#lcADn
Stanęłam sobie na skraju drogi i czekałam na okazję. Miałam szczęście – już po chwili machania kciukiem zobaczyłam zwalniające auto. Radośnie zabrałam plecak z ziemi i w pląsach ruszyłam w stronę samochodu.
Zanim zdążyłam się zbliżyć na odległość dwóch metrów, kierowca, otworzywszy szeroko okno, zaśmiał się głośno i z piskiem opon czmychnął mi sprzed nosa. Przez moment byłam wściekła. Tak mnie upokorzyć! Po chwili jednak uznałam, że w sumie to był mimo wszystko całkiem zabawny, acz dość złośliwy żart.
Tydzień temu jechałam sobie autem do mieszkającej w sąsiedniej miejscowości mamy. Na horyzoncie zamajaczyła mi jakaś postać. Autostopowicz. Chłopak w śmiesznej koszulce i włosach spiętych w kucyk. Kiedy już miałam się zatrzymać, przypomniałam sobie numer, którego padłam ofiarą i w przypływie szatańskiego humoru postanowiłam tym razem wcielić się w rolę oprawcy! Kiedy mój „pasażer” zbliżał się do samochodu, otworzyłam szeroko okno i ryknęłam głośno „HA! HA! HA!”, następnie nacisnęłam gaz w podłogę. Wóz ryknął wściekle, następnie zrobił rozpaczliwe „pyr, pyr” i… zgasł. W panice usiłowałam go odpalić i jak najszybciej dać dyla. Nic jednak z tego.
- Czyżbyś potrzebowała pomocy? - usłyszałam wesoły głos szczerzącego się promiennie chłopaka stojącego przy otwartym oknie.
Cóż, mój wybawca okazał się wyrozumiałym, niepozbawionym poczucia humoru… mechanikiem. Pogrzebał coś pod maską i samochód znowu odpalił. Oczywiście teraz nie mogłam odmówić mu podwózki. Dał mi zniżkę na wizytę w swoim warsztacie, bo jak się okazało – coś tam zepsuło się i naprawa na poboczu drogi była tylko prowizoryczną robotą.
Wczoraj odebrałam auto z serwisu. Marcin, bo tak się nazywa mój autostopowy mechanik, powiedział, że jak dam się zaprosić na kawę i pączka, to nie weźmie ode mnie kasy.
Jutro mam randkę. Mam nadzieję, że niedoszła ofiara głupiego żartu i powód mojej straszliwej kompromitacji nie ucieknie mi w jakimś najmniej spodziewanym momencie krzycząc głośne „HA! HA! HA!”...
Współczuje. Domyślam się w jakich nerwach jesteś. Życie pisze ciekawe scenariusze. Życzę Ci, aby nie było "ha ha ha", tylko żyli długo i szczęśliwie!
Ucieknie sprzed ślubnego kobierca 😂
... rzucając za siebie obrączki i krzycząc "HA HA HA". 😁
W sumie, fajna kontynuacja żartu by była, jakby faktycznie uciekł z randki z głośnym HAHA.
Ale by sie przewrocil zlamal by reke, a pani autorka wyznania na to "czyzbys potrzebowal pomocy?".
I okazałaby się być lekarzem
Opatrzenie rany okazałoby się prowizoryczne i wymagające wizyty w szpitalu, a autorka wcisnęłaby go na najbliższy termin na NFZ. :'D
Dawno nic mnie nie rozbawiło tak jak to wyznanie. 😀
Mnie tez :)
Zazdroszczę tak niskiego progu śmiechu.
Słabą stopowiczką jesteś skoro chociaż pomyślałaś żeby zrobić coś takiego, a tym bardziej to zrobiłaś...
Autostopowicze powinni się wspierać
Ja pierdziu...
znaleźć numer do gościa i namówić go by zabrał cię do jakiejś dobrej restauracji, zjadł z tobą wystawną kolację z dobrym winem po czym wyszedł do toalety i się ulotnił zostawiając karteczke "HA HA HA"....
byłoby epicko...
Daj znać jak poszło 😁
Mam nadzieję, że ci nie ucieknie :D
Hej hej sorry że nie na temat, ale czy jest ktoś z Lublina na anonimowych? Jeśli dużo osób by było to może się spotkamy? Chciałby ktoś, coś?
są z Lublina :D
Płock
"Nie rób drugiemu tego co tobie niemiłe".
Przecież to takie proste.
Napisz jak weźmiecie ślub 😉