#jWmft

Sytuacja miała miejsce, gdy byłem w drugiej klasie liceum. W mojej okolicy popularne są „półmetki”, czyli imprezy organizowane w połowie liceum. Koleżanka ze szkoły podstawowej, która uczęszczała do innego liceum, zaprosiła mnie na taką właśnie imprezę. Bawiłem się świetnie, a obecność różnych trunków wpłynęła na moją pewność siebie, pozwalając mi wykrzesać z siebie najlepsze cechy partii do wzięcia.
I wtedy bum! Fajna dziewczyna, z którą trochę tańczyłem, poprosiła mnie o numer telefonu. No i czar prysł. Mój genialny mózg podpowiedział mi słowa: „Nieznajomym numeru nie daję”. Dziewczyna się uśmiechnęła, kiwnęła głową, chwilę porozmawialiśmy i każdy poszedł w swoją stronę.
Szybko zapomniałem o tej sytuacji, aż do czasu studniówki. Nie byłem pewny siebie i ciężko mi było znaleźć partnerkę, ale jakoś udało się zaprosić fajną dziewczynę... przynajmniej tak mi się wydawało. Na studniówce okazało się, że piosenki jej nie odpowiadają i tańczyć nie będzie. Na szczęście na tej imprezie też były różne trunki (oczywiście w obu przypadkach niedozwolone), więc postanowiłem bawić się sam.
I tu, na parkiecie, stoi ona – dziewczyna od numeru! Okazało się, że jej partner również tancerzem nie jest i podpiera ściany, a ona chciała potańczyć. Bawiliśmy się przez pół studniówki i co się dalej stało? Nic. Bo tym razem to mnie było głupio poprosić ją o numer. I znów każdy poszedł w swoją stronę.
Następnego dnia kolega z klasy zaprosił ją na poprawiny studniówki, a ja po całej akcji poszedłem sam. Kolega też nie był skory do tańca, więc znowu skorzystałem i spędziłem z nią całą imprezę. W końcu, na sam koniec, zdobyłem się na odwagę i poprosiłem ją o numer telefonu, a ona z uśmiechem na twarzy odpowiedziała: „Nieznajomym numeru nie daję”. Historia pięknie zatoczyła koło. Gdy to usłyszałem, aż się roześmiałem, bo to faktycznie było epickie, że po takim czasie doszło do takiej powtórki.
Dodaj anonimowe wyznanie