Moja mam jest alkoholiczką. Załamała się po rozwodzie i zaczęła pić. W przeszłości też za kołnierz nie wylewała, ale wszystko było w granicach powszechnie akceptowanej „normy”. Teraz nie jest. Zrujnowała sobie zdrowie, jak nie przestanie pić, to zostały jej może 3 lata życia (opinia lekarza). Minęło 5 miesięcy, przez cały ten czas codziennie jej pomagałam, zastępowałam w pracy, kryłam, opłacałam rachunki, woziłam do psychologa, do szpitala, kupowałam leki. Mama się ogarnęła na całe 3 tygodnie. Wszystko było w porządku. Teraz znów wróciła do picia.
Ja już nie mam siły. Spodziewam się dziecka. Chcę się od niej wyprowadzić, bo ta sytuacja wykańcza mnie psychicznie. Ona nie chce przestać pic. Prosiłam, żeby poszła na terapię, żeby chodziła na AA, żeby poszła na odwyk. Chciałam wszystko załatwić, żeby tylko się zgodziła. Odpowiedz: nie i koniec. Boję się ją zostawić, bo nie wiem, czy utrata mnie pomoże jej się otrząsnąć, czy będzie gwoździem do trumny. Jeśli ktoś z was walczył z alkoholizmem bliskiego, to proszę o radę.
Dodaj anonimowe wyznanie
Z mojego doświadczenia z alkoholizmem i alkoholikami, powiedziałbym, posłuchaj swojej mamy. Powiedziała: nie i koniec. Niestety, najprawdopodobniej musisz jej na to pozwolić, aby spaliła się sama, inaczej spalicie się oboje.
Zgodzę się z Tobą. Jeżeli alkoholik sam nie chce z tego wyjść, to raczej nikt mu w tym nie pomoże.
Zgadzam sie. Jestem corka alkoholikow. Probowalam.
"Ja juz stara, co mi z zycia zostalo... co za roznica, nikogo nie krzywdze."
dokladnie , terapia dziala tylko jesli osoba SAMA CHCE cos z tym zroic, jak stawia opor, to szkoda casu terapeuty
zycia za mame nie przezyjesz jakkolwiek paskudnie by to ne brzmialo
Ja jeszcze bym powiedziała, że jak pije, to nie będzie miała kontaktu z wnukiem. Teraz czuję się bezkarna, bo córcia pomoże, ale może jak spadnie na nią kubeł zimnej wody, to się ogarnie. Żona znajomego dała mu wybór, albo wszywka, albo ona zabiera dziecko i się wyprowadza. Nie pił jakiś czas, ale jak tylko się napił ona się zaczęła pakować, a mąż że strachu, że straci rodzinę zgodził się na wszywkę. (Mąż, to nie był awanturujący się pijak, tylko typ kolesia, o którego problemie wiedzą tylko najbliżsi.)
w żadnym wypadku dalej nie pomagaj. to najgorsze co może być, bo dla alkoholika jest to jak wybawienie, mają podejście typu: skoro wtedy pomogła to teraz też pomoże. Pomyśl o sobie, zostaw ją, dopóki się sama nie otrząśnie i nie podejmie próby wyjścia z tego, nic i nikt jej nie pomoże. wiem z własnego doświadczenia. tylko terapia szokowa, totalne dno, jest w stanie albo zmusić do poprawy, albo niestety do zapicia się. ale to jej wybór i nie obwiniaj się. alkoholicy nie mają podejscia takiego jak zdrowy człowiek. nie zdają sobie sprawy, że ranią.
dużo siły i powodzenia!
Zapytaj czy wykupila juz miejsce na cmentarzu i jaka chce trumne. Albo sie otrzasnie albo da ci namiary na wytyczne i miejscowke. Dorosla jest, podjela swoja decyzje.
No i standardowa odpowiedz na takie rzeczy: "przecież na coś trzeba umrzeć", a potem kieliszek "na zdrowie"...
