#i76nL
Mam blisko 30 lat. Nie umiem sobie z tym poradzić. Zerwałam kontakt ze znajomymi i nie odnawiam nawet jak ktoś się odezwie. Zostałam sama i niezależnie co bym nie zrobiła czuję, że już nic dobrego mnie nie czeka i że już zawsze będzie jak teraz... Każdego dnia się zastanawiam jak by wyglądało mogę dziecko i czemu tak się stało. I czy warto było przeżyć taki ból fizyczny, żeby czuć jeszcze gorszy psychiczny.
Niestety w życiu tak jest, że nie ma sprawiedliwości i nie można zdobyć wszystkiego co się chce. Niektórzy ze względu na swoje ciało i biologię nie będą mieć dzieci, inni nie mają szans na bycie sportowcem, naukowcem, modelka. Niestety. Zafiksowanie się na tym co dla nas niemożliwe, zamiast starać znaleźć coś co da nam zadowolenie to droga do udręki.
Nie wiesz o czym mówisz. Nie da się porównać bólu wynikającego z niemożliwości posiadania potomstwa do tego "bulu dupy", że się nie ma ładniejszego ciała czy lepszego wykształcenia. To nijak się ma do siebie. Większość ludzi może mieć i ma dzieci, a Ty jesteś tym jedynym naznaczonym, napiętnowanym człowiekiem, który może na to sobie co najwyżej popatrzeć. Większość ludzi nie jest ani sportowcami, ani modelami ani naukowcami, ale większość dorosłych ludzi jest rodzicami i tej rażącej niesprawiedliwości się ot tak nie przeskoczy.
Dokładnie, Jawiem1210 niestety ma rację. A jak do tego dojdzie masa nasilających się z wiekiem pytań "macie dzieci?", "Kiedy dzidziuś?", "Pora na powiększenie rodziny", "nie czekajcie, młodsi nie będziecie, a dzieci to naprawdę najlepsze co moze Was spotkać", to czujesz, jak przy każdym takim zdaniu odpada Ci z serca mały kawałek, bo wiesz, że serce popękało Ci z żalu już bardzo dawno. My od dłuższego czasu jawnie mówimy, że marzymy o dziecku, ale nie mozemy go mieć. Mimo wszystko widok zmieszanego/zasmuconego/pilotowanego rozmówcy przez 30 sekund jest dużo lepszy niż pięciominutowy wykład o tym, jakie rodzicielstwo jest świetne. Owszem, zadreczanie się nie przyniesie ani ulgi, ani rozwiązania, ale niespełnione ambicje zawodowe naprawdę nijak się mają z niespełnionymi marzeniami o macierzyństwie, które poza ambicjami stworzonymi w świadomości, są też wynikiem wpajanego niemal od urodzenia ładu społecznego, budowanej psychiki i hormonów, które robią swoje. Talent, a rodzicielstwo, to jednak dwa dalekie sobie pojęcia.
Jawiem1210 zawsze wydaje nam się że to co nas spotyka, jest najgorsze. Ale np. Ktoś komu zostało parę miesięcy życia, napewno zamieniłby się z Tobą na Twoje życie bez dzieci. Ja wiem, że to nie jest pocieszenie i nawet nie próbuję Cie pocieszać, akurat niestety rozumiem Twój dramat... Ale życie nie jest sprawiedliwe. I powiem Ci ze człowiek, który nie jest szczęśliwy sam ze sobą, nigdy nie będzie szczęśliwy. Trzeba nauczyć się żyć z naszymi ułomnościami i słabościami. My nigdy nie będziemy mieć wymarzonych dzieci, a ktoś inny z chęcią do życia nie dożyje końca tego miesiąca. Dlatego pokochaj siebie (jak to w ogóle brzmi, jak jakiś tandetny couch) i postaraj się żyć w zgodzie ze sobą. Może masz jeszcze jakieś drugorzędne marzenia lub plany? Typu podróże, nauka, kursy, inwestycja w siebie? Może warto skupić się na tym? Nie wiem już sama co Ci powiedzieć... Życzę Ci wszystkiego dobrego
ehhh ze tez nie mozna sie z kims na takie rzecyz zamienic, chetnie oddalabym ci moja plodnosc...
rozwazalas moze adopcje?
Rozumiem ogolnie ból z powodu straty. Ale za cholere nie rozumiem tego konkretnego przypadku. Jestes bezplodna no i co? Czy wartosc czlowieka zalezy od tego, czy sie on rozmnozy? Dlaczego chcesz miec dziecko? I co jest w tym dla Ciebie wazne? Zeby bylo czy zeby bylo biologicznie twoje? Zacznij od odpowiedzi na te pytania.
