#mKylm
Potem zrobiło się nerwowo. Słyszałam, że jestem głupia, do niczego się nie nadaję. Nie mogłam na niego liczyć. Kiedy coś mi nie wyszło, to słyszałam, że przecież jestem głupia, nikt mnie nie zatrudni i nie ma dla mnie przyszłości. Wybaczałam, bo kochałam.
Potem w nerwach uderzył. Raz. Wybaczyłam. Potem drugi. Wybaczyłam. Na końcu miałam wypierdalać z samochodu, który prowadziłam. Usłyszałam, że to MOJA wina, bo NIE POJECHAŁAM tam gdzie on chciał.
I wiecie co? Nie wybaczyłam. Był moim stalkerem jeszcze dwa lata po rozstaniu. Już nie kocham, a jego stalking nie robi na mnie wrażenia.
I wiecie co? To, że uderzył, nie jest najgorsze.
Najgorsze jest to, że wracam do pustego domu. Samotność jest najgorszym uczuciem na świecie. Boję się powiedzieć o tym, co mnie spotkało, boję się zaufać. Jest mi przykro, że nikt nie może mnie pokochać... Nie zazdroszczę parom, ale czuję się gorsza. Choć mam 27 lat, czuję jakby moje życie się skończyło.
Jedno wiem - nigdy nie wolno akceptować miłości, w której jest przemoc. Zwłaszcza psychiczna. Nic tak nie niszczy życia. O niektóre rzeczy nie warto walczyć, bo i tak się spieprzą.
Rozumiem Cię. Też jestem po trudnym, długoletnim związku. Pierwszy rok po rozstaniu to był koszmar emocjonalny. Wtedy odczułam, jak prawdziwe jest powiedzenie "piekła nie ma, wszystkie diabły są tu". Zmuszałam się do codziennych czynnosci, nie mogłam znieść, że moje zycie, tak poukładane, takie znajome i bezpieczne, sie rozsypało. Jestem drugi rok po rozstaniu, emocje opadły, poznałam innego i cieszę się, ze nic mnie z tamtym czlowiekiem juz nie łączy. Dotarło do mnie, ze jest starym kawalerem z urodzenia, ze ma podły charakter i kocha swoj nowy, singielski status.
Pozdrawiam wszystkie silne dziewczyny!
Tam gdzie jest przemoc, nie ma miłości. Dziwię się, że powiedzenie "wypierdalaj z samochodu" zadziałało mocniej niż uderzenie, ale dobrze, że już z nim nie jesteś. Powodzenia, samotność nie musi trwać do końca życia!
Właśnie nie. Dziwię się czemu ktoś może być gnębiony latami i to w opinii innych jest do przełknięcia. Nie usprawiedliwiam przemocy fizycznej. Po prostu już jedno jesteś głupia i nic nie osiągnięsz, czy wypierdalaj z auta powinno być tak samo alarmujące. Czasem zawoalowana przemoc jest najgorsza.
tak, bo po uderzeniu sa slady a przemoc psychiczna zawsze moznapoddac w watpliwosc- wymyślasz, nie to miałem na myśli, dopowiadasz sobie, nie przesadzaj...
To że można poddać cos pod wątpliwość nie znaczy, że ma być na to pozwolenie. Nie wiem jak można mieć wątpliwość co do "wypierdalaj z auta"
Wydaje mi się, że bazienka zastosowała sarkazm i ktoś był niezdolny do jego załapania. Ale mogę się mylić.
Ja myślę, że każdy ma różne kompleksy, i dlatego różne słowa mogą zadziałać jak zapalnik. Dla każdego indywidualnie.
Tabasco, proponuję się zapoznać z definicją słowa sarkazm.
Myślę, że to po prostu było kroplą w czarze goryczy. Już się sporo nazbierało, ale wybaczała. Bo przecież miłość wybacza, prawda?
A ona go kochała.
Ale zbierało się.
Mogę podejrzewać, że cokolwiek by on zrobił to by pękła. Czy gdyby po raz trzeci uderzył czy gdyby w innej sytuacji ją obraził.
Dla mnie słowa tego typu są gorsze niż uderzenie bo jednak wymagają wymyślenia a nie są pierwotnym odruch em obronnym.
Ja również po 7 latach związku zostałam z niczym(jak to mówi moja rodzina). Wszystko się kręciło wokół mojego faceta, nie potrafiłam powiedzieć nawet co sama lubię. Teraz po ponad pół roku cieszę się przede wszystkim sobą i odkrywaniem nowych rzeczy,które JA chcę robić. To naprawdę dobry czas i nie żałuj niczego. Pozdrawiam.
