie swojego opla omegę. Był identyczny wizualnie. Pasował kluczyk i pilot od alarmu.
Czwartek, 10 grudnia, pare minut przed 19... czy tylko ja myślałem, że to wyznanie będzie o nadchodzącej wówczas premierze Cyberpunka?