Pokłóciłam się ze swoim chłopakiem o to, że jest zbyt uzależniony od rodziców, w szczególności od mamy. Nie mieszkają już razem, a i tak z każdą sprawą dzwoni do niej itd., no typowy maminsynek.
W odpowiedzi na zarzuty usłyszałam, że nie jestem adoptowana, więc tego nie zrozumiem.
Faktycznie, nie rozumiem, ale tego argumentu.
Dodaj anonimowe wyznanie
Z moich obserwacji... Ludzie którzy nie maja ciężko w życiu, maja naprawdę ciężko. Ciagle wyrzuty od środowiska „No tak bo nie jesteś adoptowany/twój rodzice nie są rozwiedzeni”
Czyli ludziom, którzy nie mają ciężko w życiu, ludzie którzy mają ciężko w życiu utrudniają życie... najwidoczniej takie wyrównanie szans
Zgadzam się w 100%, sama mam dobrą sytuację finansową i jestem w szczęśliwej, pełnej rodzinie. Raj na ziemi, ale gdy mam jakikolwiek kłopot od razu słyszę od ludzi, co ja mogę wiedzieć o problemach.
Albo klasyczne "jesteś młody to gowno wiesz o życiu", bo tylko dorośli mogą nie dawać sobie rady
Ja jestem z rozbitej rodziny, moi rodzice są rozwiedzeni, ale nigdy nie używałam tego jako argumentu. No bo co to za argument? W jakiej sprawie coś takiego może się przydać? Nielogiczne
Maminsynek.
odnosze wrazenie,z ejest was 3 w tym zwiazku
ja bym postawila ultimatum
Bo nie jesteś adoptowana.
piękny dowód wdzięczności adoptowanego syna i laurka dla przyszywanej mamy że wzbudziła w dziecku takie przywiązanie i ufność
I krzyż dla partnerki. Bo tak to czuję.
to prawda, lekko mieć nie będzie. Ale i rodzone potrafią dać popalić partnerce.
Taki sam argument z dupy jak bys mu zarzucała, że szasta kasa na lewo i prawo a on" ty nic nie rozumiesz bo nie jesteś bogata"
Odnoszę wrażenie, że to słaby przykład...