#k4u9U
Prawda była bowiem inna. Mój wspaniały, opiekuńczy chłopak (miał wtedy 29 lat) miał ogromne problemy z... potencją. Nic nie pomagało: ani coraz większe dawki leków, ani kolejni neurolodzy, urolodzy czy chirurdzy. NIC. Zresztą, lekarze od początku mówili, że problem tkwi w jego głowie. Ale on na terapię zgodził się dopiero po dwóch latach, jednak potem przychodził na sesje coraz rzadziej, mi wciskając jakieś kolorowe wymówki. Domyśliłam się, że zrezygnował ze wsparcia i leczenia, bo nie chciał już nawet podejmować starań czy prób.
Zależało mi na nim niesamowicie, więc starałam się jak tylko mogłam, żeby w łóżku mógł poczuć się zrelaksowany i pewny siebie. Kupowałam seksowne fatałaszki, przebierałam się w jego ulubiony strój pielęgniarki, pieściłam, dotykałam i stawałam na głowie, a i tak seks mieliśmy mniej więcej raz na 2 miesiące i nie dłuższy niż kilkanaście sekund, bo tylko tyle mógł wytrzymać mój ukochany, jeśli w ogóle mógł... A im bardziej go kochałam i się starałam, tym bardziej rosła we mnie frustracja i poczucie że nie jestem dość dobra albo namiętna jako kobieta. (tutaj chcę nadmienić, że niczego mi fizycznie nie brakuje, mam dobrą figurę i odpowiednie kobiece krągłości, dbam o siebie i ćwiczę).
W końcu odeszłam od niego, bo zaczęłam snuć pożądliwe myśli o przypadkowych facetach poznanych np. w pracy. Nie chciałam go zdradzać.
Wszystkim znajomym mówię, że rozeszliśmy się, bo mieliśmy po prostu różne charaktery, nie chcę wywlekać przed nimi intymnych szczegółów. Ale niezasłużona opinia laski, co ma wymagania z kosmosu mocno mnie boli. Tym bardziej, że tęsknię za nim niesamowicie i nawet byłabym skłonna podjąć kolejną próbę, bo przepracowałam już większość złych emocji, ale niestety nie mamy żadnego kontaktu.
Chciałam opowiedzieć Wam tą historię anonimowo, bo w naszej kulturze o seksie się milczy, zamiata pod dywan, nie gada o nim nawet z przyjaciółmi. Chcę unaocznić mężczyznom, że nie warto udawać macho, tylko trzeba iść na terapię jak najszybciej się da! A jeśli czytały to kobiety o podobnych przejściach, to mam nadzieję, ze czujecie się teraz mniej osamotnione, niż ja przez cztery lata związku bez możliwości porządnego wygadania się...
Bardzo Ci współczuję, domyślam się że to musiała być ciężka decyzja. Ale myślę że słuszna. Seks jets niezwykle ważny w naszym życiu i ciężko być z kimś, z kim w sferze łózkowej się nie dogadujemy. Zwłaszcza szkoda że on się poddał i nie probował dalej. Mam nadzieję że znajdziesz kogoś, kogo pokochasz równie mocno i będziecie się we wszytskim dogadywać :*
Nawet nie chodzi o sam seks. Pokazał tym, że nie jest gotów się starać o związek. To jest gorsze, jemu na czymś nie zależało. Bo to że jest problem z potencją nie zwalnia mężczyzny z rozmowy na temat kochania się, a wkładanie i wyciąganie nie jest jedynym rodzajem seksu. Inaczej lesbijki nie mogłyby uprawiać seksu, w końcu im też nie staje.
Może nie rozmawiali na temat innych sposobów i nie był świadom jak wieki jest świat zabawek erotycznych
Zabawek? Myślę że jego kobieta byłaby milion razy bardziej zadowolona, gdyby z nią rozmawiał, głaskał, pieścił, lizał, mówił sprośne rzeczy, użył rąk. Zabawki przy tym to już tylko urozmaicenie! Po prostu zachowywał się bardzo egoistycznie... "Nie staje mi to nie będę pokazywał mojej kobiecie że jest dla mnie piękna, seksowna i warta mojego zainteresowania". Zwłaszcza, że dziewczyna właśnie to samo starała się przekazać jemu.
Nie oszukujemy się seks jest jedną z podstaw związku, więc nie dziwię się, że odeszłaś. Tym bardziej, że chciałaś żeby się leczyl, a on olał sprawę i zrezygnował z leczenia.
Ale nawet, gdyby opowiedziała znajomym o tym, dlaczego tak postąpiła, to i tak została by potraktowana jak niewyżyta łaknąca wyłącznie seksu wampirzyca, bo przecież seks nie jest AŻ tak ważny w związku. Nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji.
Coż.. Jestem teraz w bardzo podobnej sytuacji tylko że ja jestem mężczyzna, jestem z narzeczoną od 5 lat a mniej więcej od 1.5 roku kochamy sie co miesiąc-dwa, sytuacja juz mnie przerasta i widze podobne objawy co u Autorki fantazjuje o koleżankach z pracy, a do narzeczonej juz sie praktycznie nie zbliżam bo wiem co odpowie, tłumaczy się tym ze "jej tego nie potrzeba a ja jestem jak każdy facet i mysle tylko o jednym" albo "znajdz sobie taka która będzie ci dawała codziennie", cóż mialem podejrzenia ze mnie zdradza ale sprawdzałem ją jak mogłem i nic nie znalazłem, zrozumiał bym gdyby byla taka od początku związku ale wczesniej kochaliśmy sie często i namiętnie, chyba lepiej pomyśleć nad zakończeniem tego związku niż męczyc sie tak caly czas..
