#m9d61
Niedawno minęła 19 wiosna mego życia, więc jestem młodym człowiekiem, wręcz chłopcem. Chłopcem, którego męczy przeświadczenie, że niedługo zniknie z tego świata.
Nie chodzi tutaj o samobójstwo, lecz morderstwo.
Skąd się to wzięło?
Zaczęło się od powtarzających snów, które ukazywały scenę mego morderstwa (ataku nożem), miejsce, ale bez czasu. Sny pojawiały się nagminnie, a często takowe u mnie się sprawdzają. W dodatku mam dosyć silną intuicję, potrafię przewidzieć niektóre wydarzenia. Po snach w mojej głowie zakodowała ta myśl, że niedługo zakończę swój żywot. Z dnia na dzień pogrążam się w tym, ale nie czuję strachu, odczuwam spokój. Jestem na tę ewentualność przygotowany. Ostatnio miałem nawet wrażenie, że nadszedł ten czas, gdy pewien mężczyzna (bardzo stereotypowy punk) podążał za mną przez około 2 kilometry, skręcając w dokładnie te same uliczki co ja (nasze drogi rozeszły się, jak wszedłem do sklepu). Wtedy również się nie bałem, wręcz czekałem na ten moment, przyjąłbym to bez wzruszenia.
Paradoksalnie, od czasu snów diametralnie zmieniłem swoje zachowanie. Nadal jestem osobą niewierzącą, lecz z dnia na dzień staram się być lepszym człowiekiem, który szerzy miłość i empatię dookoła. Chcę, aby ludzie zapamiętali mnie jako dobrego człowieka i chcę, aby inni coś ode mnie mieli. Mam jednak nadzieję, że nie dojdzie u mnie do ostatecznego pożegnania.
Również spotykaliście się z takimi myślami? Rekomendujecie wizytę u specjalisty?
Szczerze, nie wiem co o tym myśleć.
Zainwestuj w jakąś zbroję, kolczugę, czy coś co osłoni cię przed ciosem nożem. Poza tym, skoro znasz miejsce, to nie chodź tam.
Sny są odbiciem różnych wydarzeń rzeczywistych, filmów, marzeń i lęków. Może podświadomie boisz się pewnych osób i miejsc, więc masz koszmary
A ja, wyglądający trochę jak taki punk (choć z długimi włosami zamiast irokeza więc może bardziej rockman)jakiś czas temu wracając po ciemku do domu szedłem za jakimś kolesiem, bo to byłaś też moja ścieżka powrotna. Człowiek ten nerwowo się odwracał, miałem wrażenie że myśli że go śledzę. Myślałem by go wyprzedzić ale on szedł całkiem szybko, a że w głowie tylko mi było ciepłe mieszkanko i obejrzenie Sandmana, to o zwolnieniu nawet nie było dla mnie mowy. Ale ulgę poczułem jak koleś wszedł do sklepu i już nie czułem się jakbym go śledził. Tylko że w moim przypadku to mogło być maks kilometr, i to mocno naciągany.
Myślisz o tym intensywnie, to Ci się śni. Śni Ci się, więc o tym myślisz. Moim zdaniem to tyle.
Zacząłeś sobie wmawiać pewne rzeczy i ciągle sam się nakrecasz coraz bardziej. Nie da się przewidzieć przyszłości.
Pytanie dodatkowe: wszedłeś do sklepu bo potrzebowałeś, czy się bałeś? Już tłumaczę o co chodzi. Jeśli tylko potrzebowałeś coś kupić, oznacza to, że nie robisz sobie nic z potencjalnie niebezpiecznej sytuacji, i tu bym uważała, że twoje pogodzenie z ewentualną śmiercią zaszło trochę za daleko. Co innego byc pogodzonym z taką ewentualnością, co innego na nią wyczekiwać. W tym przypadku, bym to z kimś przegadała. Jeśli jednak, odczułeś strach i wszedłeś do sklepu by tego kogoś zgubić lub prosić o pomoc, to WYDAJE mi się, że jest w porządku.
Zastanów się, czy za bardzo nie wkręcasz się w ten sen. Jeśli ciągle o nim myslisz, to podświadomość będzie ci go wyświetlać podobnie w formie snu i takie błędne koło nakręcania się.
Zastanów się też, czy jest jakaś inna możliwość wytłumaczenia sobie tego snu. Nie wiem, na przykład scena z gry komputerowej, odgrywanie jakiejś sceny teatralnej w szkole/na studiach itp. Może rzeczywiście ci się "wyświetla" migawka z przyszłości (miałam tak dwa razy), ale w innym kontekście. A tak naprawdę, najlepiej o tym nie myśleć, nic dobrego z tego na dłuższą metę nie wynika, a możesz sprawić, że to będzie samospełniająca się przepowiednia.
To jakieś problemy psychiczne. Może warto się przebadać u psychiatry?
u psychoterapeuty to na pewno.
A ja nie rozumiem jak można wierzyć w zdolności wieszcze, czary(tak wiem, o czarach nie było tutaj mowy) i zarazem odrzucać możliwość, że istnieją inne - w tym wyższe pokroju Boga - byty
A to nie troche jak z każdą religią monoteistyczną? Tylko mój bóg istnieje, a każde inne bóstwo i zjawisko nadprzyrodzone jest niemożliwe i podchodzi pod bluźnierstwo?
Być może, dawno już się nauczyłem, że zdecydowana większość ludzi ma wewnętrznie sprzeczne przekonania i nie poddaje ich żadnej analizie
@pantarei, nie wiem czy znasz Eddie Izzard, atesitka, a w rozmowie z bardzo religijnym i otwarcie mówiącym o swojej wierze prowadzącym spytała: "Ty wierzysz w jednego boga, a nie wierzysz w 1000 innych, tak? No, to różnica między nami jest tylka taka że ja nie wierzę w 1000+1 boga". No i jakby na to nie patrzeć - ma rację xD.
Bardziej paranoja niż intuicja.