Urodziłam się w biednej, ale kochającej się rodzinie. Moi rodzice dosłownie od ust sobie odejmowali, aby mi i mojemu rodzeństwu niczego nie zabrakło. Nie mieliśmy jednak gadżetów, którymi mogli pochwalić się nasi rówieśnicy. Nosiliśmy ubrania po sobie nawzajem albo po dzieciach znajomych, często były to ubrania znoszone, niemodne i brzydkie. Jako nastoletnia gówniara nienawidziłam swojego życia. Miałam wielkie pretensje do moich ciężko pracujących rodziców, że nie są w stanie zapewnić mi dobrobytu. Imałam się różnych zajęć, aby zarobić na „podstawowe rzeczy”, tj. kosmetyki, ciuchy itp. Parę razy koleżanka namawiała mnie na sponsoring, ale resztki szacunku do samej siebie uratowały mnie przed wieloma głupotami. Wciąż groziłam moim rodzicom, że się wyprowadzę, bo nie mogę ich znieść. Krzyczałam, że nienawidzę całej rodziny i naszej biedy. Mama ciągle płakała, ojciec po cichu prosił, żebym przestała tak mówić, bo mamie pęka serce, ale mnie to nie obchodziło. Chciałam być kimś i mieć kupę szmalu, szastać nim na prawo i lewo i nie martwić się, czy mi starczy do pierwszego. Zaczęłam być arogancka, bardzo niegrzeczna, w ogóle nie słuchałam rodziców, wracałam do domu, o której chciałam i miałam gdzieś, że mama nie może przeze mnie spać, bo odchodzi od zmysłów, co się ze mną dzieje. Posunęłam się nawet do tego, że zaczęłam chodzić z jednym nieatrakcyjnym kolegą tylko dlatego, że jego rodzice mieli dużo pieniędzy, a on miał gest i obsypywał mnie prezentami. Nie widziałam (albo nie chciałam widzieć) cierpienia moich rodziców. W końcu poznałam chłopaka starszego od siebie o dobrych kilka lat, pod wpływem którego rzuciłam szkołę i przeniosłam się z naszego miasteczka do wielkiego miasta.
Do rodziców odzywałam się rzadko, bo sądziłam, że nie mam po co utrzymywać z nimi kontaktu, skoro są odpowiedzialni za moje nieudane (w moim przekonaniu) dzieciństwo. W międzyczasie chłopak założył firmę, zaczęliśmy zarabiać, kupiliśmy mieszkanie, potem dom. Wstydziłam się rodziców, których uważałam za nieudaczników, nie jeździłam na śluby rodzeństwa, nie widywałam ich dzieci. Kiedy na zawał umarł mój ojciec, byłam na pogrzebie, ale stałam z tyłu, bo nie chciałam, aby identyfikowano mnie z moją skromną rodziną. Na własny ślub też nikogo z nich nie zaprosiłam.
Teraz moja mama po latach pracy w fabryce ma ostatnie stadium raka z przerzutami. Kiedy się o tym dowiedziałam, zawalił się mój świat. Nagle dopadły mnie koszmarne wyrzuty sumienia za wszystkie lata, kiedy izolowałam się od mojej rodziny. Pojechałam do mamy. Chciałam, żeby przeprowadziła się do mojego domu, ale nie chciała. Brat pojechał do pracy za granicę, żeby móc zapłacić za jej leczenie, a ja spałam na pieniądzach, tylko że wydawałam je na głupoty. Czuję pustkę. Nie mają dla mnie znaczenia rzeczy, które dotychczas były dla mnie najważniejsze. Bardzo, bardzo żałuję.
Dodaj anonimowe wyznanie