#iBK0Y
Jak dla mnie to było dość dziwne, ale byłam pierwszy raz u sąsiadów i nie chciałam ich pouczać, tym bardziej że byli wobec mnie bardzo mili. Po kilku tygodniach mieszkania na tej samej ulicy (ja w niedużej kamienicy, oni w domku naprzeciwko) zaczęliśmy się spotykać coraz częściej. Przyjaźń rosła, ja się cieszyłam, że znalazłam życzliwe osoby.
Po pewnym czasie przyszedł do mnie Mark i ze łzami w oczach żalił mi się, że matka nie pozwala mu nic robić, a on jedzie na obóz w wakacje i znów dzieci będą się z niego śmiały. Żal mi się zrobiło chłopaka, więc pokazałam mu jak myje się naczynia, segreguje śmieci, prasuje, pierze, a nawet kiedyś z jego siostrą zrobiliśmy pizzę! Wszystko trwało z pół roku. Niestety moje zachowanie nie spodobało się matce chłopaka, która oskarżyła mnie o molestowanie jej dzieci, gdy tylko dowiedziała się, że jej dzieci sprzątają po sobie :). Sprawa była dla mnie naprawdę przykra, rozniosło się nie tylko po naszej ulicy, ale dotarło nawet do mojej pracy. Było to bardzo upokarzające. Dzieci nie sprzeciwiły się matce i poparły jej oskarżenia.
Sprawa trafiła do sądu, po roku zostałam oczyszczona z zarzutów tylko dzięki badaniu psychologicznemu dzieci! Wszyscy szli w zaparte, że jestem pedofilem. Co wtedy przechodziłam nawet nie chce wspominać. Wszyscy sąsiedzi rzucali we mnie nie tylko wyzwiskami.
Rok temu napisał do mnie Marek, chciał naprawić relacje i przeprosić. Może faktycznie zrozumiał swój błąd, w końcu był dzieckiem pod mocnym wpływem matki, ale ja nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Presja jaką na mnie wywarli zmusiła mnie do zmiany pracy i wyprowadzki, gdy tylko znalazłam kupca na mieszkanie.
Matka Marka odpowiedziała za składanie fałszywych zeznań (nie mogłam sobie tego darować), lecz nigdy nie będzie się to równało z tym, co mnie spotkało. Jak się tłumaczyła? ŹLE ZROZUMIAŁA OPOWIEŚCI DZIECI. Franca wszystko zmyśliła, a mi nie wierzył nikt…
Tyle razy się to już tu przewinęło.. no ale powtórzę: jak chcesz mieć miękkie serce musisz mieć twardą dupę.
Najbardziej jestem zawiedziona dziećmi. Poświęciłaś im czas i uwagę, nawiązałaś więź i nauczyłaś wielu rzeczy. Wiem, że matka na pewno miała na nie duży wpływ, ale w tym wieku przynajmniej powinny wiedzieć, jak bardzo mogły ci zaszkodzić i że ogólnie kłamstwo to nic dobrego.
FoxyLadie, ale takich rzeczy tez trzeba się nauczyć. Oczywiście najlepiej jest kiedy się wyniesie z domu, że kłamstwo w takich sytuacjach jest złe i że nie krzywdzi się ludzi. Ale jeśli nikt Ci nie pokazał tego w dziecinstwie to potem jest po prostu ciężej.
Ja mimo, że moi rodzice byli w porządku i zawsze chcieli dla mnie najlepiej to nie nauczylam się okazywania emocji i uczuć. Dopiero po 22 latach życia nauczylam się mówić, że mi na kimś zależy, że kocham. Zdałam sobie sprawę, że mam z tym problem i przepracowałam to sama, chociaż przemóc się było ciężko.
I fakt, ciezkie dzieciństwo nie jest żadnym usprawiedliwieniem do robienia złych rzeczy, bo wszystko jest do ogarnięcia, ale to jest naprawdę trudne dla nastolatka, który nie ma dobrego wzorca w swoim otoczeniu.
Ale...dlaczego? Jaki jest cel robienia z dzieci istot całkowicie nieporadnych życiowo? Jest mi to ktoś w stanie wyjaśnić, bo totalnie nie rozumiem?
Spoko. Chodzi o to, że wtedy cały czas będą potrzebować matki. Matka będzie się czuła potrzebna i będzie mogła dalej nimi sterować.
Mam takiego Maciusia w rodzinie. Maciuś nawet kotlecika nie potrafił sobie pokroić na talerzu. Jest ode mnie rok starszy (teraz ma 24 lata) i już był na odwyku, ma poważne zaburzenia ale za to nie ma ani dziewczyny ani pracy, a mamusia dalej za niego wszystko robi. Odkąd pamiętam wszystko mu było wolno, tylko nie wykonywać obowiązków, kiedyś mnie pobił bo wyłączyłam mu grę na moim komputerze. Ehhh... nadopiekuńczość.
szczęście, że zdołałaś oczyścić się z zarzutów. Nie odnawiaj z nimi kontaktu, choćby nie wiem co. 14-letnie dziecko jest świadome i musiało wiedzieć, że kłamie, mogli Ci zniszczyć życie i nie wiadomo, czy sytuacja kiedyś by się nie powtórzyła. A co do matki, to największą karą będzie dla niej dorosłość jej dzieci. Brak nauczenia ich obowiązków wróci do niej kiedyś z nawiązką
oskarzaj ja o znieslawienie, o ODSZKODOWANIE za straty moralne, o przepadek zarobku jesli np. ktos ccie nie zatrudnil lub nastapilo zwolnienie z pracy, za potencjalna strata z powodu koniecznosci szybkiego sprzedania mieszkania, pokrycie kosztow relokacji
Jezu, mam podobnie. Mama by za mnie wszystko robiła. Tylko że ona później narzeka, że nic nie umiem
powiem szczerze ze zawsze lepiej z siasiadami miec stosunki lrzyjazne ale okazjonalne, nie wchodzic w zażyłe stosunki.
Za takie bezpodstawne oskarżenia powinna być bezwzględna kara odsiadki plus wysokie odszkodowanie dla tak beztrosko zniszczonego człowieka.
Co te matki mają w głowach, to ja nie wiem, ale mózgu to tam ze świecą szukać.
Ale jak można świadomie wychowywać takie sieroty? Koszmar;/ Nie wspominając o pozostałej części historii. Współczuję, ale trzymaj się od nich jak najdalej. Dzieci mało winne, ale matka będzie się wpierdzielać w ich życie jeszcze długo. Nie chciałabym mieć z nimi nic wspólnego!