#lXcda
Jak zwykle podjechałem samochodem na parking, wysiadam i podchodzi do mnie dziewczyna, na oko z osiem lat i pyta o przysłowiową złotówkę na jedzenie. Jako że jestem dość wyczulony na wszelkie próby okradzenia mnie z ciężko zarobionego śrutu, proponuję, że skoro jest głodna to wejdę do pobliskiego spożywczego i coś jej kupię. O dziwo, bardzo chętnie przystanęła na tę propozycję. Tak że wpadłem tam jak burza, spiesząc się, bo zaraz mi zamkną wypożyczalnię, wziąłem jakąś paczkę parówek i torbę bułek do tego. Wyszedłem, dziewczynka czekała przed sklepem, dałem jej torebkę i szybko poleciałem do wypożyczalni.
Wybrałem jakieś interesujące filmy i zmierzam do auta. Patrzę, a na murku w pobliżu parkingu siedzi owa dziewczynka, z jeszcze mniejszym chłopcem i wcinają te parówki z bułkami jakby to był co najmniej jakiś super rarytas. Autentycznie, nigdy nie zapomnę buzi połykających wręcz jedzenie. Oni tego nie jedli, tylko połykali, jakby ktoś zaraz miał im to zabrać.
Coś tam we mnie pękło widząc to wszystko. Wróciłem się do sklepu, popytałem sprzedawczynię co to za dzieci. Dowiedziałem się tylko, że czasem przychodzą na parking, prosząc o jakieś pieniądze, ale nic więcej nie wie. Zrobiłem porządniejsze zakupy. Jakieś owoce, jogurty, wędlina, pieczywo, co mi tam w sumie przyszło do głowy, że dzieci by chętnie zjadły.
Poleciałem do dzieci, dając im torby z jedzeniem, ich oczy naprawdę się świeciły. Ciężko to opisać słowami, ale dla nich to było coś nie do określenia. Popytałem o rodziców, co i dlaczego. Niczego w sumie nie wyciągnąłem poza tym, że rodzice w domu piją. Zauważyłem, że zaczynali być nieufni co do mnie, bo tyle pytań zadawałem. Odpuściłem, ale powiedziałem, że codziennie rano mają przychodzić do tego sklepu.
Wróciłem do sklepu wręczając sprzedawczynie jakąś sumę pieniędzy. Już nie pamiętam, czy to było 50 czy 100 zł, prosząc ją, żeby jak te dzieci przyjdą jutro, to żeby dała im coś do jedzenia, tak na cały dzień, coby głodne nie chodziły. Wyszedłem oglądając się za dziećmi, ale już ich nie było.
Po kilku dniach pojechałem oddać płyty i oczywiście zajrzałem do sklepu. Dowiedziałem się, że przychodzą codziennie. Pani ekspedientka też się zaangażowała w całą akcję i nawet przyniosła z domu deskę do krojenia, nóż i codziennie robiła im kanapki plus jakiś jogurt i ogólnie widziałem, że o nie dba. Wręczyłem pieniądze i wyszedłem. Autentycznie miałem szklanki w oczach, że dzieci muszą chodzić po parkingach prosząc o jedzenie.
Po chyba trzech miesiącach i wielu wizytach w owym sklepie, otrzymałem informację, że dzieci od pewnego momentu w ogóle nie przychodzą. Żałuję tylko, że nie wyrwałem więcej informacji. Puenty brak.
Może zostały zabrane do jakiegoś ośrodka albo przez dalszą rodzinę. Raczej jeśli rodzice piją to w d. mają czy dzieci chodzą na parking i żebrają o jedzenie, więc myślę, że jakby nadal były z rodzicami to nadal by tam przychodziły.
A co to za przysłowie o złotówce?
Przypowieść o Kierowniku/Prezesie i złotówce na poratowanie
Czy kierowca autobusu klaskal?
Czasami zdarzają się takie sytuacje. Ja raz tak miałem, że zaczepił mnie gostek i poprosił o jakieś pieniądze na jedzenie. Ponieważ był trzeźwy i w głosie coś jakby zawstydzenie to powiedziałem mu żeby szedł ze mną do sklepu bo mam tylko kartę. Wybrał kilka najtańszych rzeczy a jak dołożyłem mu napój i przy kasie fajki (wcześniej spytałem się czy pali) to mówił, że nie trzeba bo bez tego te dwa dni do wypłaty przeżyje. On miał radochę a i ja satysfakcję z dobrego uczynku.
Jesteś dobrym człowiekiem