Ps. Ja wspólnego psa zabrałam ze sobą.
Mi pomogły drobiazgi robione dla samej siebie.Po jakimś czasie lubiłam wracać do pustego domu,zrobić maseczkę,poczytać książkę z kubkiem kakao w ręku. Kiedy przestajesz się czuć samotnie i źle ze sobą to i ludzie się pojawiają obok
Jak zwykle nie ma najważniejszego - co się stało z psem?
Mam nadzieję, że zabrała go ze sobą autorka
Wiesz, co jest gorsze? To samo, ale w małżeństwie, z którego nie możesz odejść. Mnie żona pobiła, połamała na mnie miotłę, rozbiła dwie butelki i misę z jedzeniem. Jak wróciła z dołka to mnie wyrzuciła z domu. Wróciłem dla dzieci, bo rozpaczały. Jestem tu dla nich, tylko dla nich, dwie córeczki, niepełnosprawne. Codziennie słyszę wyzwiska, odgrywanie, awantury o drobnostki, często słyszę, że jestem ciotą, bo nie potrafię zarobić. Słyszę to od kobiety, która od 9 lat nie pracuje, tylko dzięki dzieciom siedzi na socjalu... Odezwij się jakoś, możesz mi się wyżalić.
kurcze, moze moglbys jakos temu zaradzic? na twoim miejscu sprobowalabym zebrac dowody przemocy psychicznej i fizycznej i, o rozwod w sadzie oraz zawalczyć o prawa do dzieci. trzymaj sie
I przy okazji jej eksmisja. Trzymaj się ciepło, wszystkiego dobrego dla Ciebie i dziewczynek
To nie takie proste. Dżona wypiera się na mnie finansowo. Ma prawie 3000 z mopsu, do czynszów i mediów nie dokłada się nic. A na początku oszukała nas firma remontowa i żeby dokończyć mieszkanie musiałem brać kredyty. A jak mi zabrakło na życie to dostałem pozew o alimenty. W tej chwili choruje na kręgosłup, po operacji. W sumie dopiero dostałem pracę po 3 latach chorowania. Jestem w dole finansowym i nie stać mnie na rozwody, przeprowadzki, odchodzenie, itknąłem, muszę wszystko znosić.
Współczuję. Może Ty potrzebujesz się wygadać?
idz na terapie, bo gnoj widze sukcesywnie wybijal ci z glowy poczucie własnej wartości :/
wcale nie ejstes beznadziejna, beznadziejne było pozwealanie na bicie i gnojenie siebie, ale to już za toba
zasługujesz na milosc, na normalnego faceta, który ci nieba przychyli zamiast wyzywac :)
Ja poznałam takiego frajera w pierwszej klasie liceum. Pierwsza miłość, wiadomo o co chodzi.
Szkoły nie skończyłam, a z fobii społecznej której nabawiłam się w tamtym czasie leczę się do dzisiaj. Życie rozpadło mi się w ciągu trzech lat, miałam ambicje, plany, marzenia. Miałam postawione cele, np. że pójdę na odpowiedni kierunek studiów. To wszystko wydarzyło się 3, albo 4 lata temu. Miesiąc temu powiedziałam sobie "teraz albo nigdy", odcięłam się od równie toksycznych rodziców i przyjechałam do Anglii. Dzisiaj jadę na pierwsze zajęcia które mają mnie przygotować do matury. Potem startuję na studia. Mam jakieś plany, ale nadal codziennie muszę szukać ochoty do życia.
Ja także Cię rozumiem. Jakiś czas temu też usłyszałam od osoby, którą kochałam ponad życie żebym "wypierdalała". Ciągle nie mogę zrozumieć, jak osoba z którą jest się tak blisko potrafi wypowiedzieć takie słowa. Teraz myślę, że w końcu trzeba zacząć myśleć o sobie i po pierwsze pokochać siebie, żeby czuć się dobrze w samotności. Też wracam do pustego domu, nie mam tutaj nawet rodziców, znajomych ani rodzeństwa, bo od kilku miesięcy mieszkam w totalnie innym mieście. Ale cały czas trzeba patrzeć z nadzieją, że to tylko stan przejściowy. Trzymam kciuki autorko i wysyłam najcieplejsze tuli na świecie!
O wow, założyłam konto dla tego wyznania... Byłam w bardzo podobnej sytuacji i wydaje mi się że nadal jesteśmy w podobnym stanie. Tak bardzo zabija mnie fakt że wracam codziennie do pustego domu, że czasem myślę że trzeba było nie kończyć tego wszystkiego (!) Co jest absurdem... Autorko, trzymaj się! Nie jesteś sama!