#iickP
W wieku 17 lat wzięłam swój pierwszy ślub. Rok 1996. Zaszłam w ciążę i rodzice dali mi wybór - szybki ślub albo aborcja. Jestem wierząca, więc wyszłam za mąż za mojego ówczesnego chłopaka. Był 5 lat starszy i był w stanie utrzymać mnie i dziecko, kiedy ja uczyłam się, a popołudnia spędzałam z synem. Nasze małżeństwo trwało 11 lat, w międzyczasie urodziłam drugie dziecko, także syna. Mój mąż pracował na budowie w Austrii. Któregoś dnia dostałam telefon z Ambasady RP w Wiedniu, że mój mąż spadł z rusztowania I zmarł w szpitalu w wyniku odniesionych ran. Poczułam, jak wali mi się świat. Miałam 28 lat, 2 dzieci na utrzymaniu I brak jakichkolwiek perspektyw. To mąż nas utrzymywał, ja miałam zająć się domem. Ten wypadek zmienił wszystko. Musiałam znaleźć szybko pracę, przejść przez miliony rozmów z psychologami i stanąć na nogi. Na szczęście pracę znalazłam i mogłam utrzymać siebie, a przede wszystkim moich synów. Oni również musieli dostosować się do zmian. Już nie było matki na każde ich zawołanie, musieli stać się bardziej samodzielni. Początki były potwornie trudne, ale z czasem przywykliśmy do nowej sytuacji.
Dwa lata po śmierci mojego męża poznałam pewnego lekarza z naszej przychodni. Zaprosił mnie na kawę i po kilku spotkaniach zostaliśmy parą. On miał 40 lat I żadnych zobowiązań - był po prostu wolny. Spotykaliśmy się przez półtora roku, po czym otrzymał propozycję pracy w Norwegi. Zgodził się I powiedział, że przyjadę do niego z dziećmi jak tylko się tam urządzi. Czekałam na wiadomość o tym, że mamy kupować bilety do Oslo ponad pół roku. Po tym czasie dostałam list, w którym mówi mi, że nie mam robić sobie nadziei na przyjazd, bo w międzyczasie on zdążył związać się z pielęgniarką ze szpitala, w którym pracuje. Przez pół roku oszukiwał mnie, bo przecież dzwonił, pisał maile itp.
Po tym zerwaniu długo dochodziłam do siebie. Skupiłam się na karierze zawodowej i dorastających synach. Pięć lat temu poznałam przez koleżankę mężczyznę, z którym spotykałam się pół roku. Zakończyłam tę znajomość po tym, jak odkryłam, że nie powiedział mi o sobie wszystkiego - miał żonę. Dopiero po roku byłam w stanie spotkać się z mężczyzną. Był to stary znajomy z klasy. Od dwóch lat jesteśmy małżeństwem, a od pół roku wiem, że ma 21-letnią kochankę. Ja w maju kończę 40 lat i jedyne, co udało mi się w życiu, to moi synowie. Mimo to codziennie zastanawiam się co by było, gdybym 23 lata temu nie zaszła w ciążę i nie musiała wychodzić za mąż.
Moja mama została wdową z 8 miesięcznym dzieckiem, zanim skończyła 21 lat. 9 lat później poznała mojego ojca, który niestety okazał się damskim bokserem, którego jedyną miłością życia była wódka. Dopiero po 40 stworzyła udany związek z mężczyzną, którego znała od ponad 20 lat, ale wcześniej on był w związku małżeńskim (kiedy ponownie się spotkali, on był po rozwodzie). Niestety ale historia bez happy endu - mama zmarła na zawał w wieku 43 lat. Pocieszam się tylko myślą, że choć krótko przed śmiercią, zaznała trochę szczęścia.
Ej @RollyPolly! Ładny komentarz, ale zmieniłabym końcówkę. Twoja mama mogła być szczęśliwa, bo miała Ciebie i swój sens życia :)
@FlowMeUp dziękuję. Chodziło mi bardziej o takie szczęście z bycia w związku, niż o szczęście z bycia rodzicem, bo to jednak dwie różne sprawy. Jako mama, zapewne była szczęśliwa, zwłaszcza, że wraz z siostrą nie byłyśmy jakimiś szczególnie trudnymi dziećmi. Natomiast myślę, że jako kobieta, pragnąca wsparcia i ciepła mężczyzny, mama za mało tego zaznała w życiu i była zwyczajnie pod tym względem samotna.