Powiem Ci jedno z własnego doświadczenia... Alkoholik ma ma 2 opcje albo się ogarnie albo umrze. Najgorsze co możesz zrobić to właśnie zajmowanie sie nim, zapewnianie mu opieki. Wiem ze to trudne ale musisz pozwolić mamie upaść na samo dno i to bedzie właśnie ten test... albo się odbije albo...
Cześć.
Moja rada, to alkoholika zostawić samemu sobie... Wiem, że to trudne, ale wyobraź sobie, sytuację: Facet ma rodzinę, żonę, dzieci. Wraca pijany z baru, po drodze się przewraca i leży na chodniku. Żona z dziećmi biorą go, kładą do łóżka, przebierają, na stoliku kładą wodę. Budzi się i widzi, że wszystko jest okej. Wygodnie mu, ciepło, suszy go, a obok czeka woda. Przecież nic się nie stało... Wszystko jest dobrze. A gdyby go zostawiły na tym chodniku, kiedy by się obudził obolały, zmarznięty, sam i zobaczył, w jakim jest stanie, co zrobił... Wtedy by mu pewnie to dało coś do myślenia i prędzej by się ogarnął. Moja mama przestała pić jak straciła wszystko, co dla niej ważne. Ja wtedy też się wyprowadziłam, miałam 15lat. Nie miała we mnie wsparcia. Wtedy się ogarnęła, kiedy upadła na dno i ją ten upadek zabolał.a wcześniej? Wcześniej płacz, prośby i groźby na nic się nie zdawały, bo sama nie chciała się ogarnąć. Alkoholika zmusić nie można do leczenia, sam musi chcieć zmiany.
To jedyne co mogę ci poradzić i wyrazić moje współczucie. Cieszę się, że te czasy już są za mną i mam teraz najlepszą mamę na świecie.
Odpuść, skup się na swoim życiu i dziecku. Nie dasz rady, przestań się szarpać i nie miej żadnych wyrzutów sumienia. Opcje są dwie: albo Twoja mam sięgnie swojego dna i się odbije, albo Twoja mama nie ma swojego dna i wtedy nic nie poradzisz. Pomóż sobie i odpuść.
Moja rada ?
Odciac sie i wyprowadzić.
Jak sie czegos nie chce, to jest gorzej jakby sie nie umiało. Nie trac swoich nerwow, jestes w ciaży i teraz musisz byc egoistką - dla twojego dziecka.
Autorko, nie jesteś odpowiedzialna za mamę. Dzieci nie są odpowiedzialne za swoich rodziców. Zajmij się sobą i swoim dzieckiem. Bez poczucia winy. Trzymaj się, życzę Ci zdrowia, siły i spokoju.
Ja też mam mamę alkoholiczkę. Trwa to od może 7/8 lat, zawsze jej pomagałam, bawiłam się w psychologa itp. Pomagało na bardzo krótki czas. Było już tak źle, że w pewnym momencie prawie zmarła na moich rękach.. Gdybym nie wezwała na czas karetki byłoby po niej. Wtedy się otrząsnęłam i zaczęłam się coraz bardziej od niej dystansować. Teraz jest za granicą i przyjeżdża na 4 miesiące w roku. Wiem, że pewnie czasem tam pije, jak wraca do Polski to zawsze znajduje u niej conajmniej jedną flaszkę, ale reaguję już na to inaczej, wiadomo czasami jest płacz i ataki paniki mi wracają ale z czasem mam coraz bardziej wyjebane i daję jej wolną rękę. Boli ale jeżeli alkoholik nie podejmie decyzji o zmianie to nic z tego nie będzie. Nie da się wyleczyć kogoś bez jego zgody, a uwierz mi próbowałam już wszystkich opcji.
PRZESTAN cokolwiek za nia robic, kryc ja, pomagac
jakkolwiek jest to rtudne, to JEJ nalog i poki bedziesz jej zabierac te konsekwencje to ona z tego nie wyjdzie
polecam terapie dla wspoluzaleznionych