A Ty co robisz w życiu? Na czym Ci zależy? Kariera? Wykształcenie? Czemu zakładasz ze czyjaś chęć posiadania dziecka jest gorsza od Twoich planów? Ludzie mają różne cele w życiu i nie Tobie stawiać takie pytania. Myślę że autorka już sobie chyba na nie odpowiedziała.
Nie koncentruj się na czymś, na co nie masz wpływu. Urodzenie dziecka to jedyne, co mogłabyś mu dać? Te miesiące w brzuchu i parę godzin na porodówce? Nie. Dałabyś mu wiele innych rzeczy. I nic nie stoi na przeszkodzie, byś mogła to komuś dać. Nie zmarnuj swojej szansy i możliwości, jakie masz, tylko dlatego, że uparcie będziesz domagać się dziecka „osobistego”. Zwłaszcza, jeśli czujesz, że mogłabyś dziecku wiele dać. Zaprzepaścisz wszystko, tkwiąc tu, gdzie jesteś. Skorzystaj z pomocy specjalisty, daj szansę sobie i komuś, kogo w przyszłości możesz uszczęśliwić.
I nie spotka Cię już nic lepszego, jeśli nie wyjdziesz ze skorupy, w której sama się zabarykadowałaś. Życzę zdrowia, również psychicznego i równowagi emocjonalnej. Z pomocą lekarzy pokonałaś nowotwór, to nie jest takie nic.
Bardzo współczuję raka, ale... zazdroszczę bezpłodności. Niedługo wychodzę za mąż i przeraża mnie fakt, że mimo wszelkich wyliczeń i zmniejszania prawdopodobieństwa mogę zajść w ciążę, a bardzo, bardzo nie chcę być w ciąży. Brzydzę się wszystkiego co związane z ciążą, porodem i noworodkami. Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale nie mogę tego przeskoczyć. Natomiast chciałabym mieć dzieci, ale adoptowane. Nie mam potrzeby ,,przekazywać genów'', bo i po co. Przede wszystkim o Twojej wartości stanowisz Ty sama i Twoje życie, a nie posiadanie lub nieposiadanie dziecka. Nie odsuwaj się od życzliwych ludzi. I może warto zastanowić się nad adopcją? :) Pozdrawiam ciepło.
A masz jakiegoś partnera, który Cię wspiera?
@Eureenergie
Z wyznania rozumiem, że odsunęła się od wszystkich i jest sama.
w życiu nic nie dzieje się bez przyczyny, może to znak że czeka na ciebie jakiś mały człowiek gdzieś, może masz jakąś wyższą misję a wystąpięnie twojej choroby miało ci otworzyć oczy,
Cała masa rzeczy w życiu dzieje się bez przyczyny
A ja to Ci odrobinę zazdroszczę. Zawsze uważałam, że adopcja, to coś najpiękniejszego na świecie. Po co mieć własne dzieci, jeśli można zaopiekować się jakimś niechcianym dzieckiem i zmienić jego świat ze smutku w bajkę? Zwłaszcza, że balansujemy wciąż na skraju przepaści, katastrofa klimatyczna, przeludnienie, zagrożenie wojnami, upadek gospodarki, nieodzowna zmiana systemu, w któym żyjemy. Najbliższe czas to nie będzie przyjemne czas. To nie jest dobry czas na mnożenie ludzi. Ale mając sprawną macicę nie znajdzie się wtym zrozumienia ani nie znajdzie się ośrodka adopcyjnego...
Wiele napisanych tu wyznań mnie poruszyło, ale by móc do Ciebie napisać, założyłam przed momentem konto. Wiem o czym mówisz, doskonale wiem i rozumiem każdą Twoją myśl, nie czujesz się kobietą, za to czujesz się bezużytecznym tworem, który nigdy nie znajdzie i nie da szczęścia u boku drugiej osoby. Wiem, znam to. Wylałam morze łez i choć jestem w innej sytuacji, bo mam męża i malutki cień szansy, że się uda, to nieraz błagałam go żeby odszedł ode mnie, bo wiem, że się nie uda i nie spełnię Jego i mojego największego marzenia- radosnej gromadki dzieci. A On jest przy mnie i trwa, wmawiając mi raz po raz z totalnym spokojem, że to ja jestem jego największym marzeniem i jeśli się nie uda, to też będziemy szczęśliwi. Kochana, otwórz się proszę na innych, nie patrz na świat tylko przez pryzmat bezpłodności. Pomyśl sobie, że operacja dała Ci szanse na nowe życie, a Ty możesz dać szansę na nowe życie małej, samotnej istocie, wyglądającej wieczorami tęsknym wzrokiem zza okna domu dziecka. Możesz być szczęśliwa, ale musisz sama sobie na to pozwolić, uwierz mi proszę.