#lGVzJ
Zawsze byłam cicha i zamknięta. Na studia wyjechałam do dalekiego miasta, nie znając nikogo. W akademiku trafiłam do budynku, w którym mieszkali studenci z zagranicy (wymiany i nie tylko). Chcąc nie chcąc musiałam komunikować się z nimi po angielsku i wtedy odkryłam, że gdy jestem jest w "trybie" anglojęzycznym, jestem lepszą wersją siebie. Łatwo nawiązuję kontakty, swobodnie się czuję i jestem szczęśliwsza. Nawiązywanie kontaktu z polskimi rówieśnikami po polsku jest dla mnie niesamowicie trudne. Brak tematów, niezręczna cisza. Nie potrafię się zintegrować z grupą na studiach, nawiązywać bliższych kontaktów niż "hej! co tam?" na korytarzu. Umawiania się z Polakiem i rozmawiania po polsku nawet sobie nie mogę wyobrazić.
Jestem osobą aspołeczną po polsku i duszą towarzystwa po angielsku
Ktoś jeszcze tak ma?
Podobno dużo osób tak ma bo tworzy nową wersję siebie i nie musi sie ograniczać, ponieważ nikogo nie zna.
Ale mozesz wyjechac jak Autorka do innego miasta i tez nikogo nie znac, wiec troche kulawa ta teoria.
Ja wyjechałam. Czuję podobnie, z tym ze różnica nie jest język a miasto, więc bywa i tak
To jeden z czynników, ale ważna jest też cała otoczka kulturowa powiązana z danym językiem. Angielski (ofc taki używany na co dzień) w porównaniu do polskiego jest dużo mniej "sztywny". Mniej w nim formalnie brzmiących zwrotów, konkretnych, ustalonych wytycznych jak można a jak nie można się zwracać np. do nauczyciela, szefa itp., za to trochę więcej skrótów i uproszczeń. Choćby taki przykład jak mówienie do ludzi poważanych przez nas, o wyższej randze, czy nawet odrobinę starszych od nas na "pan/pani". W angielskim, zwłaszcza amerykańskim, te zwroty są używane o wiele rzadziej, co ułatwia kontakty społeczne.
Mam to samo. Tylko że jestem głucha i w migowym wygadana, radosna, z każdym migającym znajdę zawsze temat na długie rozmowy. Ze słyszącymi zamykam się, odczytywanie mowy z ust bardzo męczące, moja mowa jest z zaburzeniami. Szara myszka. Wyjątek? Czat. Na czacie jestem wygadana, bo każdy w końcu zna język polski i można rozwinąć tam skrzydła :)
Czy nazywanie was głuchoniemymi jest obraźliwe?
Już nawet na anonimowych wielokrotnie były dyskusje na ten temat, ja kiedyś przeczytałam, że tak i się tego trzymam.
Diq1 Jest przede wszystkim błędne. Głuchoniemota oznacza, że ktoś jest zarazem głuchy i niemy. A tymczasem język migowy jest mowa, z tym że z wykorzystaniem rąk, twarzy i ruchu ciała. Ten termin używają lekarze, prawnicy i inni, którzy mają starą wiedzę i terminologię. W mediach to pojęcie zanika sukcesywnie, i się z tego cieszymy ;) Inną sprawa jest pojęcie "głuchy" - dla osób z małą wadą to może być obraźliwe, oni wtedy używają pojęcia "niesłyszący" lub "niedosłyszący"(wspomagają się protezami słuchowymi). Ja jestem głucha, bo mam ubytek 80-100db
Graczka powiedz mi proszę jak czytasz i skąd wiesz jak się wymawia wyrazy i jak skojarzylaś ich znaczenie? Gdy ja czytam to mam głos jakby w głowie, ciężko mi sobie wyobrazić jak u Ciebie to wyglądało
Oszkiszide Po prostu litery są obrazkiem. Wiadomo że zaczynało się od ikonicznych słów (dom napisane i pokazany rysunek domu, pokazywany na mieście, że to jest dom), emocji, pogody itd. A słowa idiomy i przysłowia w podstawówce. Czytałam dużo, a już w liceum 3 książki dziennie (!) oswajając w ten sposób gramatykę. Słowa są po prostu wdrukowane i połączone z obrazem albo przeżytymi sytuacjami.
