#iZqvQ

Nie mogę się odkochać w byłym chłopaku.
Staram się żyć, ale gdzieś w głowie cały czas pojawia mi się myśl, że już nie jesteśmy razem. Parę pierwszych miesięcy żyłam nadzieją, że być może on jeszcze będzie mnie chciał.

Zerwał nagle, bez powodu. Nawet nie chciał ze mną rozmawiać. Boli mnie to, że nawet nie zadał sobie trudu, żeby porozmawiać ze mną o tym, czego mu brakuje w związku. Nie miałam żadnej możliwości naprawy i z dnia na dzień straciłam osobę, która była całym światem.

Zawsze myślałam, że jestem silną osobą i teraz przeraża mnie odkrycie, że od tak dawna cierpię po stracie chłopaka. Pamiętam, że kiedy byłam mała i dopiero wyobrażałam sobie jak to jest być z kimś, bałam się, że będę kochała kogoś, kto nie będzie kochał mnie. Teraz właśnie tak jest.

Chociaż wiem, że podobnie czuje się mnóstwo kobiet i mężczyzn, to i tak czuję taki ból w sercu... Nie mam z kim o tym porozmawiać, bo wychodzę z założenia, że ludzie chcą pomóc, ale nie są w stanie słuchać cały czas o tym samym problemie. Nie chcę zamęczać sobą tych paru osób, które przy sobie mam.
Myślę o założeniu pamiętnika, żeby móc wyrzucić z siebie ciężar. Czasami układam sobie w głowie dialog mój i byłego chłopaka. Wtedy sama mogę wyjaśnić sobie to, co mogło być wg niego nie tak.

Możecie uznać, że przesadzam i zachowuję się jak nastolatka, ale chyba zabija mnie samo to, że nie dał mi szansy na rozmowę.
KateClumsy Odpowiedz

Niekiedy trzeba czasu, żeby się oswoić z nową rzeczywistością, zacząć funkcjonować bez kogoś, kto dotychczas stanowił, wydawałoby się, oś naszego życia. Sama byłam kiedyś w podobnej sytuacji. Po siedmiu latach związku chłopak stwierdził, że "kocha mnie, ale nie jest we mnie zakochany i nie wie, co robić". Później okazało się, że zwyczajnie poznał inną dziewczynę i chciał się z nią związać. Dopóki dawał mi nadzieję, starałam się go przekonywać, walczyć, ocierałam się wręcz o szantaże emocjonalne, nie wiedząc, co zrobić i sądząc, że "bez niego nic". Później odszedł definitywnie i to było dla mnie źródłem wielkiej i nieukojonej rozpaczy, ponieważ myślałam, że to on jest fundamentem mojego życia i nie wyobrażałam sobie niczego dalej. Z tej czarnej dziury wyrwała mnie przyjaciółka, dowodząc, że sama muszę być swoim przyjacielem. Wyjechałam aż do Włoch, żeby nabrać dystansu. Po pewnym czasie zrozumiałam, że może mnie mimo wszystko czekać jeszcze coś dobrego, że muszę o siebie zadbać, że życie trwa nadal mimo tej straty. Wciąż jeszcze o nim myślałam, ale powoli coraz mniej boleśnie; z tęsknoty przez złość doszłam do jako takiej równowagi. Później zaczęłam nowy związek, wyszłam za mąż i nie dość, że były chłopak nie jest zbyt często tematem moich rozmyślań, to nawet potrafię mu dobrze życzyć i nie drażni mnie myśl, że jest szczęśliwy z kimś innym. Jak pisała Małgorzata Musierowicz, dojście do siebie to droga, więc potrzeba na to czasu. ;) Powtórzę to, co mnie postawiło na nogi: musisz być swoim przyjacielem, starać się pomóc sobie tak, zaopiekować się sobą tak, jak zaopiekowałabyś się kimś, na kim ci zależy - bo powinno ci zależeć na sobie samej, powinnaś w siebie wierzyć i siebie kochać. Twój chłopak nie był sensem twojego życia, on tylko uzupełniał ten sens - o coś bardzo ważnego, ale nie niezbędnego, nie niezastąpionego. Sens jest w tobie i w wielu różnych elementach twojego życia, dostrzegaj to, szukaj i dbaj o siebie. ;)

bazienka

a moj narzeczony po 6 latach przyszedl z tekstem " ja siejeszcze nei wyszalalem, a ty mnie ograniczasz"
wrocil wtedy z jakiegos szkolenia, na ktorym mnie zdradzil
z laska, z ktora zdradzal mnie caly Woodstock, piszac do mnie smsy " kocham cie"
okazalo sie, z egnoj zdradzal mnie min pol zwiazku tak, z emusialam przebadac sie na wszelkie weneryki
dzis sie ciesze, ze z nim nie zostalam
chociaz wtedy niemal na kolanach blagalam, by zostal

IgloPrzemocy

Ciekawy kontrast: ładny, budujący i merytoryczny komentarz KateClumsy w zestawieniu z średnio czytelnymi wypocinami bazienki.

