#iaw85

Mój dziadek (lat 84) to dziarski, świetnie trzymający się starszy pan, który nie wymaga żadnej specjalnej opieki. Rok temu przeprowadziliśmy go do nowego mieszkania w nieco bardziej nowoczesnym budownictwie. Na początku zeszłego lata do mieszkania nad nim wprowadzili się nowi lokatorzy, ale zarówno dziadek, jak i ja widywaliśmy tylko uroczą, rudą sąsiadkę, nigdy jej mężczyznę.

Pod koniec sierpnia, przy okazji naszego cotygodniowego posiedzenia na balkonie, dziadek wyjątkowo obficie szafuje nalewkami i w końcu prosi, żebym pomógł mu zawiązać bliższą znajomość z panem Leopoldem Torebką, owym fantomowym sąsiadem należącym do rudej pani. Dziadek w jednym miejscu mieszkania czasami mimowolnie słyszał, jak pani Ania (owa ruda) zawzięcie rozmawia z tym panem, który najprawdopodobniej jest zapalonym wędkarzem (teksty w stylu "Leoś, no co ja się mam z tobą i tymi twoimi robalami/muchami..."). Dziadkowi oczy się świecą, bo uwielbia wędkowanie, ale oczy i palce już nie te, ja przez pracę i co tu dużo mówić, kompletny brak zainteresowania nijak się nie nadaję, a tu pod bokiem młody sąsiad, wędkarz, a nuż zaiskrzy...

Cóż, pretekst się znalazł, powędrowałem na górę i dzwonię. Pytam panią Torebkę o pana Leopolda, mam do niego interes w imieniu dziadka... śliczna, ruda pani robi wielkie oczy i wyraźnie zdezorientowana znika w głębi mieszkania, a po chwili wraca z ogromnym (metrowym) wspaniałym samcem legwana (jeśli dobrze pamiętam to co o nim mówiła) i pyta, co to za egzotyczne owady uprzykrzają życie dziadkowi, że musi je smokiem szczuć.

Ów smok na imię Leoś (na cześć działa kolejowego) alias Torebka, a sąsiadka regularnie go zagaduje. Ale dziadek się nie rozczarował, bo jak się okazało, panna Anna z zapałem uprawia wędkarstwo spinningowe (zaraził ją tym jej świętej pamięci dziadek) i regularnie przesiadują wspólnie na pobliską rzeką, albo i dalszym jeziorem, jak im się nie chce zanadto zmachać. Za to kiedy ona musi gdzieś wybyć na kilka dni, Leopold ma oddanego opiekuna. Panna Anna tej wiosny wychodzi za mąż... ale ani za mnie, ani za dziadka, tylko za bardzo sympatycznego, równie zapalonego co dziadek, programistę - wędkarza :)
herooftheday Odpowiedz

Jak przeczytałam o tych robakach pomyślałam, że ta kobieta trzyma w domu trupa...co ja mam w głowie?

Matik987

Za dużo internetów na dziś

Ala223

Nie ty jedyna...

Shoxss Odpowiedz

"Pan Leopold jest fanatykiem wędkarstwa. Pół mieszkania zaje*ane wedkami." XD

czarneowce Odpowiedz

Myślałem, że pan leoś jest martwy i robaki są w jego ciele :P

Nikodem2501 Odpowiedz

Raczej nie był to legwan zielony, gdyż te legwany są roślinożerne :)

hulajdusza Odpowiedz

Jeżeli ktoś czytał "Yellow Bahama w prążki" to pozdrawiam xD

Eldingar Odpowiedz

A ja się spodziewałam, że sąsiadka będzie mieć urojenia i Leopold tak naprawdę nie istnieje...😀

KrukSTH Odpowiedz

Legwany nie jedzą robaków tylko rośliny, głównie liście i jakieś warzywa, ale i tak słodka historia <3

ARara Odpowiedz

Żyjącemu, czującemu stworzeniu wbija się w podniebienie/przełyk haczyk, a następnie za ten haczyk wyciąga z wody. Jakie to relaksujące.

Dragomir

Żyjącemu, czującemu człowiekowi każe się zakładać szmatę na ryj i w tym zapie.dalać. Podnosi się koszty wszystkiego, żeby tylko nie zdechł z głodu ale nie miał czasu na nic innego poza pracą. Jakie to miłosierne.

Erick76

Nazwij jeszcze masowymi mordercami tych co zabijaja komary.

crimsoneye Odpowiedz

Wyznanie rodem jak z jakies książki, którą chętnie bym przeczytała :D

Dodaj anonimowe wyznanie