#lCffa
Dzień okazał się strasznie napiętym i dynamicznym. Mama dość głodna postanowiła podgrzać sobie zupę. Zagląda do lodówki a tam... pusty słoik! Po zupie i gotowanym udku ani śladu. Wkurzona i głodna pyta kolegę.
- Brałeś mój obiad z lodówki?
- Jaki obiad?
- W słoiku miałam zupę z mięsem.
- Myślałem, że to dla psa i dałem mu do miski.
Mama wściekła mówi "Coś ty narobił, to był mój obiad!" na co pan T. spokojnym tonem "Pies jeszcze nie zjadł, mięso można wyjąć, opłukać i możesz zjeść!". Mina mamy bezcenna.
Tak mi się przypomniało, jak to mój mąż "zasiedział" się kiedyś u kolegi i zanocował. W nocy obudził go głód, polazł do lodówki, wyciągnął sobie miskę z czymś, co przypominało ryż z mięsem i zaczął wcinać. Na to w drzwiach stanęła trzeźwa i zła żona kolegi:
- co ty robisz?! to dla psa!
- taaaak? a emem mi takie w domu robi...
Jestem ciekawa czy on tak robi w domu ?
smacznego !
Niech sam sobie je z miski psa...
Mhm....Yummy....
Zupę podać psu? Szkoda, że nie dał mu od razu arszeniku, pies by się przynajmniej nie męczył...
Co ty chrzanisz....