Mama mojej przyjaciółki ma trójkę dzieci - każde ma innego ojca. Dwóch pierwszych jej facetów, bo jakimś dłuższym czasie okazywali się draniami, którzy znęcali się nad dziećmi i nią, więc szybko kończyła te związki. Dopiero 6 lat temu (W wieku około 40 lat), kiedy najstarszy syn miał 15-17 lat, poznała na serio dobrego faceta, z którym ma najmłodsze, 5-letnie dziecko.
Życzę Ci, abyś i ty spotkała kogoś dobrego :)
moja kolezanka ma 2 dzieci kazde innego ojca. z kazdym byla w malzenstwie
teraz jest sama, ale dobre ejj zycze, niektorzy po prostu maja patomagnes w tylku, ja niestety tez...
Patomagnes w tyłku <3 Kradnę to określenie
@Jajkazketchupem - nie szanujesz siebie, nie będą szanować i Ciebie ;)
Brzmisz jak poukładana, dojrzała kobieta. Dlatego to chyba zwyczajny pech i trafiasz na drani. Szczęścia.
raz trafić na drania to jeszcze zrozumiem, ale każdy nieudany związek tłumaczyć pechem to troche przesada
@Whereru racja. Może to z desperacji, albo złych wzorców facetów. To co? Psychoterapia? ;)
Drań miał czelność spaść z rusztowania.
Ale wygląda na to że twój pierwszy mąż był w porządku, tylko nieszczęśliwy wypadek was rozdzielił.
Ja nie uwazam, ze to pech do mezczyzn. Mialas udane pierwsze malzenstwo, potem weszlas na rynek signli ok 30, czyli pozno. Nie mozna zakladac, ze kazda relacja skonczy sie dozywotnim zwiazkiem. Niektorzy tak maja i im sie udaje, ale jest to bardo maly procent. Zanim sie pozna kogos mijaja, tygodnie, miesiace, jak nie lata. Mozna miec udany zwiazek przez jakis czas, a potem sie rozstac, bo mamy inne cele, marzenia i oczekiwania. I to jest jak najbardziej ok. Lepiej tak, niz sie meczyc przez lata, lepiej zaczac szukac kogos innego, odpowiedniego dla nas. Wiekszosc przez to przechodzi w wieku nastoletnim i 20+, ty mialas wtedy meza, wiec przechodzisz przez to teraz. Wg mnie to normalne i to zaden pech. Musisz bardziej skupic sie na poznawaniu mezczyzn na poczatku: to, ze ktos ma zone bardzo latwo sprawdzic i wyczuc, slub po poltora roku to dosc szybko. Na 40 podaruj sobie rozwod i wolnosc, a potem skup sie na sobie i swoim szczesciu, takim wewnetrznym, nie przez faceta.
"Pecha" nie masz, tak jest zazwyczaj w życiu. I tak długo miałaś szczęście, 11 lat w stabilnym związku i potem tylko 2 oszustwa. Ja jestem dużo młodsza i w swoim życiu spotkałam już kilku takich oszustów. Masz dzieci, to masz dużo. Jesteś jeszcze młoda. Może teraz spróbuj przez jakieś portale randkowe, tam łatwiej kogoś poznać. Na pewno szkoda skazywać się na samotność z powodu jakiś 2 niefajnych typków.
Toksyczne schematy leżące głęboko w psychice?
Buhahahahahahaha
Pierwsze zdania - jestem wierząca. I uprawiałam seks przedmałżeński.
Mniejsza z tym, wracam czytać.