@Graczka Gdzieś czytałam i chciałabym się dowiedzieć czy to prawda. Może mi odpiszesz? Głusi rozmawiający w języku migowym to bardzo zamknięta społeczność, jeżeli stworzą parę i urodzi się dziecko niedosłyszące, które w rodzinie słyszącej z pewnością dostałoby aparat słuchowy i rodzice walczyliby o to, tak w rodzinie głuchych nawet nie próbują zapewnić dziecku pełnię sprawności. Jeżeli dziecko będzie się buntować i prosić o aparat lub implant poczują się odepchnięci i.... no nie wiem jak to nazwać, ale źle im z tym, że dziecko ich odrzuca i woli tamten świat zamiast ich świata. Może przesadziłam? Ale ciekawa jestem Twojej opinii
Izka, jedno z moich dzieci jest głuche. Nie zdecydowaliśmy się na konkretną rehabilitacje w kierunku słuchu i mowy. Z wielu powodów, spróbuję wypunktować:
1. Ja i ojciec dziecka i mój tata jesteśmy głusi. Na co dzień nie ma szans w domu ćwiczyć dziecku mowę, skoro sami tego nie upilnujemy. Logopeda jest możliwy 2-4 razy w tygodniu z dojazdem, od pół godziny do godziny. Reszta dnia w ciszy. Po co marnować czas?
2. Z wielu kontaktów z moimi znajomymi i ich opowiadań o rehabilitacji słuchu i mowy wynika, że to bardzo często tresura o bardzo różnych wynikach. Niezwykle rzadko się zdarza tak wyrehabilitowac głuchego, żeby mógł sam rozmawiać przez telefon, w grupie, lokalizować dźwięki, szeptem i mówić niezwykle płynnie. W ogromnej większości mowa zostaje mechaniczna, a słuch nigdy nie będzie jak wasz, protezy sluchowe mają znaczne ograniczenia. Czyli reasumując - moje dziecko z dużą wadą słuchu może mieć nieefektywna rehabilitacje słuchu i nie będzie nigdy mogło swobodnie porozmawiać z nowymi ludźmi (bo jest też tak że można "osłuchać" się z bliskimi czy kumplami i rozumieć ich mimo swoich ubytków). Dla mnie najważniejsza jest polszczyzna. Jak nauczy się pisac i czytać i ROZUMIEĆ treść pisma - poradzi sobie zawsze i wszędzie
3. Hermetyczność grupy głuchych jest różna, zależy, kto wchodzi w skład tej grupy. Jak są tam osoby z małą wadą słuchu, co stoją na rozkroku w obu światach - chętnie wpuszczają słyszących. Ja lubię spotykać osoby, co uczyły się migowego i próbują, są zmotywowane, nas poznać. Ale nie lubię tych, którzy chcą nam "pomagać" bez wiedzy o naszych potrzebach, typu nachalne wciskanie mi nr do chirurga od słuchu
@Graczka dzięki :-) Bardzo dobrze piszesz jak na osobę głuchą. Często głusi myślą w migowym, a ten ma jeden znak na jakieś określenie więc mają problem z odmianami i formami słów
Izka, mój tata głuchy a mama słysząca. Z tatą gadałam w migowym, a mamie z ust odczytywałam, bo wyraznie mówila.
Dokładnie tak samo, wyjechałem kiedyś na obóz językowy i od razu inny człowiek, choć w sumie może to był klimat wakacji i naturalnie człowiek jest bardziej otwarty, ale temat bardzo ciekawy
Ja jestem aspoleczny po polsku po angielsku pracowity i elekwentny pomocny, po niemiecku gktowy do pracy i ogolnie prqcowity a po francusku rozrywkowy
Szacunek 😁
Z rok temu było bardzo podobne wyznanie.
Grasz siebie niczym w amerykańskiej telenoweli? W sumie - czemu nie?
Mam. Tak. Samo.
Było takie wyznanie dziewczyny, która mówiła w paru językach i z każdym przejawiała jakąś inną osobowość - po angielsku była elokwentna, a po francusku robiła się z niej kokietka. Więc coś jest na rzeczy.
Mam tak samo, tylko odwrotnie :D
Wyprowadź się do anglojęzycznego kraju i po problemie 😆