#OycEB

Od dawna się zbierałam, żeby to napisać i chyba w końcu jestem gotowa. Zacznijmy od tego, że jestem dorosłą córką alkoholików. Wysokofunkcjonujących. Z zewnątrz idealna rodzinka, duży dom, sporo pieniędzy. Jedno z rodziców jest cenionym naukowcem, drugie ma własny, dobrze prosperujący biznes. Ja i mój brat zawsze mieliśmy wszystko, co najlepsze. Mogłam wychodzić ze znajomymi i robić imprezy w domu. Byliśmy rozpieszczani. A wewnątrz? "Zachowujesz się jak upośledzona" to najczęstsze zdanie, jakie słyszałam od ojca. Dzieci boją się ciemności - norma. Ale normalni rodzice nie wysyłają swoich kilkuletnich dzieci po ciemku do ogrodu z tekstem "idź, niech cię zje wampir". Zbijesz szklankę? Jesteś debilem. Co wieczór nawaleni. Dopóki byłam sama (brat jest sporo młodszy), przejmowałam się nimi. Wiele razy płakałam, bo mama leżała bez ruchu i myślałam, że nie żyje.

Po urodzeniu brata przejęłam większość opieki nad nim i rodziców miałam już w dupie. W tym czasie jedno z rodziców straciło pracę i piło bez opamiętania. Pojawiły się awantury, przemoc. Wobec nas "tylko" psychiczna. W wieku 12 lat zaczęłam się ciąć z tego powodu. Sytuacja w domu złagodniała, samookaleczenia zostały. Pojawił się inny problem. W gimnazjum poważnie zachorowałam. Przestałam jeść. Ważyłam nieco ponad 40 kg, a matka jeszcze to pochwalała. Potem wpadłam w inną chorobę (nieuleczalną, ale aktualnie stabilną), przez którą przytyłam kilkanaście kilogramów, nie miałam energii do życia i ciągle czułam ból. Wyjaśnienia mamusi? Żrę jak świnia (bo 1000 kcal to tak dużo dla 18-latki), nie wysypiam się, a na ból Apap. Żyję tylko dlatego, że sama wzięłam się za leczenie. Na studiach wpadłam w depresję, którą wg rodziców sobie zmyślałam i po prostu jestem leniem.
Tuż przed wyjazdem na studia ojciec zrobił mi karczemną awanturę, bo, uwaga, do masła wzięłam nóż A, a nie B. Wtedy wykrzyczałam im w twarz, jak bardzo cieszę się, że zaraz się wyprowadzę z tego cyrku. Wyprowadziłam. Nie pomogło. Pijany ojciec dzwonił do mnie późnym wieczorem i darł ryja.

Na studiach poznałam mężczyznę mojego życia. Szybko mi się oświadczył (po tym, jak zobaczył popis rodziców), zaczęliśmy planować ślub. No, nie my. Moi rodzice. Przejęli całość organizacji, "bo przecież oni płacą". I wtedy po raz pierwszy w życiu postawiłam się. Sami robimy nasz ślub. NIE będzie kościelnego, NIE będzie białej sukni, NIE będzie 300 osób. Będzie po naszemu. Rodzice obrażeni. Dawno nie miałam od nich takiego spokoju :)

Gdyby nie mój przyszły mąż, nie poradziłabym sobie. Dzięki niemu wyszłam z depresji, przestałam się ciąć, uwolniłam się ze szponów despotycznej matki.

PS. Nigdy nie byłam wierząca, ale zmuszali mnie do chodzenia na msze. Ojciec uważa mnie za komunistyczną świnię (ślub cywilny) i że na pewno się rozwiedziemy.
Yaspis Odpowiedz

Przykro, że przeszłaś przez taki koszmar i super, że się z tego uwolniłaś. Powodzenia w dalszym życiu 👍

micbea Odpowiedz

Nie dosc, ze tak ciezko mialas, to jeszcze musialas sama urodzic sobie brata... Straszne...

Walentia Odpowiedz

Niektórzy nie powinni mieć dzieci. Jakie to jest cholernie przykre, że bliscy osoby mogą być takie toksyczne.

plokmijn Odpowiedz

Bardzo popieram, że odcięłaś się od rodziców i wyprawicie sami ślub, taki jaki naprawdę chcecie :) Jestem w szoku ile ludzi ma problemy z teściami lub rodzicami, ponieważ pozwolili im zapłacić za wesele. Moim zdaniem zdecydowanie nie warto

PancernyRzuf Odpowiedz

No co jak co, ale rzekomo wielu naukowców miało bądź ma problem z alkoholem, może chodzi o luźne myślenie, nie wiem, nie wnikam, tak tylko słyszałem

matriarchat Odpowiedz

A co z Twoim bratem? Jest dużo młodszy od Ciebie? Mam nadzieję, że nie zostawiłaś go z tymi świrami...

kociara16 Odpowiedz

Ale pamiętaj, że Bóg jest miłością

nata Odpowiedz

Jeśli z tym nożem robisz jak mój brat to wcale nie dziwię się ojcu. Bierze do masła ten ostry z ząbkami (najlepszy do pieczywa i pomidorów) i zostawia go ujebanego w rozpuszczonym maśle, z resztą podobnie jak pół kuchni, przez co ja nie mam czym ukrócić produktów, do których jest przeznaczony. Czemu go po prostu nie umyję? On nic po sobie nie myje.

PinkFloyd Odpowiedz

Generalnie współczuję przykrego dzieciństwa i okropnych rodziców, ale skoro ciągniesz od nich hajs na wasz ślub to akurat mają prawo o tym współdecydować. Jak ma być "po waszemu" to płaćcie sobie sami.

CyraneczkaZKoviru

A ja uważam że skoro zniszczyli jej życie to powinni zamknąć tę głupią mordę i jej zapłacić za to wesele. Od początku chcieli więc to dla nich nie problem, problem w tym że dalej myślą że mają racje. Nie zwróci to autorce dzieciństwa to jest oczywiste, ale nie widzę przeszkód żeby jej za to wesele nie płacili, skoro jej życie zniszczyli.

Serwatka31

Hajs na wesele to akurat była by baaaaaardzo małą część rekompensaty za zniszczone życie.

Oni nie mają prawa do niczego, a powinni jej to wynagrodzić znacznie bardziej.

CyraneczkaZKoviru

Właśnie to napisałam. Że nic jej tego nie zwróci, i zapłacenie za wesele jest małą rekompensatą, wiadomo że należy jej się o wiele więcej, ale nadal pieniądze nie zwrócą jej uczuć.

Serwatka31

A ja Cię poparłam człowieku, skąd ten syndrom oblężonej twierdzy, że nawet w słowach silnego poprawia widzisz atak?

Serwatka31

*poparcia

CyraneczkaZKoviru

To się chyba nie dogadaliśmy bo też chciałam Ci potwierdzić racje...

Dodaj anonimowe wyznanie