@mroofkojad
Tak. Tyle, że nie stałaby przed tym dylematem, gdyby żyła w zgodzie z zasadami swojej wiary. Osobiście nie mam nic przeciwko temu i nie bardzo mnie obchodzi "czystość przedmałżeńska", kiedy siedzę w łóżku z chłopakiem, ale ja nie wierzę. Po prostu nie lubię hipokryzji :)
@ZBolemAgnostyczka
Autorka wyzwania nie określiła w "co" wierzy, może wierzyć w Boga, ale nie kościół i jego zasady ustalone przez kogoś innego. Więcej zrozumienia, a mniej uprzedzenia :)
@Frenzakzen
Prawda, mogło to oznaczać jakąkolwiek wiarę, zwróć jednak uwagę, że w Polsce, jako kraju zdominowanym przesz chrześcijaństwo, stwierdzenie "człowiek wierzący" jest często uznawane za synonim dla "człowiek przyjmujący dogmat katolickiej wiary".
Jeżeli się pomyliłam, choć w to wątpię - mój błąd.
Może autorka się wypowie?
byla wierzaca, wiec rodzice tez byli i nagle grozba aborcji
Agnostyczka jestem etgo samego zdania, hipokryzja to zlo. chcesz wierzyc? droga wolna. ale przestrzegaj wszystkich zasad a nie tylko tych, ktore ci pasuja
@bazienka
Najgorsze jest podejście w stylu "dlaczego mam się powstrzymywać od grzechu, przecież się wyspowiadam" i chodzą tacy i nie widzą tego, czego widzieć nie chcę. Ślepi i głusi, na dodatek się tym chwalący.
Kiedy chciałam dobrze się przygotować do spowiedzi to czytałam wiele opinii i rad dotyczących grzechu nieczystości.
I napotkałam tam opinię, że często jest tak, że ludzie fiksują się bardzo na tym, że uprawiali seks, petting, masturbowali się... I zapominają, że mają też inne grzechy.
Nikt nie zwraca uwagi, że wierząca a plotkuje, albo wierząca i jest leniwa albo zazdrości innym.
Moja znajoma szła z brzuchem do ołtarza, a znam niewiele osób tak autentycznie wierzących. I fakt, że przespała się ze swoim facetem jej wiary nie przekreśla.
Ilekroć czytam lub słyszę historie o nieudanych związkach, to czuję tylko zazdrość, że ktoś ma w ogóle szanse na jakiekolwiek związki. "Tu parę lat z tym, przerwa na ochłonięcie, potem znowu się ktoś pojawia" i tak w kółko.
A ja? Skazany na samotność. To chyba gorsze, bo nawet osoby po najgorszych przejściach decydują się znowu z kimś wiązać. Czasami wytrzymują 5-10 lat, ale prędzej czy później każdy chce się z kimś związać.
Szukanie w realu mi nie wychodzi, bo tu liczy się głównie ekstrawertyzm i pewność siebie. Jesteś nieśmiały, wycofany i cichy (i oczywiście nieprzystojny)? Jako facet zapomnij, że ktoś zwróci na ciebie uwagę.
Szukanie w internecie to już w ogóle rak, bo wtedy kobiety stają się jeszcze gorszymi wzrokowcami niż mężczyźni. Ci to przynajmniej nie stawiają wysoko poprzeczki, a panie? Przy stosunku 2 facetów na 1 kobietę (na zachodzie europy jest ponoć 9:1), mogą sobie przebierać w najlepszych egzemplarzach. Wiele razy czytałem jak ktoś nawet mający powodzenie w realu i po kilku związkach, mocno rozczarowywał się aplikacjami i portalami randkowymi, bo nikt nie chciał z nim gadać. Szukanie partnerki przez faceta to teraz wyścig szczurów, porównywalny z tym, który bywa na rynku pracy, w korporacjach itd.
Ech... sorki za ten mało wnoszący do wyznania komentarz, ale zawsze mnie ten temat triggerował i w końcu musiałem się wyżalić.
