#kzgPm

Bliscy wiedzą, że przeżyłam załamanie nerwowe, ale nie wiedzą dlaczego. Nigdy nikomu oprócz mamy nie mówiłam, a z nią ciężko jest mi o tym rozmawiać, wyżalić się.

Mój ojciec odwiedził mnie kilka razy w życiu (z czego jedno spotkanie przypłacił dwumiesięczną separacją z żoną), kiedy byłam jeszcze bardzo mała. Był pod butem swojej żony, którą zdradził z moją matką, a ona nienawidziła zarówno mojej mamy, jak i mnie. W dodatku był bardzo mocno niedosłyszący, wobec czego ciężko było się z nim skontaktować (miałam tylko ich numer domowy - żona odbierała telefony i mówiła, że nie ma go w domu, nie przekazywała mu wiadomości). Ostatni raz spotkałam go mając 16 lat (zupełnie przypadkowo, nie rozmawialiśmy wtedy, po prostu się zobaczyliśmy w hipermarkecie i kiedy mama powiedziała, że to tata, to wybiegł z płaczem, a on to widział). Niedługo potem trafił do szpitala i zmarł, a ja nic o tym nie wiedziałam, aż powiadomił mnie ZUS (sprawy renty). Było to dla mnie ciężkie, bo nigdy nie czułam do niego nienawiści, miałam nadzieję, że kiedyś go poznam, porozmawiam, wszystko sobie wyjaśnimy. Ale jakoś to przeżyłam, nie chciał mnie poznać, to jego strata.

Kiedy już ochłonęłam, moja mama spotkała siostrę mojego taty. I ta powiedziała jej: "Tomasz (tata) był załamany, jak leżał w szpitalu i Kasia (żona) powiedziała mu, że Ania (ja) nie chce go odwiedzić przed śmiercią".

Ta wiadomość, świadomość, że mój ojciec chciał, żebym go odwiedziła, a jego żona nic mi o tym nie powiedziała, w dodatku okłamując go, sprawiając, że umarł myśląc, że własna córka go nienawidzi, sprawiła, że przez miesiąc nie wychodziłam z pokoju, nie jadłam i snułam się płacząc. Wydałam na psychoterapeutów tysiące złotych, ale to nie pomogło. Czuję się tak bezsilna, że nie mogę już niczego naprawić i to spycha mnie na samo dno. Bo nie mogłam mu powiedzieć, że mu wybaczyłam i że rozumiem, iż wybrał swoją żonę, a nie mnie. Nie mogłam sprawić, by umarł choć odrobinę szczęśliwszy.
rassdwa Odpowiedz

Nie biczuj się. Spójrz prawdzie w oczy. Gdyby tak bardzo chciał kontaktu, to szepnąłby swojej siostrze, że masz przyjść, to choćby na chwilkę raz w miesiącu pojawiłby się przed szkołą, twoim domem lub w dowolnym innym miejscu. Nie mówię już o tym, że przysłałby kartkę na urodziny, o drobnym upominku nie wspomnę. Nie kontaktował się i zasłaniał się żoną, bo tak łatwiej, bo pewnie po prostu był tchórzem. Nie ma w tym twojej winy.

doznudzenia Odpowiedz

Tak naprawdę jak by chciał z Tobą kontaktu to by go nawiązał. Tak samo ty, jakbyś chciała kontaktu to byś go z nim nawiązała.
Zagranie żony na łożu śmierci bardzo niefajne, ale spłodziciel całe życie jakoś nie wykazał się szczególną inicjatywą, czyli mu nie zależało.

doznudzenia

Adoptowane dzieci potrafią znaleźć biologicznych rodziców nawet jak oni tego nie chcą. Jakby bardzo jej zależało to by męczyła o to matkę, aż by umówiła spotkanie, dała namiary itp.

doznudzenia

Dyznak, dlatego napisałam, że jakby ojciec chciał, to by kontakt był. Nawet przed śmiercią by krótki list napisał I poprosił pielęgniarkę o wysłanie. Albo poprosił pielęgniarkę o telefon do córki wiedząc jaka jest żona.