A rozmawialiście o tym na spokojnie? Bo to jednak nie brzmi jak normalna sytuacja :/
Hm próbowałem rozmawiać normalnie ale wszystkie próby kończą sie tak jak pisalem wyżej albo innymi podobnymi słowami
Dlugo tłumaczyłem sobie to tym że miała problemy i w pracy i z rodziną, ale teraz coraz częsciej mysle ze jestem zaślepiony miłością.
A czy twoja narzeczona nie mogłaby spróbować zaspokoić cię w inny sposób, niekoniecznie uprawiając z tobą zwykły seks? Są różne mwtody na doprowadzenie faceta do orgazmu, niekoniecznie wymagające tyle wysiłku od niej, co stosunek.
Czy twoja narzeczona stosuje antykoncepcje hormonalną? Po niektórych tabletkach też tak miałam, że seks mógłby nie istnieć. Raz takie obniżenie libido miałam po tabletkach, które brałam ponad 3 lata, po zmianie na inne wszystko wróciło do normy
A podejrzewałaś może, czy on nie jest aseksualny? Rozmawialiście na ten temat?
A opowiadał ci jak taka terapia wygląda? Wysoce mnie to zaciekawiło. Jak sprawić siłą terapii, aby pene al dente, wróciło do stanu sprzed gotowania? Jeśli to są jakieś tylko teoretyczne rozważania i pogaduszki motywacyjne to słabo. Ale jeśli to są jakieś warsztaty w terenie, to chętnie bym posłuchał. Tak na zaś.
Jakie pogaduszki motywacyjne? Skoro się ktoś fatyguje do gabinetu, to znaczy, że chce. Problemy mogą być najróżniejsze - niska samoocena, nieradzenie sobie z presją ze strony partnerki, poczucie "niebycia prawdziwym mężczyzną" albo strach przed kolejną łóżkową porażką wywołane kilkoma przypadkowymi niepowodzeniami, stres w pracy czy jakiejkolwiek innej sferze, poczucie winy, przykre doświadczenia z przeszłości itd. itp.
Nie rozumiem dlaczego on nie walczył o ciebie, dlaczego pozwolił ci odejść, dlaczego nie chodził na terapie dla ciebie i dla siebie samego. Może ty go nie kręcisz bo jest gejem?
Bo mu to wisiało I powiewało.
Jakby chciał to by się postarał.
W sumie to walczył, bo leczył się i sprawdzał, czy wszystko ok. Zakładam, że jest aseksualny i po prostu nie przeskoczy tego problemu, a nie chciał przyznać się autorce, bo miał głupią nadzieję, że w końcu temat seksu umrze śmiercią naturalną.
@PrzezSamoH Raczej nie chcial sie starac. Niestety wielu rezygnuje z terapii bo jest za trudno, bo po co otwierac stare rany, skoro to boli? Chodzil na terapie niechetnie.
Też rozstałam się z facetem przez pewną jego wadę, której nie mogłam zaakceptować, a on nie chciał nad tym pracować. I tak samo - minął już prawie rok, a ja dalej za nim niesamowicie tęsknię i mimo tego, że wiem, że postąpiłam słusznie, i tak bym go przyjęła spowrotem. Boli mnie i nadal nie rozumiem - czemu nie walczył i czemu dał mi tak łatwo odejść, skoro poza tą jedną rzeczą byliśmy bardzo zgraną i dobraną parą. Po prostu nie rozumiem i mi przykro.
Odeszłaś, bo chciałaś, żeby Cię zatrzymywał i zmienił się, ale jak widać, nie zawsze każdy chce gonić za tym, który odchodzi. Po prostu uszanował Twoją decyzję, może ma też swoją dumę. No ale jeśli jakaś jedna wada przekreślała w Twoich oczach wszystkie jego plusy, to lepiej się stało, że się rozeszliście, nie można też na siłę zmieniać kogoś, lepiej znaleźć osobę, która będzie lepiej do nas dopasowana.
Skoro chciałaś z nim być, to po co zrywałaś? Facet zachował się w porządku, kochał cię, pragnął twojego szczęścia, więc spełnił teoje życzenie pozwolił ci odejść. Tak zachowują się dojrzali ludzie. Jeżeli z kimś zrywasz, pogódź się z konsekwencjami, w tym z całkowitym rozstaniem
@Fina Widocznie jego wada byla powazna, skoro odeszla.
*z powrotem
Anakonda, nie neguję odejścia Foxy, tylko myślenia: zerwę, on będzie o mnie walczył, ja łaskawie wrócę do niego, ale zyskam dodatkowy argument w dyskusji (wstaw wspomnianą wadę).
Nie ma nic złego, że Foxy rozstała się z powodu jakiejś wady, (prawie) każdy się przez jakąś wadę rozstaje. Dla mnie niepoważnym jest rzucenie kogoś, mimo, że dalej chcemy i planujemy z tą osobą tworzyć związek, tylko po to by coś na niej wymóc.
Nie wiem w jakiej kulturze Ty żyjesz, ale wśród dojrzałych ludzi nie milczy się na ten temat raczej, bo i po co.
A poza tym to współczuję bardzo i życzę szczęścia.
Nie musisz się nikomu tłumaczyć. Zresztą nie jestem pewna czy oni by zrozumieli. Mogłoby dopiero zacząć się głupie gadanie :P
A jeśli był gejem, a ty jego zasłoną dymną?