Opko, powodzenia w szukaniu miłości, może karma w końcu wróci. :-|
Hmm... Grasz w niewłaściwą grę. :p Ja przez kilka ładnych lat grania w WoWa zaobserwowałam sporo przypadków powstania nowych związków damsko-męskich, z których część trwałością przypominała żywot jętki, część przynajmniej zakończyła się ciekawą przygodą, a część dotarła do etapu małżeństwa (w tym już ponad sześcioletni związek niżej, czy tam wyżej podpisanej). Łatwiej poznawać ludzi w grze, w której aby coś więcej osiągnąć trzeba być częścią większej całości (jak gildia) i dodatkowo poświęcić sporo czasu na wspólne granie (choćby 5 - 20 osobowe instancje). Ludzie piszą, gadają ze sobą, organizują nawet mniejsze lub większe) zloty gildyjne, czasem przyjaźnie zmieniają się w miłość...
@Korhedron
Grałem przez parę lat w Lineage 2 i byłem w kilku gildiach. Niestety w świecie gier jest podobnie jak na portalach i aplikacjach randkowych - wielu facetów na pojedyncze kobiety. Miałem nawet to szczęście, że jedna z dziewczyn była z mojego miasta, ale jakoś nic między nami nie zaiskrzyło i nie czułem z jej strony żadnej chęci na zbliżenie. Może jakbym zaczął pajacować (narzucać się) i codziennie ją zagadywać, to może coś by z tego było, ale ja tak nie potrafię. Żeby coś się ruszyło muszę widzieć, że druga strona chce mieć ze mną kontakt, a nie tylko ograniczać się do samych odpowiedzi (często lakonicznych).
Szczególnie gdy widziałem innych, starających się o jej względy i spamujących chat, byle ich tylko zauważyła, to odechciewało mi się w ogóle pisania.
Graz LoLa - ja gram cały czas w świecie Ziemia. Należałem do różnych gildii. Począwszy od podwórkowej, a z czasem awansując do szkolnej, a nawet studenckiej. Im wyższy poziom zyskiwałem tym bardziej dostrzegałem że rozkład płci wśród graczy jest raczej fifty-fifty. Postawiłem też na oralny komunikator. Z klawiaturą łapałem za duże lagi.
@majer
Też gram na tym świecie, ale tutaj zasady są nieco inne. Najważniejsza różnica jest taka, że jest tylko jedno życie i nie można się wylogować w dowolnym momencie, co wielu ludzi nie raz chciałoby zrobić, kwitując daną sytuację słowami "najchętniej zapadłbym się pod ziemię". ;-)
Faktycznie w tym świecie kobiet jest prawie tyle samo co facetów, ale nadal nie rozwiązuje to wielu problemów, które opisałem w pierwszym komentarzu. Jak ktoś lubi rywalizacje, wyścig szczurów i dobrze czuje się jako łowca, to może się tu odnaleźć. Niestety nie każdy jest w stanie pójść tą drogą.
@GraczLoLa
Myślę, że wszystko zależy od osobowości, niektóre kobiety lubią tych narzucających się adoratorów, a inne (na przykład ja) wręcz przeciwnie, preferują tych cichych i skromnych profesjonalistów, którzy odzywają się tylko kiedy naprawdę mają coś do powiedzenia.
@majer
Każdy gra w tę grę codziennie, a sięgając po te mniej... hmm... obowiązkowe gry (jakby na to nie patrzeć od gry "Ziemia" nikt nie ucieknie) liczymy na zabawę, odpoczynek, nieco rywalizacji, bądź szansę poznania kogoś ciekawego. Więc... Po co ograniczać się do jednego świata?
To może jakoś popracuj nad sobą, a nie narzekaj, jak to źle nie masz.
Mówisz, że nie masz szczęścia do mężczyzn, a może właśnie miałaś ale się skończyło (tak wiem źle to brzmi). Twój pierwszy mąż miał 22 lata i i był w tym wieku w stanie utrzymać ciebie i dziecko i jeszcze wziąć z tobą ślub. Wierz mi, że mało mężczyzn zgodziło by się na taki obrót spraw gdyby w wieku 22 lat wpadło z 17 łatką. Moim zdaniem powinnaś powiedzieć, że twoje szczęście do mężczyzn skończyło się wraz ze śmiercią twojego męża.
Ps. Pamiętaj, że masz dwóch mężczyzn którzy dla matki mogą być największym szczęściem.