Niveam Odpowiedz

Autorko, nie znam Ciebie ani sytuacji. Odniosę się do tego co napisałaś i jak ją to widzę, a sytuację mamy podobną. Otóż, przez 15-16 lat miałam kontakt z moim ojcem. Był dla mnie jak super bohater, takie bóstwo. Kochałam go nad życie. Poznał obecną żonę, bardzo się poklocilismy. Nie przeszkadzała mi jego kobieta, bo w końcu moja mama też ułożył sobie życie. Jednak żona ojca strasznie mąciła między nami i doszło do wspomnianej kłótni. Obecnie mam 27 lat, więc nie rozmawiałam z nim już 11 lat. I teraz najważniejsze, wytłumaczę Ci, co to znaczy chcieć mieć z kimś kontakt. Dzwoniłam do niego, babcia od jego strony zorganizowała spotkanie, które olał, napisałam list, który przeczytał w obecności babci (by była pewność, że przeczytał). Nie zrobił z tym nic, a ja wychodziłam z siebie by naprawić to wszystko, chociaż nic nie zepsułam. Nawet nie wiesz co przeżyłam, jako nastolatka, jeszcze dziecko, które tak idealizowalo ojca. To był koszmar, ale wiem, że się starałam i chciałam odzyskać kontakt. To on nie chciał, a jego żona, przy moich dziadkach, otwarcie dała mu wybór. Albo ona, albo ja. Wybrał żonę... Życzę mu szczęścia, z całego serca.

Czaroit Odpowiedz

Wiesz. Bierzesz na siebie odpowiedzialność za jego ostatnie chwile. Bo gdyby Cię spotkał, to pewnie umarłby szczęśliwy...
Cóż. Twój tata KOMPLETNIE nie wywiązał się z roli ojca. I żadne tłumaczenie go, że żona mu zabraniała, nie ma tu racji bytu. Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce, szuka powodu. Kropka. Twojemu ojcu było WYGODNIE żyć w ten sposób. To wszystko.
A że na łożu śmierci dopadły go wyrzuty sumienia i nagle chciał wszystko naprawić? Nie łódź się, że to ze względu na Ciebie. To z czystego egoizmu moja droga. Ludzie boją się śmierci, boją się rozliczenia ze swoich błędów i win. Twój tata chciał się zwyczajnie oczyścić z poczucia winy, robił to tylko dla samego siebie.
Nie znaczy to, że był złym człowiekiem, potworem bez serca, że mu na Tobie zupełnie nie zależało albo że nie wolno Ci go kochać w sercu. Nie. Ten człowiek dał Ci życie i kochaj go tak, jak potrafisz. Ale nie bierz na siebie odpowiedzialności za jego wybory. Za jego wygodnictwo i egoizm. I wiedz, że gdyby mu NAPRAWDĘ całym sercem zależało, to znalazłby sposób nawet w szpitalu. Wystarczyło poprosić po cichu pielęgniarkę o nawiązanie kontaktu z Tobą. Wystarczyło poprosić siostrę. Ale nieee. Łatwiej było zrobić to, co robił całe życie - udać, że chce się z Tobą zobaczyć, ale NIE MOŻE, po podła żona mu zabrania. Nawet na łożu śmierci zasłonił się żoną, by mieć wymówkę przed samym sobą. Żona świetnie mu służyła za parawan przed ponoszeniem konsekwencji swojego romansu. Zatem przestań go idealizować i się katować z jego powodu. Uznaj go takim jakim był - tchórzem i egoistą - i takiego go weź do serca. Takiego też możesz go kochać, jeśli zechcesz. Na tej planecie każdy ma jakieś słabości i wady. Twój tata nie był wyjątkiem.