Swoją drogą dobrze wiedzieć, że styl pisania bazienki jest spójny, niezależnie od portalu :)

bazienka

iglo, ubolewam nad problemami z czytaniem w tym wieku :)

HumanAgainstOdds Odpowiedz

Wiem doskonale co to za uczucie. Niestety niedawno zostało zastąpione po prostu rozczarowaniem i wściekłością. Wykorzystała mnie, jej słowa nie były nigdy szczere, nie umiem sobie nic przypomnieć z dobrych sytuacji, same złe... też nie mam z kim o tym pogadać, bo jedna osoba nawróciła jakieś 60% znajomych przeciwko mnie, tylko dlatego że śmiałem się otworzyć z problemami (tego jest więcej...)

Annoyinggirl

Czasem zastanawiam się czy nie zostawiłam swojego byłego w podobnej sytuacji, nieumyślnie. Ludzie mają jakąś dziwną tendencje do ,,wybierania'' jednej ze stron. Zazwyczaj dziewczyny bo ona taka biedna, samotna. A chłopak to niby nie? Zauważyłam, że większość znajomych, naszych wspolnych, się od niego odwróciła. Prawie wiszący przestali się do niego odzywać. Powiedział mi o tym i było mi z tym głupio, że tak wyszło. Może to też po części taka głupia reakcja otoczenia?

Annoyinggirl

*wszyscy. Nadgorliwa aurokorekta

Staropolanka

Ja aktualnie jestem w sytuacji gdzie, moja przyjaciółka zerwała z bardzo dobrym moim kumplem. Nie stanęłam po żadnej ze stron, starałam się chłopakowi pomagać, mimo że zaczął kręcić bajerę do mnie, a ja nie byłam zainteresowana (wzbudzał w bardzo perfidny sposób moją zazdrość, w sensie próbował, bo nigdy mu to nie wyszło), ale coś mu się odwidziało i nawet na cześć mi nie odpowiada, tak bez powodu. To po prostu zalezy od człowieka.

Fargetduliker Odpowiedz

To zrozumiałe, że tak się załamałaś po stracie całego świata. Problemem jest to, że człowiek był całym twoim światem, a tak naprawdę powinnaś przede wszystkim skupić się na sobie.

Chaos Odpowiedz

Boziu, jesteś tak podobna do mnie. Znaczy, nie, nigdy nie byłam w związku, więc nie mam takich problemów, ale mogę sobie tylko wyobrazić jak paskudne to uczucie. Jednak mam tak samo, że cierpię i nie chcę się narzucać innym więc nie wyżalam się porządnie. To nie jest w porządku i przykro mi.
W każdym razie wierzę, że poradzisz sobie z tym, byleby się nie poddawać. Wiem po sobie, że najlepszym lekiem na zranioną miłość jest nowa miłość.
Trzymaj się. ♥

pracoholiczka Odpowiedz

A ja po zerwaniu poznałam nowego faceta. Z tym że u nas rozstanie się było wspólna decyzja. Na początku jest ciężko, bo jakoś podświadomie porównuje się obydwu z nich, często idealizując byłego. Teraz, po roku, jestem już pewna, że kocham aktualnego partnera i nie zamieniłabym go na poprzedniego. Były też ma dziewczynę. Udało nam się, pewnie ze względu na kulturalne rozstanie, pozostać przyjaciółmi :)

BlachazRdza Odpowiedz

Jeśli nie chcesz „męczyć” znajomych, a czujesz, że sobie nie radzisz, że potrzebujesz pomocy, choćby rozmowy - zapisz się do placówki. Tam nikt nie będzie wzdychać, że twój problem się powiela i jest spotykany dość często. To ich praca, a i miłych ludzi można poznać, a i może być tylko lepiej dzięki mądrym słowom, wsparciu.

BananowyArbuz Odpowiedz

A może chodzi właśnie o to, że był dla Ciebie całym światem. Takie osoby odstraszają partnerów.

