#jVlqT
Był to poniedziałek ja jako uczeń drugiej klasy liceum wstałem z rana, żeby przygotować się do szkoły. Po opuszczeniu toalety, byłem gotowy do wyjścia. Odwiedziłem jeszcze kuchnie gdzie był mój tata i ten widok wraz z krótkim dialogiem zapamiętam do końca życia.
Tata ze łzami w oczach stoi i przygotowuje śniadanie. Patrzy na mnie i mówi:
- Adrianku... babcia nie żyje.
Na co ja odpowiedziałem tylko :
- TAK?!... *chwila ciszy*
- Wychodzę do szkoły
I poszedłem nie zwracając uwagi na nic.
Był to pierwszy raz, gdy widziałem tatę jak płakał. Zawsze gdy o tym myślę brzydzę się sobą i swoim zachowaniem. Jak mogłem do taty nie podejść i go przytulić, wesprzeć. Od tamtego dnia zawsze mam tą scenę przed oczami i nie potrafię tego wymazać. Czuje, że nie zachowałem się jak jego syn.
W szoku ciężko czasem o racjonalne zachowanie, pewnie do końca do Ciebie jeszcze nie dotarło, co się stało, więc nie obwiniaj się. To nie ma sensu. Trzymaj się! :)
To nie jest Twoja wina. Fakt może nie przytuliles go ani nic z tego. Pewnie pomyślał,że chciałeś w ciszy pogodzić się z tą informacją. Nie obwiniaj się,bo i tak już nic nie zmienisz.
Jak to nie jest jego wina? A kogo? Słonia z Afryki?
o czym ty pieprzysz gosciu?
a ja się zgadzam z @1488, ale nie ma nic czego nie da się naprawić. szczera rozmowa załatwiłaby sprawę i wątpię, że tata autora ma pretensje do syna. ;)
@rasowypodpizdzie, fajny nick, a pisząc tamten komentarz odnosiłem się do xNapix, czyli "to nie hest twoja wina" oczywiscie, że to jego wina bo to on powiedział głupstwo do ojca, a nie ktoś inny.
Dołączam się do moich przedmówców. Mózg po prostu tego nie zajerestrował, taka bariera obronna.
Ja też zareagowałam dziwnie dowiadując się o śmierci babci. Pewnie wszyscy myśleli, że się nie przejęłam, a ja szczerze mówiąc wręcz poczułam ulgę, bo widziałam ją w agonii, zanim umarła. Rodzice nie powinni mnie wtedy tam wpuszczać.
Powiedziałam mamie tylko, że mi przykro i nie wracałam do tematu, mimo, że jej było strasznie przykro. Po prostu jakoś nie doszło do mnie faktyczne znaczenie śmierci, a mama potem wypłakała się ze swoimi siostrami i to jej z pewnością bardziej pomogło, niż jakiekolwiek słowa czy czyny z mojej strony.
Także nie martw się, tata nie jest zły, na pewno :-)
Ja zobaczyłam zmarłą babcię leżącą na łóżku, ubraną w rzeczy do trumny. Stanęłam w progu, popatrzyłam się i wyszłam z pokoju. Usiadłam na krześle w kuchni i dopiero po chwili dotarło do mnie co się właściwie stało. Także wcale się nie dziwie reakcji autora wyznania. Czasem w mózgu powstaje taka bariera i dochodzą do nas pewne sprawy z lekkim opóźnieniem.
Nie można przewidzieć zachowania się w takiej sytuacji. Nawet jeśli wydaję Ci się, że znasz siebie najlepiej, potrafisz sam siebie zaskoczyć w takim momencie. Obwinianie się nic nie da... ale rozumiem jak musisz się teraz czuć. Sama mam podobnie.
Nie martw się.. Jak powiedziano mi,że dziadek nie żyje, zaczęłam się śmiać. Tak samo przy wypadku samochodowym, który przeżyłam. Czułam, że uderzamy o różne rzeczy, miotalo nami, wszyscy krzyczeli, a ja się śmiałam. Każdy ma inne reakcje na stres
Mam tak samo, to jest strasznie niezręczne, byłam kiedyś u weterynarza z kotem, którego trzeba było uśpić i podczas zabiegu zaczęłam się śmiać. Innym razem koleżanka opowiadała mi o śmierci babci, a ja nie mogłam powstrzymać śmiechu
Jeszcze chyba możesz to naprawić, porozmawiać z tatą?
Byłeś w szoku. Z tego co o sobie napisałeś, musiało Tobą to na prawdę wstrząsnąć. Owszem, mogłeś zrobić coś innego ale ciężko było by wymagać od Ciebie bardziej logicznego działania.
Kiedyś zadzwoniła do mnie zaplakana mama kolegi, powiedziala mi ze zmarł ...
... odpowiedzialam "aha" i się rozlaczylam :/
To był szok :/ nie martw się.
Byłeś w szoku, widząc tatę w takim stanie. Nie powinien ci mieć tego za złe. Jak tak się tym przejmujesz, to zawsze możesz z nim porozmawiać :)