BlinkBlink Odpowiedz

Nie załamuj się kochana, nie możesz mieć wyrzutów sumienia przez rzeczy na które nie masz wpływu. Jakby ojciec chciał z Tobą kontaktu, to by znalazł sposób, aby to mieć.
A co do żony. Zachowanie co najmniej nieetyczne i zasługujące ba potępienie, ale w małym procencie ją rozumiem. Zdradzona i zraniona kobieta nie działa w pełni racjonalnie. Zapewne pomimo upływu lat dalej nie mogła przeboleć całej sytuacji i nienawidziła Cię za sam fakt, że jesteś dzieckiem kochanki jej miłości i sam Twój widok wywoływał u niej gniew. Sama pewnie nie wiesz jakbyś się zachowała na jej miejscu. Zapewne też widok dziecka kochanki Twojego faceta byłby dla Ciebie trudny.
Niemniej trzymaj się autorko, idź dzielnie w przyszłość.

Fantagiro Odpowiedz

To nie Twoja wina. Nie miałaś wpływu na tą sytuację. Nie jesteś za nią odpowiedzialna. To dorośli ludzie nie udźwignęli emocjonalnie pewnych kwestii. Żona Twojego ojca miała prawo do emocji, miała prawo nie chcieć jakiegokolwiek kontaktu. Nie znamy też tego jak rozmawiała z twoim ojcem. Ona nie potrafiła zmierzyć się z sytuacją. Twój ojciec ja kiedyś skrzywdził i nosiła ta urazę. Nie masz ani nie miałaś wpływu na tą kobietę. Ona nie udzwignela sytuacji emocjonalne. I prawdopodobnie Twój ojciec też. Ludzie pod wpływem emocji zachowuje się czasem irracjonalnie, na zawsze tak jak powinni. Pamiętaj, że nie miałaś na to wpływu. Twój ojciec mógł też być między młotem a kowadłem. Nawet jeśli ona nie dawała mu wyboru "ona albo ty" to sam w swojej głowie mógł sobie ograniczać emocjonalnie ten wybór. Mógł się bać że jeśli tylko się z tobą skontaktuje to straci ja całkowicie. Pamiętaj to nie Twoja wina.

Dragomir Odpowiedz

Jesli juz nie zyje to albo to wie, albo ma to gdzies. A Ty nie wiedzialas to nic nie moglas zrobic, a skoro jego zona go oklamala to pna powinna miec wyrzuty sumienia a nie Ty. Przestan nosic na plecach cudze ciezary.

JeslemKrolem Odpowiedz

Ale co Ty chcesz naprawiać? To oni brzydko mówiąc spieprzyli sprawę Twoj ojciec i jego żona. Dorośli ludzie sami namieszali, co Ty jesteś Matka Teresa, że czujesz się winna że nie poodrkrecalas po nich

Erkana Odpowiedz

Teraz Twoj ojciec wie wszystko. Nie musisz się o nic bać ;) ><>

Xanx Odpowiedz

Wiesz ze Twoje zamartwianie się nie zmieni zupełnie niczego? Nie lepiej żyć zamiast tracić życie, czas, pieniądze i siłę na coś czego nigdy nie będziesz w stanie zmienić?

FoxyLadie

Dokładnie. Też nie rozumiem np jak można mieć depresję i wydawać pieniądze na leki i terapię, skoro można po prostu wybrać bycie szczęśliwym i zwiedzać świat. Zresztą nie tylko depresję. Jak ktoś zachoruje na raka, to od razu powinien przestać go mieć i zacząć jak normalny człowiek cieszyć się życiem.

Xanx

Wiem że to ironia ale akurat masz rację. Skoro jesteś nieuleczalnie chory to już jesteś, nic z tym nie zrobisz i możesz ten czas wykorzystać dużo lepiej niż rozpaczac. Co do depresji się nie zgodzę bo możesz coś zmienić a autorka czy człowiek który wie że umrze już nic nie zmieni. Jeśli nie ma szansy że coś zmienisz to musisz się z tym pogodzić i żyć dalej.

FoxyLadie

Ludzie umierają na raka albo i nie. Z depresją jest tak samo. W pewnym stadium nie da się już nic zrobić, bo mózg i ciało są już zbyt wyniszczone.

Zobacz więcej komentarzy (4)
Dodaj anonimowe wyznanie