Fargetduliker

Może chodziło jej tylko o to, że bardzo go kochała. Ja też przecież mam taką osobę i na tym polega miłość, ale zawsze trzeba też pobyć samym ze sobą, myśleć trochę o sobie, spędzać czas z przyjaciółmi i na tym co lubimy. Wtedy nasze życie to nasze życie, a nie życie dla danej osoby.

Anonimowa1995 Odpowiedz

Mam dokładnie do samo. Facet zerwał ze mną przez telefon po latach związku. Minęło co prawda kilka miesięcy, ale ja nawet nie potrafię wyobrazić sobie bycia z kimś innym. Nie ze względu na miłość,ale bardziej żal, strach przed tym, że ktoś inny postąpi podobnie. Tak jakby jakaś niewidzialna granica została przekroczona. Nie rozmawialiśmy o tym konkretnie, nie wiem co konkretnie było źle. Też był moim najlepszym przyjacielem,także straciłam i partnera i przyjaciela,dlatego to boli mocniej. Ale w moim przypadku to nie miłość i chęć bycia tylko z nim, a ogólna dywersja i strach przed wejściem w nowy związek. Strach przed kłamstwem w uczuciach, gdy on dzień wcześniej mówił, że mnie kocha, a dzień później zerwał przez telefon

cure Odpowiedz

Do *ktostajemniczy. Pies to jedyne pocieszenie jakie mam. Zawsze przyjdzie i wysłucha. Widzi, ze mam zły nastrój i przynosi mi swoje zabawki, a jak zadźwięczy sms w telefonie, to się zrywa. Zawsze po smsach od niej miałem dobry nastrój i pies, to pamięta. Dostał już nerwicy od tego, to wyłączyłem dźwięki w telefonie. Bardziej się przejmuje tym wszystkim ode mnie. Ma już 12 lat i jest ze mną od szczeniaczka. Dopiero kiedy jego zabraknie, to poczuje, co znaczy samotność i nie czeka mnie już w życiu nic dobrego. Ta świadomość, że go kiedyś strace przygnębia jeszcze bardziej i pocieszam się w tej chwili tym, ze rozstanie z nią jest niczym, w porównaniu z tym, co mnie jeszcze czeka i Ciebie niestety tez. Marne, to pocieszenie ale pies jest zawsze cierpliwy, nie zdradzi i nie oszuka. Żal bierze, ze na człowieku nie można tak polegać.

cure Odpowiedz

Bardzo Cie rozumiem i wiem co czujesz. Zostałem potraktowany jak porzucony pies. Z dnia na dzień bez słowa, bez wyjaśnienia, po 3,5 roku związku na odległość. Znajomość, z której nawet nie ma co zbierać ale ból jaki pozostał jest jak najbardziej prawdziwy i dotkliwy. Do tego stopnia, że trafiłem w środku nocy na pogotowie z bardzo wysokim ciśnieniem. Nie ma jej dopiero ponad miesiąc, a ja czuje się co raz gorzej. Jakbym wpadał w otchłań bez dna, co raz głębiej. Przestałem się uśmiechać i nikt i nic nie jest w stanie mi zapełnić tej pustki ani dać pocieszenia. Zbliżają się święta, pierwsze bez niej... Jak bardzo chciałbym nigdy jej nie kochać.

ktostajemniczy

Miesiąc to bardzo mało na poradzenie sobie ze samym sobą po takim doświadczeniu. Rozumiem Cię doskonale, co prawda ja ze swoim chłopakiem rozstaliśmy się w zgodzie i po podjęciu wspólnej decyzji, mimo to ja naprawdę bardzo go kochałam. Czułam się dokładnie tak, jak to opisałeś, tyle, że była to końcówka studiów, praca do napisania, do tego przytrafiła się choroba ukochanego psa, bardzo poważna, dopiero niedawno z tego pies wyszedł, a mógł nie wyjść w ogóle. Poczucie winy, że zawalam swoje obowiązki, średnio pomocne komentarze rodziców. Rozumowo wiedziałam, że będzie lepiej w końcu, ale ciągle nie było, a wręcz było gorzej. Pomogła mi dopiero zmiana otoczenia (nowa praca), mimo, że wiele bliskich osób próbowało wcześniej w każdy sposób mi pomóc. Trzymam kciuki, żeby Twoja męka nie trwała tak długo jak moja. I zapewniam, że w końcu będzie lepiej.

Zobacz więcej komentarzy (15)
Dodaj anonimowe wyznanie